6
Kwi
jak-przyciągnąć-smart-shoppera

Jak przyciągnąć Smart Shoppera do sklepu internetowego?

W handlu, zarówno internetowym, jak i w stacjonarnym, wiele się mówi o lojalności klientów. Pragniemy by klienci do nas powracali i polecali nasz sklep swoim znajomym czy rodzinie. Jednak warto pamiętać także o tzw. smart shopperach, którzy wymagają trochę innego podejścia i komunikacji. Smart shopping nie jest pojęciem nowym i w największym skrócie oznacza po prostu “przemyślane zakupy”. Smart shopper …

Czytaj więcej0

Czy próbowałeś zbudować kiedyś społeczność wokół sklepu internetowego? Jeśli tak to zapewne wiesz jakie to trudne zadanie. Dziś porozmawiam z osobą, która wie jak zbudować społeczność w e-commerce – co więcej zaangażowaną społeczność.

 

 

Wersja Youtube:

 

W tym odcinku podcastu rozmawiam z Joanną Borucką, którą mogłeś już poznać w 18 odcinku podcastu FIRMA ON-LINE. Rozmawiałyśmy wówczas o sklepie internetowym jaki stworzyła Asia i który sprzedaje vouchery na przeżycia, a konkretnie o Katalogu Marzeń rozmawiałyśmy. W tym odcinku rozmawiamy o czymś naprawdę WOW i to z kilku powodów!

  • WOW – bo sam pomysł na akcję marketingową angażującą tak dużo ludzi i mającą tak duży zasięg przy stosunkowo niewielkim nakładzie finansowym.
  • WOW – bo to dokonanie czegoś bardzo trudnego w e-commerce, a mianowicie zbudowanie aktywnej społeczności wokół sklepu internetowego
  • WOW – bo to podejście do biznesu, podejście które nie zakłada jedynie zysków, a także danie czegoś więcej, działania w zgodzie z wyznawanymi wartościami. Kasa jest ważna, ale nie jest to głównym celem.

Ja tu o WOW WOW, a pewnie chcesz konkret. Zatem posłuchaj o case study budowania społeczności wokół sprzedającego biznesu, poznaj #ChcęToPrzeżyć

A jeśli wolisz czytać, to na samym dole znajdziesz transkrypcję odcinka “Zbuduj społeczność w e-commerce – case study #ChcęToPrzeżyć”

Na samym dole jeszcze 3 ważne ogłoszenia, o których mówię na początku odcinka 🙂

 

 

Wspominałam, że jak oglądam zdjęcia z poprzednich edycji to czuję emocje tych ludzi. To prawda, to niesamowite uczucie. Zresztą zachęcam Cię do odwiedzenia profili społecznościowych akcji #ChcęToPrzeżyć i zobaczeniu tej radości i energii na własne oczy.
#ChcęToPrzeżyć na Facebooku
#ChcęToPrzeżyć na Instagramie 
#ChcęToPrzeżyć strona, gdzie można się zgłosić do akcji
A jeśli słuchasz tego przed 30 kwietnia 2019 r. to możesz się również zgłosić i przeżyć to samemu. 

zbuduj społeczność w e-commerce

zbuduj społeczność w ecommerce

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

“FO 040 Zbuduj społeczność w e-commerce – case study #ChcęToPrzeżyć” – transkrypcja odcinka

Agata: Cześć Asiu.
Asia: Cześć.

Przyznam się, że jeszcze nie nagrywałam tak wcześnie podcastu. Jest co prawda chwila po 8.00, ale wstając o 5.00 rano, to już pora na drugie śniadanie. Miałyśmy przyjemność rozmawiać już w 18. odcinku podcastu i rozmawiałyśmy trochę o tym, jak spełniać marzenia, o e-commerce, który sprzedaje vouchery na przeżycia. Osoby, które słuchały tamtego odcinka, to już Cię pewnie kojarzą, ale powiedz proszę, w skrócie, coś o sobie.
– Cześć wszystkim raz jeszcze. Co Wam mogę o sobie powiedzieć? Odnośnie tej rozmowy, najważniejsze jest to, że prowadzę firmę Katalog Marzeń, która oferuje prezenty w formie przeżyć, które pozwalają na spełnianie marzeń. Jestem też zaangażowana w mniejszym stopniu w kilka innych firm. W każdym przypadku najważniejsze jest dla mnie to, żeby firma miała charakter pozytywny. Żeby dawała coś pozytywnego zarówno pracownikom, jak i klientom – czy też społecznościom wokół nich zgromadzonych.
Prywatnie jestem mamą trójki dzieci i nieustannie myślę o tym, jak je wychować, by w życiu dorosłym były w stanie spełniać jak najwięcej swoich marzeń.

Fajne, ale trudne zadanie.
Tak, nie jest łatwo, ale to na następny podcast może.

Tak, tak, na pewno. A powiedz mi, bo spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o akcji „Chcę to przeżyć”, która też, z tego co wiem, ma za zadanie spełniać marzenia. Teraz trwa jej 3. edycja. Powiedz proszę, o co chodzi w tej akcji?

Bardzo dobrze to ujęłaś, bo w największym skrócie chodzi właśnie o to, by umożliwić ludziom spełnianie marzeń, a przynajmniej takie było nasze początkowe założenie. Tak naprawdę okazało się, że „Chcę to przeżyć” jest czymś zdecydowanie większym. Jest akcją, która motywuje ludzi do tego, żeby zrobić coś fajnego, aktywnego, żeby brać życie w swoje ręce. Żeby wstać z kanapy, a nie siedzieć tylko przed telewizorem, żeby spełniać swoje marzenia.

Dobrze, ale jak spełniać te marzenia?

Spodziewałam się, że zapytasz o ten konkret. Zapraszamy do akcji niemal każdego. Jedynym ograniczeniem jest wiek – trzeba mieć ukończone 18 lat. Niektóre atrakcje są po prostu dostępne tylko dla osób pełnoletnich. Jest jeszcze jedno ograniczenie, w akcji niestety nie mogą brać udziału pracownicy Katalogu Marzeń.

A rodzina pracowników?

Też, przypomniałaś mi, pracownicy i najbliższa rodzina. Jednak patrząc na ogół społeczeństwa w Polsce, tych wykluczeń jest jednak nie wiele. Zapraszamy wszystkie osoby, poza tymi wymienionymi przed chwilą, żebyście się zarejestrowali w naszej akcji. Żebyście opowiedzieli w kilku słowach, dlaczego chcecie wziąć udział. Żebyście też podali linki do swoich profili w mediach społecznościowych, za chwilę wyjaśnię, dlaczego.

Spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń, wybierzemy określoną liczbę osób. W tym roku będzie to, podobnie jak w zeszłym, 600 osób, które zaprosimy do spełniania swoich marzeń. Wszystkie osoby będą mogły wybrać spośród kilku – kilkunastu marzeń, atrakcji – jedno. Każda osoba, która dostanie się do akcji będzie mogła zrealizować chociaż jedno swoje marzenie.

Powiedziałam o linkach do profili w mediach społecznościowych, powiedziałam o marzeniach, a teraz połączmy to w całość. Ideą akcji jest to, żeby osoby, które w niej uczestniczą, publikowały relacje ze zrealizowanych marzeń na swoich profilach. Żeby umieszczały zdjęcia, filmiki, czy dowolne inne formaty przez siebie wymyślone. Następnie, żeby pisali szczerze, jak im się podobało, jakie odczuwali emocje, czy zrealizowaliby jeszcze raz coś podobnego. Generalnie, nie narzucamy ani formy, ani treści, tylko prosimy o relacje ze zrealizowanych marzeń.

Następnie spośród wszystkich osób wybieramy grupę, którą zapraszamy do kolejnego etapu, w którym będą do zrealizowania nowe marzenia. I proces się powtarza. Ponownie z osób, które umieszczą relację na swoich profilach w mediach społecznościowych w drugim etapie, wybieramy grupę osób, która przejdzie do trzeciego etapu. W trzecim etapie są do zrealizowania marzenia, na które najwięcej osób czeka. Numerem jeden spośród marzeń jest skok ze spadochronem. Na drugim miejscu jest lot balonem. Są też inne atrakcje, na przykład wyprawy off-road, ale z doświadczenia wiemy, że największą popularnością cieszą się właśnie skok i lot. Dodam jeszcze, że spośród finalistów wybieramy trójkę zwycięzców, którzy otrzymują abonament na spełnianie marzeń. W Katalogu Marzeń, oczywiście. Zwycięzca otrzymuje roczny abonament, drugie miejsce – półroczny, a trzecie miejsce – kwartalny abonament.
Roczny abonament to 12 voucherów, drugie miejsce – 6, a trzecie miejsce to 3 vouchery na spełnianie marzeń.

Spełniają marzenia, dzielą się tym w mediach społecznościowych, ale co Wy z tego macie? Nie są to influencerzy. Jakie były założenia biznesowe na początku?

Zacznę od samego pomysłu, bo to dużo wyjaśnia. Pomysł miał charakter bardzo spontaniczny. Kiedyś w ramach spotkania poświęconego naszym projektom, działaniom marketingowym, budżetom, kosztom związanym z poszczególnymi działaniami, zadaliśmy sobie pytanie – co można zrobić, jakie działania podjąć, żeby przekierować pieniądze, które idą do dużych korporacji do Google’a, Facebook’a na coś mającego pozytywny efekt społeczny, a jednocześnie uzyskać efekt marketingowy. Efekt komunikacyjny, wizerunkowy, zasięgowy. Wcześniej myśleliśmy o projektach tzw. ambasadorskich, żeby rozbudować sieć ambasadorów w Katalogu Marzeń, ale nie mieliśmy precyzyjnej koncepcji, jak to zrobić, ale gdzieś to z tyłu naszej głowy było. W momencie, gdy myśleliśmy, jak przekierować te budżety, by było o nas słychać, dzięki tym nowym działaniom, wtedy jeszcze nie wiedziliśmy jakim, to tak od słowa do słowa w toku dyskusji wyszło, żebyśmy właśnie zaprosili ludzi, którzy by realizowali nasze atrakcje i publikowali relacje z ich realizacji w mediach społecznościowych.

To była pierwotna idea, a potem zaczęliśmy na niej budować i zastanawiać się, jaki zastosować mechanizm, żeby faktycznie relacje były publikowane. Żeby cel biznesowy, którym jest budowa komunikacji, budowa świadomości, po pierwsze produktu, takiego jak voucher na prezent w formie przeżycia. A po drugie budowanie świadomości, że Katalog Marzeń taki produkt oferuje, że jest firmą, której zależy na spełnianiu marzeń ludzi. Wizerunku pozytywnej firmy, tak to w największym skrócie określam. Żebyśmy mogli osiągać te cele, to potrzebne są zasięgi.

Zastanawialiśmy się nad mechanizmem, dzięki któremu te relacje by powstawały – nie lubię używać tu słowa konkursu, on co prawda ciśnie się na usta, chciałam powiedzieć mechanizm konkursu, ale chcemy to przeżyć jako akcje zarówno wizerunkową, marketingową, ale również społeczną, która daje coś pozytywnego ludziom. Powstał zatem mechanizm etapowy, gdzie na pierwszym etapie de facto „w ciemno” umożliwiamy spełnianie marzeń ludziom, licząc na to, że ludzie jednak są pozytywni, że jak umożliwimy im spełnienie marzenia, to podzielą się tym w mediach społecznościowych, a poza tym, że będzie im zależało, by przejść do kolejnego etapu i realizować następne marzenia.

I faktycznie to się sprawdziło. Nie wiedzieliśmy, czy tak będzie. Pierwszy etap był pilotażowy, na niewielką skalę, tylko w Warszawie. Wtedy do uczestnictwa zaprosiliśmy 60 osób. Już przy tej skali wszystkie nasze założenia zweryfikowały się pozytywnie, a tak naprawdę osiągnęliśmy więcej, niż zakładaliśmy. Efekt był oszałamiający. Zobaczyliśmy, że to nie jest zwykła akcja marketingowa, tylko, że jest to akcja społeczna, aktywizacyjna, promująca spełnianie marzeń i pozytywne podejście do życia.

Z tego co mówisz, to widzę, że zaprosiliście do współpracy nie mikroinfluencerów, ale nanoinfluencerów, którzy mimo że nie mają dużych społeczności, to też mają wokół siebie ludzi, którzy są Waszymi potencjalnymi klientami. Bo chyba każdy chce spełniać swoje marzenia?

Dokładnie tak. Nam zależało na autentyczności. Wyszliśmy z założenia, że zaproszenie „zwykłych ludzi” do akcji i nie narzucanie w żaden sposób formuły uczestnictwa w naszej akcji oraz żadnej formy relacji, jak ma wyglądać, pozwolą nam właśnie na pokazanie autentyczności. To też się w 100% sprawdziło. Filmiki, które dostaliśmy, zaangażowanie ludzie, którzy robili kubki, koszulki, czapeczki z naszym logo, malowali je sobie na policzkach – logo akcji „Chcę to przeżyć” czy Katalogu Marzeń, to było niezwykłe. Ja bym nie wpadła na taki pomysł przy współpracy z influencerami o większym kalibrze, a tu ludzie samodzielnie to wymyślili. Z takich ciekawostek, to w drugiej edycji dostaliśmy misia z logo „Chcę to przeżyć”, to było słodkie. Dostaliśmy bransoletki z hasłami akcji. To też było niezwykłe.

Pozwoliliście spełniać marzenia, o ile oczywiście jest to marzenie np. skok ze spadochronem dla osób, które nigdy tak naprawdę nie byłoby na to stać, bo to nie jest tania przyjemność. Więcej osób w tym samym budżecie, bo ja tu jednak myślę przez pryzmat biznesowy – przy mniejszym budżecie więcej osób miało fun.

Tak, dokładnie. Skok spadochronowy czy jazda gokartem, quadem, to nie są potrzeby podstawowe. Ludzie wolą wydać pieniądze na coś, co ma postać fizyczną, co będą mieć po zakupie, ale to się zmienia. Widzę bardzo silny trend w tę stronę, że coraz więcej prezentów jest kupowanych w formie przeżyć. Widzę to po wzroście Katalogu Marzeń w ostatnich latach, ale też obserwując w życiu prywatnym – na urodzinach u rodziny, znajomych, przyjaciół, jakie prezenty są wręczane. Coraz więcej jest prezentów niematerialnych i ludzie się z tego cieszą. Później opowiadają, jak było fajnie – na kolacji w ciemności, masażu czy podczas skoku spadochronowego.

Wrócę może do tego aspektu biznesowego. Na początku, podczas pierwszej edycji, nie zakładaliśmy sobie żadnego celu biznesowego. Nie zdefiniowaliśmy go dlatego, że był to unikalny pomysł w skali Polski, de facto nawet nie wiedzieliśmy, jaki cel liczbowy moglibyśmy sobie postawić. Co do kierunku działania, czyli świadomości rynku, na którym działamy oraz wizerunku Katalogu Marzeń, to wiedzieliśmy, że to chcemy osiągnąć, ale nie mieliśmy celu związanego z jakimś konkretnym zasięgiem, czy innymi znacznikami. Po prostu pomyśleliśmy, że brzmi to naprawdę fajnie i spróbujmy na wielką skalę i zobaczmy, co nam to da. Zobaczmy, czy to „zarezonuje” z ludźmi. Udało się, sprawdziło. Drugą, zeszłoroczną edycję, zrobiliśmy na większą skalę, zapraszając 600 uczestników.

W tym roku robimy podobnie, ale jakbyś zapytała mnie o cele biznesowe dla zeszłego i tego roku, to tutaj też nie mamy precyzyjnego wskaźnika. Mówię o tym dlatego, żeby oderwać się trochę od prowadzenia biznesu stricte przez liczby, wyliczając ROI, inne KPI dla każdego projektu, żeby na podstawie tych liczb podejmować decyzje, czy my dany projekt chcemy zrealizować, czy nie. W „Chcę to przeżyć” popatrzyliśmy tak, czy projekt jest spójny z naszą misją, czy on jest spójny z naszymi wartościami, czy on z całym naszym zespołem „rezonuje”, czy my wiemy, że to jest to, że tego typu akcja pozwoli nam iść w tym kierunku, w którym chcemy. Ale to wszystko bez precyzyjnego wyliczania ROI czy zwrotu z inwestycji w ten projekt.

Tak, cel biznesowy, który jest też trudny do oszacowania liczbami, to również budowanie społeczności, prawda? Tutaj jest świetny przykład, jak zebrać wokół siebie ludzi, zwłaszcza, jak przeglądałam wzmianki o „Chcę to przeżyć” w Internecie, to piękne były.

Tak, są po prostu niesamowite. To, o czym mówiłam, przerosło moje oczekiwania. Ludzie mówili, że akcja „Chcę to przeżyć” to petarda, że nic nie jest takie same w ich życiu, że mogli wrócić do marzeń z dzieciństwa i je zrealizować. Że mogli się zmobilizować, by już później na własną rękę spełniać w życiu marzenia. Tyle pozytywnych słów, tyle pozytywnych emocji, które dostaliśmy od uczestników akcji, to było niewyobrażalne. Nie wiem czy słychać, jak duży uśmiech mam na twarzy, ale za każdym razem, jak przypominam sobie to, co pisali, mówili nam uczestnicy akcji, to uśmiech na mojej twarzy się pojawia.

To jest naprawdę mega fajne, bo trudno jest zdobyć ludzi, którym się nie płaci, a którzy tak dobrze mówią. Bo ludzie na ogół dużo mówią, jak coś pójdzie nie tak. A tutaj feedback i wdzięczność są widoczne tak naprawdę przez cały rok. Na przykład hashtagi na Instagramie cały czas się pojawiają.

Tak, dokładnie. Niesamowite jest to, że mamy cały czas kontakt z uczestnikami. Oczywiście nie ze wszystkimi, ale najsilniejszy kontakt mamy z uczestnikami 3. edycji, finałów – to z nimi byliśmy w ramach akcji najdłużej. Zapraszaliśmy ich do nas. Dotychczasowe akcje kończyły się finałami na żywo, więc mieliśmy szanse spotkać się z uczestnikami. To wzmacnia relacje i w zasadzie sprawia, że staje się ona stała. Mam nadzieję, że będą one na długo. Co ciekawe, dwie uczestniczki akcji pracują dzisiaj w Katalogu Marzeń, co pokazało, że akcja jest dla nas również narzędziem rekrutacyjnym, co też było nieoczekiwane.

Co jeszcze daje nam społeczność? Różne pomysły na działania, które podsyłamy na grupę. Do każdej edycji akcji mamy osobną grupę, gdzie podsyłamy pytania i radzimy się uczestników akcji. Dla nas jest to bardzo cenne doświadczenie – dowiedzieć się, co o naszych pomysłach myślą osoby, które już nas lepiej znają. Myślę, że dla uczestników też jest to ciekawe doświadczenie, jeśli firma pyta ich o zdanie odnośnie nowych produktów i pomysłów.
Jeszcze w innej formie mamy kontakty z uczestnikami, na przykład teraz podczas uruchomienia 3. edycji. Uczestnicy poprzednich akcji promują sami kolejną edycję i zachęcają do wzięcia udziału swoich znajomych. Stali się de facto ambasadorami akcji, czyli wracamy do tego, o czym mówiłam na początku, gdzie chodziło nam o to, by taki program ambasadorski zbudować. Zrobiliśmy nawet więcej, bo to są ambasadorzy, ale tak jak powiedziałaś, również społeczność. To są ludzie, z którymi czujemy prawdziwą więź.

Tak, to jest w ogóle niesamowite, że Ci ludzie są cały czas z Wami. Aplikują, możecie się poznać, tak naprawdę to można porównać ich do pracowników z polecenia. A jak ich zapraszacie? Skąd ludzie dowiadują się o akcji? Jak ją promujecie?

Podstawowym kanałem promocji jest Facebook i Instagram. Nasze własne kanały w mediach społecznościowych. Promocja przebiega na zasadzie organicznej, ale również prowadzimy działania reklamowe, żeby zachęcić uczestników do wzięcia udziału w akcji. To jest pierwszy sposób. Drugi dzieje się w zasadzie samoistnie, gdzie uczestnicy poprzednich akcji udostępniają nasze posty lub sami piszą, że rusza kolejna edycja i zachęcają do udziału w niej. Zespół Katalogu Marzeń również udostępnia posty i promuje akcje. Zatem największym kanałem jest tzw. poczta pantoflowa.

W zeszłym roku prowadziliśmy też działania reklamowe na uczelniach. Duża część naszych uczestników to studenci. Nie działamy bardzo silnie, bo taka też była idea, żeby nasz budżet marketingowy nie szedł w stronę Facebook’a i Google’a, ale w kierunku umożliwiającym realizację marzeń. Akcja marketingowa nie ma aż tak ogromnego zasięgu, nie jest też aż tak kosztowna, jednak osiągamy efekt – kilka tysięcy zgłoszeń. I ponownie będziemy mieć kłopot, jak tu wybrać 600 uczestników? Zgłoszenia są bardzo sympatyczne i trudno dokonać wyboru, to jest nasz największy ból i największe wyzwanie. Na każdym etapie, gdzie później z 600 trzeba wybrać 200, a następnie 30, nie można wybrać wszystkich i to jest dla mnie największy dyskomfort, ale niestety nie można inaczej.

Tak, ja rozumiem te emocje – jak tu się przygotować, żeby wygrać, co zrobić, by przejść do kolejnego etapu? Moja koleżanka rok temu brała udział. Znajomy z Krakowa też słyszał o tym, więc jest o tym głośno. A czy te akcje jakoś się przełożyły na sprzedaż?

Jestem przekonana, że tak. Jeśli chodzi o konkretne liczby, to ciężko jest to zweryfikować. Jesteśmy w stanie sprawdzić, jaka część uczestników jest również naszymi klientami, zakładając, że posługują się tymi samymi adresami mailowymi. Moglibyśmy to zweryfikować, ale nie o to chodzi. Dzięki temu, że uczestnicy publikują w swoich mediach społecznościowych relacje z akcji, docierają do innych osób, które dowiadują się o naszej ofercie. I te osoby mogą stać się naszymi klientami. I to już jest bardzo trudno zmierzyć.

Z roku na rok rośniemy, mam na myśli przychody i zestawiając to z budżetem marketingowym, widzimy tu pozytywną tendencję. Wzrost jest szybszy niż zakładaliśmy. Tak było w poprzednich latach i mam nadzieję, że tak samo będzie w tym roku. Koszty pozyskania klientów spadają, „powracalność” klientów rośnie. Może trudno jest dokładnie zmierzyć, jaki wpływ ma na to akcja „Chcę to przeżyć”, ale jestem przekonana, że jest to wpływ znaczący.
To, co jesteśmy w stanie zweryfikować liczbowo, to zasięgi akcji. Prosimy uczestników, żeby przy relacjach dołączali hasztag akcji #chcętoprzeżyć oraz #katalogmarzeń. Dzięki temu, korzystając z Brand24, jesteśmy w stanie sprawdzić do jakiej liczby osób docieramy. W zeszłym roku był to około 1 mln osób. To musi działać. Ogólny wzrost biznesu również jest potwierdzeniem, że to ma sens.

Ja nie traktuję tej akcji jako sposobu na pozyskanie klientów. Nie mam intencji, by precyzyjnie sprawdzać, jak akcja przyczyniła się do wzrostu sprzedaży. Zależy nam, by rozwijać biznes w sposób społecznie odpowiedzialny. Szukamy sposobów, by oddziaływać pozytywnie na różne społeczności wokół nas. „Chcę to przeżyć” jest naszym największym działaniem, ale nie ograniczamy się tylko do tej akcji.

A co jeszcze?

A właśnie, w zeszłym roku w okresie świątecznym mieliśmy akcję z fundacją Mam Marzenie, która spełnia marzenia chorych dzieci. Akcja polegała na tym, że za każde zamówienie last minute (zamówienie w formie vouchera elektronicznego w formie pdf) na konto fundacji naliczaliśmy 5 zł. Jesteśmy teraz w fazie zamykania tej współpracy, zachęcam do obserwowania naszych profili w mediach społecznościowych, na dniach będziemy publikować informacje o efektach akcji.

To fajnie się łączy. Mówicie o akcji spełniania marzeń i fundacji, która pomaga spełniać marzenia. Można połączyć działania wizerunkowe, contentowe, pod SEO i social media. Można inwestować nie tylko w reklamę, tylko działać. Trzeba mieć pomysł i czas. Super, że jako firma potraficie wymyśleć takie rzeczy, bo to jest niekonwencjonalne. Nie jest to typowy konkurs czy aplikacja. Proste a skuteczne.

Tak, ja jestem przeszczęśliwa, że ta rozmowa, do której nawiązywałam na początku, miała miejsce. Podeszliśmy do tego z otwartymi głowami. Padały różne pomysły, nie wszystkie wydawały się dobre. Otwarte podejście oraz połączenie biznesu z czymś pozytywnym dla ludzi – udało się. Ważne jest, by siadać czasami z otwartą głową i po prostu rozmawiać. Pozwalać rozmowie, by schodziła na boczny tor. Tamto spotkanie to nie były warsztaty poświęcone temu, by wymyślić coś nowego. To była zwykła, cotygodniowa rozmowa, status marketingowy. Pojawił się pomysł, daliśmy mu czas, pozwoliliśmy odejść od standardowej agendy i przerodził się w coś fajnego. Otwartość na tego typu sytuacje – u nas zaprocentowała.

Pokazuje to też kreatywność zespołu, otwartość, gdzie nie wszędzie jest na to czas, chęć i przestrzeń. Mam jeszcze jedno pytanie, jak jest duża społeczność, jest zawsze ryzyko kryzysu. Zawsze znajdą się ludzie, którzy chcą bojkotować. Mieliście jakąś poważną sytuację, że komuś coś się nie podobało i buntował wszystkich?

Nie. Dla mnie jest to niezwykłe, że przy takiej liczbie osób i złożoności projektu, nie mieliśmy żadnej poważnej sytuacji kryzysowej. Zdarzały się jakieś uwagi, pytania, dlaczego tylko skoki są dostępne w tym terminie, że odwołali mi lot paralotnią, a ja w innym terminie nie mogę itp. Lot paralotnią akurat jest uzależniony od pogody, więc takie rzeczy się zdarzają. Pewne narzekania i komentarze się zdarzały, ale to nic groźnego, samo życie. Nie mieliśmy żadnej, większej sytuacji kryzysowej, mam nadzieję, że tak dalej będzie.

Wydaje mi się, że wiem, z czego to się bierze. Kluczem do sukcesu jest proces przyjmowania uczestników do akcji. Zdradzę troszeczkę, jakimi kryteriami się kierujemy. Wśród nich jest spójność z naszymi wartościami, z pozytywnym podejściem do życia. Szukamy ludzi, którzy są pozytywni, którzy na swoich profilach w mediach społecznościowych piszą o rzeczach sympatycznych. O tym, że coś im się miłego zdarzyło. Posty są takie, że ludzie doceniają rzeczy, a nie, że coś piętnują, marudzą czy wywołują konflikty. Myślę, że to jest kluczem do sukcesu.

Dobre podejście. Też się o tym mówi, żeby patrzeć na takie rzeczy, zatrudniając pracowników. Jeśli masz jakieś wartości, to żeby ludzie myśleli podobnie, żeby to samo cenili, to samo było dla nich ważne. Tutaj to się sprawdza.

Dokładnie tak. Patrzymy, czy ludzie są uśmiechnięci, radośni, czy robią coś dla innych. To jest klucz to tego, że społeczność funkcjonuje wokół Katalogu Marzeń. Ludzie czują, że mają dużo ze sobą wspólnego.

I chcą. Są otwarci na ludzi, doświadczenia. Jak przeglądałam zdjęcia z „Chcę to przeżyć”, to widziałam emocje na twarzach ludzi skaczących ze spadochronem. I ja, która mogę ewentualnie przeżywać masaż, a wyobrażam sobie siebie skaczącą, to aż mam łzy w oczach. Myślę sobie „Kurcze, to musi być naprawdę super”. Zaraz potem pojawia się strach, ale wywołuje to niesamowite emocje i chęć spróbowania. Może kiedyś się odważę, a raczej na pewno, bo już siebie przekonałam, tylko muszę jeszcze rękę wyleczyć. Zatem akcja działa. Podsumowując, powiedz proszę, czego nauczyła Cię ta akcja oraz o czym należy pamiętać budując społeczność wokół biznesu opartego na sprzedaży?

Najważniejsza rzecz to, że warto podejmować działania, których nie mamy wyliczonych biznesowo. Nie mamy pewności, czy one nam się zwrócą. Podejmujemy ryzyko biznesowe, ale w sytuacji, kiedy wiemy, że nasze działanie jest spójne z naszą misją, wizją i wartościami, to warto. Można się zabezpieczyć, robiąc np. pilotaż czy testy na inną skalę. Jeśli wierzymy w to, co wymyśleliśmy, to spróbujmy. Dajmy sobie szansę, by sprawdzić czy nasz pomysł ma sens.

Pod kątem budowy społeczności, powtórzę słowo, które już padło – autentyczność. To jest clue, żeby wszystko było autentyczne – komunikacja, mechanizm. Zależało nam, by każdy, kto się do akcji dostanie, miał korzyści dla siebie. Zaufaliśmy, że ludzie, których zaprosiliśmy do akcji, faktycznie relacje opublikują. Mieliśmy lekkie obawy, że ludzie zainteresują się akcją, a potem nie będą zainteresowane publikacją ich realizacji w mediach społecznościowych. Pomimo obaw, zdecydowaliśmy się akcję przeprowadzić. Zaufaliśmy, że ludzie będą dobrzy, pozytywni, że opublikują relacje.
Podsumowując: autentyczność obopólna – dla społeczności i dla firmy oraz zaufanie do ludzi. To są najważniejsze elementy.

Super, trzymam kciuki za ten rok. Jest to naprawdę inspirujące. Ja też ostatnio nakierowuję się na przeżywanie, na odrzucanie rzeczy. Może nie radykalny minimalizm, zero, eko i bio, ale na skupianie się na byciu. Spełnianie marzeń jest fajne. Trzymam kciuki za tą i kolejną edycję. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dzięki wielkie za rozmowę i trzymanie kciuków. Mam nadzieję, że dzięki temu podcastowi też pozyskamy kilku nowych uczestników. Serdecznie zapraszam. Jak to mówią uczestnicy, jest to akcja zmieniająca życie na lepsze.

Tak, właśnie. Też przełamanie barier. Ja na pewno podlinkuję do mediów społecznościowych, w notatkach powrzucam zdjęcia, żeby było czym się zainspirować. Też zachęcam, bo po zdjęciach i Twoich opowieściach wiem, że to jest super. Jeszcze raz dziękuję za rozmowę. Trzymaj się.

Dzięki.

 

Rubryka z ogłoszeniami 🙂

Po pierwsze chciałam przypomnieć, że wraz z rozliczeniem rocznym możemy przekazać 1% naszego podatku na osoby, którym ten mały procencik może uratować życie lub poprawić jego przeżywanie. Ja wiem, że Ty to wiesz, ale przypomnieć nie zaszkodzi. Jeśli nie masz pomysłu na kogo przekazać ten 1% to w notatkach do tego odcinka podpowiadam komu możesz pomóc. 1% to tak niewiele, a jednak bardzo wiele!

  • Fundacja “Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci” KRS 0000287982
  • Fundacja Spełnionych Marzeń pomagająca dzieciom chorym onkologicznie KRS: 0000128832
  • Rehabilitacja nastoletniego Nataniela, który wygrał walkę z rakiem
    KRS: 0000037904 Cel szczegółowy: 1%: 34213 Słomski Nataniel

Po drugie jeśli słuchasz podcastów, a domniemam, że tak (no, bo w końcu mnie słuchasz teraz) to fajnie jeśli podzielisz się tą swoją aktywnością z innymi. Trwa akcja #wiosenneprzebudzenie #sluchampodcastow mająca na celu promocję podcastów!
Po trzecie wraz z magazynem Marketer+ szerzymy wiedzę o podcastach w biznesie! Zarówno na stronie internetowej magazynu, jak i w wydaniach drukowanych będą ukazywały się moje artykuły o tym dlaczego podcast i biznes idą w parze 🙂 Rzecz jasna zachęcam do czytania.

Analizujesz? Co? No czy analizujesz swoje działania marketingowo – sprzedażowe? Bo wiesz, że bez analizy i wyciągania wniosków działasz dla samego działania. Marnujesz czas i pieniądze, bo na jedną z ważniejszych rzeczy w Twoim biznesie nie masz niby czasu.

W tym odcinku poruszam temat, który jest tematem tabu w wielu firmach. A przynajmniej takie mam wrażenie. Temat jakże ważny, a jakże często pomijany. Mam tu na myśli analitykę. I wcale chodzi o eksporcie raportu z narzędzia do wysyłki maili lub sprawdzenie ilości wejść na stronę internetową i zapisanie wyniku w excelu, do którego nikt przez miesiąc nie zaglądnie. Mówię o faktycznym analizowaniu podejmowanych działań, których celem jest wzrost konwersji – czyli zwykle sprzedaży (choć konwersją może być też zapis do newslettera czy zostawienie nr tel).

 

 

Przeczytaj transkrypcję odcinka “A co Ty wiesz o analityce internetowej?” tutaj >>

Sztuką nie jest sprawdzenie liczb, stworzenie ładnego wykresiku i stwierdzenie – o rośnie lub o spada, coś poszło w tym miesiącu nie tak. Chodzi o to by jeszcze zastanowić się dlaczego jest tak lub tak i jakie wnioski możesz wyciągnąć na przyszłość. Mam wrażenie, że wielu o tym “zapomina”… Jak patrzę na młodszą siebie i podobne postępowanie to wynikało ono ze strachu – że okaże się, że coś źle zrobiłam. Dlatego wolałam nie kusić losu i żyć w niewiedzy. Dziś wiem, że to głupota. Jeśli wynik był gorszy od oczekiwanego tzn. że coś zrobiliśmy inaczej niż powinniśmy, znajdźmy to i następnym razem osiągnijmy jeszcze lepsze wyniki! Taki jest przecież cel testowania, próbowania i podejmowania nowych działań.

Działanie bez analizowania tych działań to trochę jak kupienie nowych ciasteczek – teoretycznie mają sprawić nam przyjemność, smak zapowiada się pysznie, ale chowamy je do szafki, bo boimy się, że jednak nie będą smaczne. Wyjdzie na to, że myliliśmy się, a my nie lubimy się mylić. Rozumiesz co mam na myśli prawda? Bez otwarcia paczki i przeanalizowania kubkami smakowymi owych ciastek to … dobra wracam już do tej analityki lepiej 😉

Specem od analityki internetowej jest mój dzisiejszy gość – Damian Rams, z którym rozmawiamy o analityce internetowej – o błędach w analityce internetowej, testach a/b czy różnych narzędziach analitycznych.

W tym odcinku podcastu “A co Ty wiesz o analityce internetowej?” poruszamy takie tematy jak:

  • Czym są testy A/B?
  • Kiedy warto robić testy A/B?
  • Jaki ruch na stronie trzeba mieć by móc robić testy A/B?
  • Czym jest przedział ufności w wynikach testów A/B?
  • O czym pamiętać przy testach A/B w newsletterach?
  • Czy ma jakieś znaczenie kolor przycisku CTA, czyli call to action?
  • Jak rozumieć analitykę internetową?
  • Po co analizować? Jakie funkcje spełnia analityka internetowa?
  • Co warto analizować w sklepie internetowym?
  • Jak analizować porzucone transakcje?
  • Na czym polegają badania jakościowe w serwisie?
  • Czym jest analiza heurystyczna?
  • Na jakie elementy warto zwracać uwagę podczas analizy heurystycznej strony?
  • Co warto mierzyć na blogu?
  • Jak sprawdzać czy treści jakie tworzymy są angażujące?
  • Jak skonfigurować Google Analytics by otrzymać więcej danych?
  • Czym jest GTM – czyli Google Tag Manager?
  • Dlaczego warto korzystać z GTM?
  • Jakie są najczęstsze błędy popełniane w analityce internetowej w firmach?
  • Czym jest atrybucja konwersji?
  • Dlaczego warto mieć strategię analityki?
  • Jak śledzić użytkowników, którzy korzystają z wielu urządzeń?
  • Czym jest raport cross devices w Google Analytics?
  • czym są modele atrybucji?
  • Jaki model atrybucji wybrać?
  • Czy jest jakaś alternatywa dla Google Analytics?
  • Czym są testy 5 sekund?

o analityce internetowej

Linki:

Narzędzia przydatne w analityce internetowej:

Damian w sieci:

Wiedza jaką posiada Damian o analityce internetowej jest naprawdę ogromna! Widać to w naszej rozmowie, widać to na jego blogu, widać też w efektach jakie osiąga. Jestem wręcz pewna, że jeszcze zaproszę go do rozmowy – mam kilka tematów do przegadania.

Ale jeśli i Ty masz jakieś kwestie dotyczące analityki i optymalizacji, jakie chciałbyś abym przegadała z Damianem to pisz do mnie śmiało. Zobaczymy co da się zrobić 🙂

 

 

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?

Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂
——————————————————————————

Transkrypcja odcinka A co Ty wiesz o analityce internetowej?

Cześć! Na dobry początek powiedz, proszę, czym się zajmujesz?

Cześć! Od ponad 4 lat zajmuję się analityką internetową i optymalizacją konwersji. Pracuję głównie z narzędziami Google, czyli z Google Analytics, Tag Managerem, Google Optimize. Moja praca polega na tym, że dbam o to, aby firma miała odpowiednio ustawioną analitykę, czyli aby zbierała dane, jak użytkownicy korzystają z serwisu czy skąd na ten serwis przychodzą. Pomagam też w tym, aby te zebrane dane przeanalizować i wyciągnąć z nich wnioski, postawić rekomendację. Później wspieram firmy we wdrażaniu tych rekomendacji, głównie pod kątem zmian na stronie internetowej, które mają spowodować, że współczynnik konwersji wzrośnie. Firma będzie generować więcej sprzedaży, więcej leadów czy więcej zapisów na newsletter. Najlepiej, aby to działo się tym samym lub mniejszym kosztem. Koszt rozumiem jako nakład marketingowy, nakład na pozyskanie ruchu.

Do rozmowy z tobą zainspirował mnie twój artykuł o testach A/B. Bardzo mi się spodobał. Napisałeś to, co ja często widziałam. Ktoś pierwszy raz powiedział o faktycznych błędach, jakie firmy robią. Jak ktoś zadaje pytania typu: „O której godzinie wysłać?”, „Co zrobić?”, „Jaki kolor przycisku Call to action dać?”, to zawsze jest odpowiedź – testuj lub testy A/B. Nie zawsze to ma moim zdaniem sens. Wynika to z moich obserwacji. Ty też o tym powiedziałeś. Powiedz po ludzku, prosto, co to są te testy A/B i kiedy warto je robić?

Myślę, że najprostsza definicja testów jest taka, że one pozwalają sprawdzić faktycznie przy tych samych warunkach, dla dwóch różnych wersji kreacji mailingowych czy landing page, która z nich będzie lepiej konwertować. Przykładowo, 50% ruchu z jakiejś kampanii reklamowej kierujemy na landing page A, 50% kierujemy na B. Później porównujemy, która z tych wersji dała więcej konwersji. To jest najprostsza definicja testów A/B. Faktycznie, to wydaje się proste w teorii, natomiast cały ten proces i cała matematyka i statystyka, która stoi za testami A/B, powodują, że jest on skomplikowany. Wydaje mi się, że sam termin „testy A/B”, wiele osób kojarzy, ale nie aż tak wiele osób rozumie, jak to robić poprawnie. To, o czym wspomniałaś – często widzę, że jeśli ktoś o tych testach już słyszał, to firmy, w momencie, kiedy mają mało ruchu na stronie albo małą bazę mailową, bardzo szybko chcą przechodzić do robienia testów A/B i testować kwestie sporne. Dwie osoby twierdzą, że nagłówek w mailingu powinien brzmieć w określony sposób, natomiast dwie inne osoby mają totalnie inne zdanie na ten temat. Kiedy nie mogą dojść do konsensusu, to stwierdzają, że przydałoby się zrobić test A/B. W moim artykule napisałem, żeby robić testy A/B, to trzeba mieć około 1000 konwersji miesięcznie, aby to miało ręce i nogi. W przypadku mailingu, reklam, gdzie faktycznie zmiana kreacji czy zmiana tytułu mailingu może mieć dużo większe przełożenie na klikalność, to tych konwersji może być mniej. Mówimy tutaj o kilkuset kliknięciach w reklamę czy kilkuset użytkownikach klikających w email. Poniżej tego poziomu nie ma sensu bawić się w testy A/B, ponieważ to jest strata czasu. Wyniki przy małych liczbach nie są wiarygodne. Mogą być błędne.

Aby bawić się w testy A/B trzeba mieć około 1000 konwersji miesięcznie, żeby miało to sens

Jak później przelicza się to na procenty, to ta zmiana którejś wersji jest niewielka, przy małych bazach mailingowych. Masz może doświadczenia, jaka baza subskrybentów newslettera powinna być minimalna, aby przeprowadzić test, który faktycznie może coś nam powiedzieć? Pytam o bazy mailingowe, ponieważ ja najczęściej się z tym spotykałam, bo jest to najłatwiejsze. Najczęściej da się to zrobić.

Trzeba pamiętać o tym, że jeśli chodzi o testy A/B, to nie ma tutaj magicznych cyfr. Nie możemy stwierdzić, że trzeba mieć zawsze minimum 500 konwersji czy 500 subskrybentów newslettera, żeby robić testy A/B. Trzeba pamiętać o tym, że nasza grupa, którą musimy mieć, aby te testy miały sens, jest uzależniona od dwóch czynników – od tego jaki mamy bazowy współczynnik konwersji oraz jaki potencjalny efekt chcemy zaobserwować. Jak duży wzrost konwersji przewidujemy, że może nastąpić. Gdy mamy te dwa czynniki, to możemy to wrzucić w kalkulator. Jest sporo kalkulatorów, które można znaleźć w sieci. Podstawiamy tam swoje wartości i liczymy, jaką nam ten kalkulator sugeruje próbkę użytkowników czy subskrybentów mailowych na wariacje, którą chcemy przetestować. Przykładowo, zrobiłem sobie szybkie wyliczenie. Gdybyśmy chcieli przetestować sobie dwa różne nagłówki w mailu, dwa tytuły, i zwykle mamy 10% współczynnik otwarć maila. Jeśli założymy sobie, że chcielibyśmy uzyskać 30% wzrostu, czyli druga wersja oscylowałaby w okolicach 13% współczynnika otwarć, to taki kalkulator sugeruje mniej więcej, że powinniśmy mieć 1600 subskrybentów na wersję. Łącznie około 3 tysięcy maili, aby taki test uruchomić. To są wyliczenia, przy założeniu współczynnika istotności statycznej poziomu ufności na poziomie 95%. Plus minus to oznacza, że jeżeli uzyskamy wzrost, to uzyskamy go na 95% pewności. Istnienie 5% ryzyka, że ten wynik jest błędny. Warto pamiętać o tym, że przy takich rzeczach jak newsletter, to można faktycznie ten przedział ufności obniżyć. Możemy testować 80% poziomu ufności. Gdybyśmy testowali elementy, które później chcemy na stałe wdrożyć na stronę internetową, to faktycznie lepiej mieć większą pewność, że wyniki testu A/B są prawidłowe. W newsletterach, mailingach często jest tak, że jest to jednorazowa akcja, prawda? Można trochę więcej zaryzykować. Warto pamiętać o tym, że niektóre kampanie wysyłamy raz i wniosków z tego tekstu być może nie wykorzystamy w kolejnych. Polecałbym, jeśli ktoś ma większą bazę, wzięcie części z tej bazy, na przykład 20% subskrybentów mailowych i na nich robimy test A/B, aby zobaczyć, który tytuł działa lepiej. Jeśli mamy wyniki tego testu, to wtedy lepszą wersję wysyłamy do reszty bazy, czyli do pozostałych 80%. W ten sposób przy jednorazowych akcjach można uzyskać fajne wyniki. Myślę, że MailChimp, jeśli dobrze pamiętam, ma nawet wbudowaną taką funkcjonalność. Możemy tam wstawić, że najpierw wyśle go do jakiejś grupy, jakiś odsetek tej bazy i później już automatycznie lepszą wersję wyślę do reszty.

Coraz więcej programów ma funkcję najpierw testowania, a później automatycznego wysyłania. To jest dobre, ponieważ nie wpływa czynnik czasu. Jak wyślemy, przeanalizujemy i robimy drugą turę wysyłki, to idzie to już automatycznie i szybciej.

I nie trzeba o tym pamiętać. Czasem jest tak, że jako marketer mamy mnóstwo różnych kanałów do obsługi, to czasem może nam wypaść z głowy, że puściliśmy ten test tylko do pewnej grupy subskrybentów, a reszta nic nie dostała. Na pewno jest to wygodne rozwiązanie. Dużo więcej narzędzi do oferuje. Ja nie zajmuję się tym na co dzień, więc do końca nie wiem. Warto zorientować się, czy narzędzie, którego używamy, ma taką funkcjonalność, ponieważ jest to bardzo dobre.

Jeżeli chodzi o strony internetowe, czy ma znaczenie to, że przycisk call to action, na przykład DODAJ DO KOSZYKA, jest pomarańczowy, a nie czerwony? Ważne, że jest widoczny na stronie, jest w kolorze kontrastującym z resztą strony. Czy to faktycznie ma takie wielkie znaczenie, że damy inny odcień czy inny kolor?

Najczęściej nie. Osoby, które zaczynają swoją przygodę z testami A/B czy zaczynają robić coś w kierunku optymalizacji konwersji, to niestety dość często łapią się na takie proste pomysły czy studies znalezione w sieci, czy na artykuły, które dają listę 120 elementów, które warto przetestować. Mają często listę takich prostych zmian, typu zmiana koloru przycisku czy powiększenie przycisku. Najczęściej te zmiany nie mają dużego wpływu na współczynnik konwersji. Tak naprawdę, aby w testach A/B regularnie widzieć sensowne wzrosty, które przekładają się na biznes, to niestety trzeba odrobić żmudną pracę domową i poświęcić bardzo dużo czasu na analizy tego, co się dzieje w serwisie. Bez tego dochodzi do sytuacji, w których wymyślamy sobie rzeczy, które naszym zdaniem warto przetestować albo naszym zdaniem nie działają. Natomiast nawet jak uda nam się uzyskać wzrost, to będzie to wynik szczęścia, a nie poukładanego procesu.

Potwierdziłeś moje domysły i przypuszczenia.
Co w sklepie internetowym warto analizować?

Zanim odpowiem na to, to chciałem powiedzieć krótko o tym, jak rozumieć analitykę. Cała analityka internetowa jak dla mnie ma dwa wymiary. Jednym z nich jest czyste raportowanie. Drugą częścią jest optymalizacja działań. Jedną z funkcji tej analityki jest dostarczanie liczb na temat tego, co się w biznesie dzieje. Chcemy wiedzieć ile miesięcznie mamy transakcji, ile mamy ruchu, z jakich kanałów – funkcja dostarczania nam informacji o tym, na jakim pułapie jesteśmy. Czy rośniemy, czy są spadki. Drugi wymiar to optymalizacja działań i znajdowanie, poprzez analizy jakichś elementów, które nie działają lub które można usprawnić. Jeśli mówimy o optymalizacji działań w sklepie internetowym, to przede wszystkim trzeba monitorować ścieżkę zakupową, czyli lejek zakupowy – check-out. Od momentu wejścia użytkownika na koszyk, po zakończenie zakupów. Możemy założyć, że jeśli ktoś dodał produkt do koszyka, to przynajmniej w niewielkim stopniu jest tym produktem zainteresowany. Jeśli gdzieś po drodze tracimy tych użytkowników i oni z różnych powodów z tego lejka wypadają, to jest pierwsze miejsce, którym warto się zainteresować. Warto starać się te luki załatać i jak najwięcej osób zainteresowanych zakupem odratować, i skłonić do sfinalizowania procesu. Jak to analizować? Google Analytics to jest podstawowe narzędzie do tego. Ono potrafi powiedzieć, gdzie ewentualnie są problemy. Nie powie nam, dlaczego te problemy tam są. Tym bardziej jak je rozwiązać. GA może nam pokazać, że na koszyku odpada 80% użytkowników, ale dlaczego się tak dzieje, to nie wiadomo. Aby się tego dowiedzieć, trzeba skorzystać z innych metod analitycznych, czyli z badań jakościowych. W tym pomagają wszelkiego rodzaju ankiety, które można umieścić wewnątrz witryny i zbierać feedback.

W sklepie internetowym warto monitorować ścieżkę zakupową, czyli lejek zakupowy – check-out

Analiza heurystyczna, czyli eksperckie spojrzenie na serwis i próba znalezienia naszym bądź innych eksperckim okiem, tego, co może być niezrozumiałe i co może nie działać na stronie. Mamy też badania użyteczności, które są bardzo przydatne pod kątem znalezienia problemów. Zwłaszcza jeśli danym biznesem i sklepem internetowym zajmujemy się od roku, dwóch, trzech i dłużej, to znamy go na pamięć. Wiele rzeczy dla nas ma sens, ale dla kogoś, kto widzi to po raz pierwszy, tego sensu może nie mieć. Ten, kto widzi sklep po raz pierwszy, może bardzo łatwo się w nim zgubić. Badania użyteczności prowadzone z ludźmi, którzy nigdy tej strony na oczy nie widzieli, potrafią odkryć takie problemy, których sami byśmy nigdy nie znaleźli. Do tego są też dość popularne narzędzia jak HotJar czy MouseFlow, generujące hit mapy, mapy kliknięć, a także nagrania sesji użytkowników, gdzie możemy zobaczyć, jak ci użytkownicy zachowują się w serwisie, gdzie klikają, gdzie zatrzymują się na dłużej. Można też zobaczyć, w którym miejscu występują takie momenty, gdzie się frustrują, klikają wiele razy w jedno miejsce lub zapominają wypełnić jakieś pole i nie widzą, że trzeba to zrobić. Tych metod do analizy jest sporo. Im więcej ich zastosujemy, tym większa jest pewność, że te problemy, które zostały znalezione, są realne i warto je rozwiązać. Jeśli pytasz, co warto analizować w sklepie internetowym, to myślę, że pierwszy przystanek to lejek zakupowy, natomiast warto pamiętać, aby się nie ograniczać tylko i wyłącznie do suchej analizy cyferek z Analyticsa, ale aby zastosować też wiele innych metod analizy. Na przykład analizy jakościowe. Dzięki temu można uzyskać pełniejszy obraz i dowiedzieć się, co tam faktycznie nie działa. Lejek zakupowy to jedna rzecz. Druga bardzo ważna rzecz to są karty produktów i strony kategorii. Wiele osób, zanim zobaczy statystyki z Analyticsa dotyczące swojego sklepu, wierzy, że to strona główna jest najważniejsza i to od niej najwięcej ludzi zaczyna wizytę. Natomiast bardzo często w sklepach internetowych to nie jest prawdą, ponieważ wiele osób zaczyna od karty produkty bądź od strony kategorii. W momencie, kiedy tym lejkiem zakupowym się zaopiekujemy i naprawimy błędy, które tam są, to warto przejść do kart produktu i do stron kategorii. Tam należy szukać rzeczy, które nie działają i które warto poprawić.

Jakbyś mógł więcej powiedzieć o analizie heurystycznej. To jest trudne słowo, więc wydaje się skomplikowane 🙂

Wydaje się skomplikowane i brzmi bardzo mądrze. Tak naprawdę analizy heurystyczna to jest nic innego, jak uruchomienie danego serwisu internetowego, przejście całego procesu zakupowego, przejście różnych typów podstron i notowanie pomysłów na to, co potencjalnie może być problematyczne w serwisie. Także notowanie pomysłów na usprawnienia. Na dobrą sprawę analizę heurystyczną może przeprowadzić każdy i nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych narzędzi. Im większa jest wiedza danej osoby o UX, o copywritingu, o e-commerce, tym wyższa będzie jakość tej analizy. Co do zasady jest to najszybsza, najprostsza metoda znalezienia problemów na stronie internetowej. Warto pamiętać, że jest to perspektywa jednej osoby, czyli osoby, która wykonuje analizę, więc nie polecam przywiązywania się do tych wniosków z analizy. One mogą być prawdziwe, te problemy, które znajdziemy, to może być dobry trop, ale mogą to być one całkowicie nietrafione. Polecam zawsze analizę heurystyczną jako pierwszy krok, jako eksplorację tego, co w serwisie może być nie tak. Zachęcam, aby wypisać to, co nam przychodzi do głowy jako potencjalne problemy i nie skupiać się na ocenie, czy jest to realny problem, czy nie. Po prostu wypisać ile się da tych potencjalnych problemów, czy rzeczy do poprawy, a dopiero później korzystajmy z innych analiz czy narzędzi, jak Analyticsa, HotJara, badań użyteczności. Starać się znaleźć odpowiedź na to, czy faktycznie te znalezione problemy są realne i czy warto zająć się ich rozwiązaniem. Ostatnia rzecz co do analizy heurystycznej – warto ją robić, mając pod ręką model, framework. Jest ich trochę w sieci. One opisują, na jakie elementy na stronie warto zwrócić uwagę. Zwykle jest to 5-6-7 elementów takich jak czytelność strony, rozpraszacze, komunikacja USP, dopasowanie wyglądu strony do komunikatów reklamowych czy oczekiwań użytkownika. Warto to mieć pod ręką, ponieważ mamy wtedy gwarancję, że o żadnej ważnej części serwisu nie zapomnimy podczas analizy heurystycznej.

Analiza heurystyczna to nic innego jak uruchomienie danego serwisu internetowego, przejście różnych typów podstron i notowanie pomysłów, co może być potencjalnie problematyczne w serwisie

Taka checklista, która zawsze przydaje się każdemu.

Bardziej taki ogólny przewodnik. Nie jest to checklista 130 elementów, które warto sprawdzić, ale są to takie ogólne części i elementy serwisu, na które warto zwrócić uwagę i nad którymi warto się zastanowić. Czasem jest tak, że patrzymy na serwis i wydaje nam się, że wszystko jest OK, nie ma do czego się przyczepić. W momencie, kiedy spojrzymy sobie na ten model, który mówi, aby ocenić czytelność strony – czy wiesz, na jakiej stronie się znajdujesz, czy w 5 sekund jesteś w stanie ocenić, co na tej stronie możesz dalej zrobić. Kiedy wesprzemy się tym modelem, to zaczynają przychodzić do głowy jakieś rzeczy.

W sklepie internetowym to konwersja czy proces zakupowy są ważne. Sprawdzanie kroków koszyka – czy wszystko jest ok, czy nie uciekają nam na którymś etapie lejka użytkownicy. Na firmowej stronie internetowej, gdzie mamy tylko formularz kontaktowy lub na blogu – tam też są konwersje, bo kontakt przez formularz kontaktowy to jakiś rodzaj konwersji czy realizacji celu, na którym nam zależy. Co warto analizować na stronach blogowych?

Zapisy na newsletter, formularz kontaktowy, czyli zbieranie leadów to są najczęstsze cele mierzone na blogach. To warto mierzyć. To, co ja polecam, to mierzenie zaangażowania w treści, które mamy na blogu. Wiele osób podchodzi do tego, spoglądając na współczynnik odrzuceń, spogląda na średni czas na stronie i w ten sposób stara się ewaluować, czy dany artykuł na blogu jest interesującą treścią. Jeśli ten współczynnik odrzuceń jest stosunkowo niski, to wtedy ten wpis jest fajny, jest przydatny dla ludzi. Jeśli współczynnik odrzuceń jest wysoki, to coś jest nie tak. Zachęcam do tego, aby pójść dalej. To, co mówi współczynnik odrzuceń w standardowej konfiguracji Analyticsa, to nic więcej jak to czy ktoś przeszedł na kolejną podstronę w serwisie, czy może zakończył wizytę na tej pierwszej podstronie, od której zaczął. Wszedł na artykuł i wyszedł. Mogło się zdarzyć tak, że ktoś wszedł na artykuł, wyszedł od razu, a mogło być tak, że wszedł na artykuł, spędził na nim 10 minut, przeczytał całość, dodał komentarz i dopiero wyszedł. Jeśli nie mamy skonfigurowanej analityki pod mierzenie zaangażowania w treści, to patrząc na współczynnik odrzuceń, te dwie wizyty, bardzo różne, przez pryzmat tego współczynnika odrzuceń czy średniego czasu na stronie, będą wyglądać identycznie. Uważam, że to jest dość spore przekonanie i warto mierzyć więcej rzeczy. Ja u siebie na blogu mierzę głębokość przewijania na stronie. Sprawdzam jak daleko, w zależności od danego artykułu, użytkownicy scrollują i jak dużo tej treści pochłaniają. Mierzę też kliknięcia w PDF czy inne zewnętrzne zasoby, do których linkuję na blogu, ponieważ w pliku PDF czy infografice, która jest plikiem graficznym, nie możemy umieścić kodu śledzącego Analyticsa, więc warto wiedzieć, że ktoś kliknął w któryś z tych materiałów i został do niego przekierowany.

Kolejną rzeczą, którą warto śledzić i można to zrobić tak jak te pozostałe rzeczy, można to łatwo zrobić przez Google Tag Managera, to są interakcje z wideo. Sporo osób zamieszcza też embedowane filmiki z Youtube w swoich wpisach. Można to w bardzo łatwy sposób śledzić w Analyticsie. Wtedy możemy się zorientować czy to, co wrzucamy we wpisach, jest interesujące dla użytkowników, czy może nie zwracają na to uwagi i tych filmików nie uruchamiają.

O Google Tag Managerze będziemy jeszcze rozmawiać, bo mam do ciebie kilka pytań o niego. Wracając do tego, co mówiłeś teraz. Powiedziałeś, że trzeba dodatkowo skonfigurować coś w standardowej konfiguracji. Jeżeli ja chcę jeszcze coś innego od tego co tutaj powiedziałeś, powiedzmy chcę sprawdzać głębokość przewijania strony, to muszę coś dodatkowego robić? Nie wystarczy wklejenie kodu Google Analytics?

Nie wystarczy. Ten kod, który wklejamy na stronę, on mierzy odsłony poszczególnych podstron. W oparciu o to generuje dużo innych metryk, które są dostępne w Google Analytics. Wszelkie niestandardowe interakcje ze stroną, jak na przykład przewijanie strony czy kliknięcia w różne przyciski, trzeba dokonfigurować samodzielnie. Tutaj są dwie drogi, aby to zrobić. Jedna to wpinanie specjalnych kodów, które wysyłają zdarzenia do Google Analytics. To trzeba robić w HTML-u strony. Druga opcja, dużo prostsza, dużo wygodniejsza, to wspomniany już Google Tag Manager. Tam też wklejamy jeden kod do headera strony oraz wstępnie wszystkie interakcje, które chcemy śledzić, konfigurujemy już z poziomu wizualnego interfejsu. Nawet dla nietechnicznej osoby będzie to stosunkowo proste. Na pewno dużo prostsze niż grzebanie w kodzie strony i próby powpinania tam odpowiednich zdarzeń, które wysyłają informacje o tych interakcjach do Analyticsa. Aby śledzić z takich niestandardowych interakcji innych niż odsłona, trzeba skonfigurować je ręcznie.

Google Tag Manager jest prostszą i wygodniejszą opcją niż wklejanie kodu do HTML-a strony

Są takie rzeczy jak eventy, podpinanie zdarzeń po przyciski. Czy to też jest takie proste? Też można to zrobić przez GTM? Czy trzeba się trochę znać na HTML-ach i programistycznych rzeczach?

Można to zrobić przez Google Tag Managera. Dużą zaletą GTM jest to, że jest to dość spory kombajn, który automatycznie po instalacji jest w stanie widzieć różne interakcje ze stroną. To, co my musimy zrobić, to jedynie wskazać punkt w jakim momencie, co ma wysłać, na przykład do Analyticsa. Wiedza techniczna potrzebna do skonfigurowania takich prostych zdarzeń, często sprowadza się do tego, że musimy jedynie znaleźć, jakie jest ID czy klasa elementu, który chcemy śledzić. Jeśli masz przycisk Call To Action na stronie i wiesz, że jego ID to CTA, to ci wystarczy, aby skonfigurować w GTM-ie tag, który wyśle zdarzenie do Analyticsa, w momencie, kiedy ktoś kliknie ten przycisk. Oczywiście w GTM można zrobić bardzo skomplikowane rzeczy. Jeśli ktoś zna JavaScript, to może różne cuda tam zrobić. Dla nietechnicznej osoby, która dopiero zaczyna z tym przygodę, wiele podstawowych tagów można załatwić bez większego problemu. Te, o których wspomniałem, czyli śledzenie przewijania strony, śledzenie interakcji z wideo, to są tagi, do których gotowe są reguły w GTM-ie. Nawet nie trzeba się zastanawiać, jak GTM jest w stanie rozpoznać jak daleko ktoś przescrollował stronę. Myślę, że korzystając z tutoriali, które są dostępne w sieci, można bardzo szybko takie dodatkowe interakcje ze stroną skonfigurować. Naprawdę nie potrzeba dużo technicznej wiedzy. Często ta wiedza nie jest potrzebna. Idąc krok po kroku z tutorialami, można takie przydatne rzeczy w analizie treści zainstalować.

Jakie znasz jeszcze rzeczy, których ludzie nie robią, nie analizują? Jakie błędy związane z analityką internetową najczęściej spotykasz? Często i gęsto spotykam się z tym że marketerzy online nie wiedzą co to są UTM-y. Jest to jeden z lepszych wpisów na moim blogu – wytłumaczenie czym są UTM-y. W sklepach internetowych nie wiedzą, czym jest konwersja wspomagana, ścieżki wielokanałowe. Spotykasz się z takimi błędami? Czy masz inne rzeczy, które napotykasz, a które cię dziwią? A może nic się nie dziwi?

Chciałbym powiedzieć, że nic, ale tak pięknie nie jest. Te rzeczy, o których wspomniałaś, a zwłaszcza tagowanie linków UTM-ami, to rzeczy, które widzę cały czas. Mało kto dba o to, aby te linki poprawnie tagować. U mnie na blogu chyba również najpopularniejszy w tym momencie artykuł jest o tagowaniu UTM – jak to robić poprawnie. 🙂 Jak widać popularny temat. Podzieliłbym to na dwie kategorie. Pierwsza kategoria to są braki wiedzy czy niezrozumienie tego, jak są wyliczane niektóre metryki jak średni czas na stronie lub czym różni się zliczanie celu od transakcji e-commerce w Analyticsie. Dużo szczegółowych rzeczy. Druga rzecz – obok tagowania UTM, to brak wiedzy na temat tego, co jest w ogóle możliwe i co warto analizować. Kręcenie się wokół 3-4 raportów, często wokół raportu czas rzeczywisty, który tak naprawdę niewiele dalej pod kątem analiz. Można sobie sprawdzić, czy wielka kampania, którą przed chwilą uruchomiliśmy rzeczywiście działa i sprowadza ruch na stronę, ale nic więcej. Tak naprawdę ciekawych raportów w Analyticsie jest sporo. Dopiero jak zaczniemy się zagłębiać czy tworzyć własne, niestandardowe raporty, to można wyciągnąć dużo ciekawych rzeczy. Niestety często widzę, że wiele osób nie ma pojęcia o tym, jakie są możliwości, przez co nie wykorzystują go w takiej mierze, w jakiej by mogli. To jest jedna kategoria, czyli rzeczy związane z brakami wiedzy, w zrozumieniu możliwości. Drugą rzecz mogę zebrać pod hasłem BAŁAGAN. To, co zwykle widzę, jak otwieram pierwszy raz Analytics czy otwieram stronę internetową i sprawdzam jakie rzeczy są wysyłane do Analyticsa, to najczęściej łapie się za głowę, bo jest totalny bałagan. Zdarza się, że ktoś ma kilka różnych kodów śledzących wrzuconych na stronie, przez co później w całym Analyticsie w raportach widzi zdublowane odsłony. To z kolei przekłada się na to, że współczynnik odrzuceń jest w okolicach 0%. Jest to klarowny sygnał, że dane, które się zbierają są niepoprawne. Niepoprawne dane to później niepoprawne wnioski z analiz. To, co często widać, to problemy z samą konfiguracją narzędzia. Dużo błędów, które zaburzają poprawność danych. Bardzo często zdarza się, że nikt się tym nie przejmuje. Często wynika to z tego, że ta analityka jest na bocznym torze. Doskonale to rozumiem, bo jeśli prowadzi się firmę, to różnych tematów do ogarnięcia jest cała masa. Analityka nie generuje bezpośrednio pieniędzy dla firmy, w taki sposób jak sprzedaż czy pozyskiwanie ruchu. Siłą rzeczy analityka jest często na bocznym torze. Od czasu do czasu, ktoś coś sobie dokofinguruje, ktoś coś przeczyta, że warto wrzucić zdarzenia. Doda je sobie. Nazwy zdarzeń, które później wyświetlają się w raportach, wymyśla w trakcie konfigurowania. Po pewnym czasie widać, że jest kompletny miszmasz. Nie ma żadnej struktury w tym, co jest śledzone w Analyticsie. Ruch jest przefiltrowany, czyli zawiera też ruch spamerski , zawiera ruch, który generują pracownicy firmy. Generalnie, nie można takim danym ufać. To jest druga kategoria problemów, jakie bardzo często widzę. Z tych instalacji Analyticsa, to spokojnie 80%, jeśli nie więcej miało przynajmniej jeden dość poważny błąd, który sprawiał, że te dane nie były poprawne. To od czego często zaczynam współpracę z firmami, to upewnienie się, że ta analityka jest zadbana, jest tam porządek i dane zbierają się poprawne. Upewniam się, że śledzone są wszystkie interakcje, które warto śledzić na stronie. To, co jest w Analyticsie, to wynika z celów biznesowych firmy i dane, które się zbierają. Nie są tam po to, aby tam być, tylko pomagać w podejmowaniu ważnych decyzji biznesowych. Dla mnie często pierwszym krokiem jest posprzątanie tego bałaganu, który zastanę, czyli przejście checklisty, która ma kilkadziesiąt pozycji i zobaczenie, gdzie są błędy i ich naprawa. Muszę zadbać o to, aby dane się poprawnie zbierały. Dopiero później zajmuje się analizami, optymalizacją strony.

Warto najpierw uporządkować cały proces analizy – od nazw, tego co ma być śledzone

Z tego, co mówisz, to mam wrażenie, że w analityce jest potrzebna strategia. Musimy sobie powiedzieć, jakie mamy cele analityki, co chcemy mierzyć, jakie narzędzie będziemy wykorzystywać. Głównie jest to Google Analytics. Nawet porządek w nazewnictwie jest ważny. Nawet jak ktoś używa UTM-ów, to jest miszmasz i nie wiadomo co jest czym. Tutaj też to jest ważne, aby ten bałagan był mniejszy.

Dokładnie tak. W analityce najczęściej pytanie: „Czy jest dokumentacja?” wywołuje gromki śmiech, bo praktycznie nigdy jej nie ma. Nie jest to wielkim problemem, kiedy tą analityką zajmuje się jedna osoba i ona się nią zajmuje w sposób ciągły. Jeśli w pewnym momencie ona przestanie się tym zajmować i przyjdzie ktoś nowy, to niestety samo zorientowanie się w tym, co jest śledzone w nazewnictwie, zajmuje sporo czasu. Dojście do tego, co i jak jest skonfigurowane, jeśli nie było konfigurowane przez GTM-a, to jest kolejne wyzwanie. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że w analityce jest potrzebna strategia. Jestem zdania, że analityka jest po to, aby pomóc podejmować decyzje biznesowe. Nie powinno to być podejście w stylu: „OK, zrobiłem listę 20 zdań, interakcji, które chcę śledzić na stronie. Teraz to wdrożę i będzie super”. Najpierw faktycznie trzeba się zastanowić, co jest ważne dla firmy, jakie metryki są istotne. Wyjść od tego. Następnie zastanowić się – mamy sklep internetowy. On ma różne typy podstron, na przykład strony kategorii. Zastanawiamy się, czy na stronie kategorii powinny być 3 filtry, czy 12 filtrów. Mamy już zdefiniowany jakiś problem, rzecz, nad którą się zastanawiamy. Możemy pójść dalej i zastanowić się, w jaki sposób śledzić interakcję z tymi filtrami. Dopiero wtedy przejść do konfiguracji konkretnych zdarzeń w Analyticsie, które nam pokażą, jak ludzie z tych filtrów korzystają. Po pewnym czasie, kiedy te dane się zbiorą, to będziemy widzieć, że z tych 12 filtrów, to 4 są wykorzystywane, a 8 pozostałych to są pojedyncze kliknięcia w skali miesiąca. Wtedy możemy podjąć decyzję, że mając dane potwierdzające, że warto tę stronę odchudzić, to możemy usunąć te filtry, bo nikt z nich nie korzysta. Myślę, że tym przykładem trochę zwizualizowałem to, co miałem na myśli. To przykład, gdzie te dane faktycznie wspierają decyzje biznesowe. Jeśli ktoś myśli, że wdroży zdarzenia, które śledzą, czy ktoś klika w linki w stopce i po miesiącu stwierdził, że było 130 kliknięć w linki w stopce. Co dalej? To znaczy, że te linki trzeba usunąć, zostawić, zmienić? Jeśli nie wiadomo jaką akcję podjąć na bazie danych, to te dane z dużym prawdopodobieństwem są w ogóle niepotrzebne. Czas poświęcony na to, żeby skonfigurować to śledzenie, później te dane sprawdzić, był po prostu zmarnowany. Bez strategii można się zapędzić w taki kozi róg, że mierzymy setki czy tysiące różnych interakcji, a tak naprawdę większość z nich nie jest nam potrzebna, bo nie pomaga podejmować lepszych decyzji.

W analizie potrzebna jest strategia. Bez niej czas poświęcony na śledzenie danych będzie zmarnowany

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ktoś coś przeczyta, gdzieś coś znajdzie, powie: „O jaki fajny benchmark. Tutaj takie case study. U nich zadziałało”, a nawet nie wiem, czy zadziałało i wdraża jakieś dodatkowe eventy, filtry. Później z tego nie korzysta, bo zapomina, nie ma czasu albo nie wie jak wykorzystać tę wiedzę. Jak opowiadałeś o strategii i porządku, to nasunęło mi się, że spisanie sobie co chcę analizować, jak będziemy to nazywać czy określać. To jest to wyjście do dalszych działań marketingowych i sprzedażowych. To jest jakaś strategia marketingowa, content marketingowa czy email marketingowa. Może to być fajna podstawa. Zawsze można do tego wrócić. Teraz jest jeszcze popularny termin – atrybucja konwersji. To też jest tajemniczy termin. Dla mnie dziwne jest, że dopiero od niedawna jest taki boom! i tyle się o tym mówi. Powinno być to popularne zjawisko znacznie wcześniej. Opisz prosze prostym językiem, czym jest atrybucja konwersji.

Wyjdę od tego, jak jest to definiowane w standardowym układzie. Atrybucja konwersji to przypisanie danej konwersji do danego źródła ruchu. Ktoś wchodzi na stronę internetową z linku w newsletterze, dokonuje zakupu. Ten zakup będzie przypisany do tej jego wizyty z newslettera. Google Analytics w standardowym układzie działa tak, że konwersja jest przypisana do ostatniego, niebezpośredniego źródła wizyty. Jeśli wszedłbym na stronę z newslettera, nic bym nie kupił, ale wszedłbym dzień później, bezpośrednio wpisując adres sklepu w pasek przeglądarki, dokonał zakupu, to ten zakup będzie przypisany do newslettera, bo było to ostatnie niebezpośrednie wejście. Domyślnie w Google Analytics jest ustawiony model last click, czyli ostatnie niebezpośrednie kliknięcie, do którego jest przypisana cała konwersja. To najczęściej nie jest tak, że ktoś zobaczył reklamę danej firmy, wszedł, kupił produkt i tyle. Bardziej skomplikowany, droższy jest produkt czy usługa. Więcej tych wizyt jest potrzebnych, aby się z tym produktem zapoznać, podjąć decyzję, raz jeszcze sprawdzić jakieś szczegóły. W momencie, kiedy tych wizyt z różnych źródeł jest 5, to chyba jest to trochę nieuczciwe, aby całą zasługę za tę konwersję przypisywać do ostatniej wizyty, prawda? Te poprzednie 4 wizyty też się przyczyniły do tego, że ktoś się przekonał do zakupu. Pojawia się tutaj ten temat atrybucji konwersji i jej różnych modeli. Można je sobie w Analyticsie porównywać. Jest kilka domyślnych modeli, które mogą przypisać konwersję do pierwszego źródła wizyty, do ostatniego niebezpośredniego. Mogą też każdemu ze źródeł, które były na ścieżce użytkownika przypisać równą wartość.

Zawsze mnie zastanawia, jak jest w sytuacji, gdy ja robię coś, przeglądam sobie produkty przez komórkę, a później w domu. Czy jakoś można to śledzić, matchować? Czy powiązane są ze sobą te różne urządzenia w dzisiejszych czasach?

Są tutaj dwie opcje. Pierwsza, która jest od dawna w Google Analytics, nazywa się user ID. Wdrażając user ID, faktycznie można między urządzeniami śledzić użytkowników, ale jeśli oni są zalogowani. Jeśli jesteś zalogowana w jakimś serwisie na komputerze, na komórce, na to samo konto, to w tym momencie Analytics może cię po numerze użytkownika połączyć. Jest jeszcze raport cross device w Analytics, który się pojawił w tym roku. Tam faktycznie przekopałem się przez to, co Google na ten temat pisze w swojej dokumentacji na swoim blogu. To, co udało mi się wywnioskować, to faktycznie, jeśli jesteś zalogowana na koncie Google w przeglądarce Chrome na komputerze i na telefonie, i masz wyrażoną zgodę na spersonalizowane reklamy od Google, to wtedy w raporcie cross device jest możliwość śledzenia twojej wizyty, twojej aktywności w serwisie na różnych urządzeniach. Nie udało mi się dotrzeć do informacji na temat tego, co w przypadku, kiedy na komputerze jesteś zalogowana na konto Google, na telefonie jesteś zalogowana w aplikacji Gmail, ale nie jesteś zalogowana w Chromie albo korzystasz z innej przeglądarki, w której też się nie logujesz. W ogóle nie udało mi się dotrzeć do informacji czy bycie zalogowanym na Gmail w jakiś sposób uaktywnia zbieranie danych do tego raportu, czy nie. Jest trochę tajemnic do odkrycia. Zalogowanie na konto Google, na przeglądarce Chrome na różnych urządzenia – wtedy Analytics te dane łączy. Warto pamiętać, że jest się cały czas anonimowym użytkownikiem, więc nie ma się czego obawiać.

Ja to wiem. Zresztą, ja zawsze na wszystko pozwalam. 🙂 No dobra, nie zawsze i nie na wszystko, ale na spersonalizowane reklamy wyrażam zgodę. Z jednej strony dlatego, że jestem marketerem i mnie to interesuje, co się dzieje. A z drugiej strony wolę spersonalizowane niż jakieś reklamy od czapy niepasujące do mnie. Mnie na pewno śledzą wszędzie.

Podałeś, że jest kilka modeli atrybucji. Pewnie to zależy, ale czy któryś szczególnie warto wykorzystywać, czy to zależy od rodzaju biznesu? Od czego to zależy? Trudno sobie wybrać. Jest kilka – można wybrać ten, który najbardziej się podoba, ale może masz jakieś wskazówki?

To zależy. Nie jest tak, że trzeba się zdecydować na jeden, bo możesz się przełączać między modelami w Analyticsie i patrzeć jak zależnie od modelu rozkłada się przypisanie konwersji. Mamy dużo do czynienia z cross device. Bardzo często te ścieżki konwersji są bardzo krótkie, jak sobie w to zajrzymy. Jedno czy dwuetapowe ścieżki to większość konwersji. Z tych modeli atrybucji praktycznie nie korzystam, bo nie byłem w stanie naprawdę sensownych wniosków z tego wyciągnąć.

Spytałam o to, bo faktycznie ostatnio zaczęłam natrafiać też na konferencjach o atrybucjach konwersji, ale nikt jasno nie powiedział jak to zrobić i na co zwracać uwagę.

Wiesz, to jest chwytliwy temat. Jak się kogoś przyciśnie o szczegóły, to nie poznałem osoby, która by robiła super rzeczy dzięki temu. Fajnie może to brzmieć na prezentacji.

Prawie ostatnie pytanie 😉 Oprócz Google Analytics jakieś inne, darmowe narzędzia analityczne porównywalnej klasy pod względem funkcjonalności mamy do wyboru? Czy jesteśmy skazani na GA?

Jesteśmy trochę skazania na Google Analytics, chociaż jest to najlepsze, dostępne i darmowe narzędzie

Szczerze mówiąc, to trochę jesteśmy skazani na Google Analytics z tego względu, że narzędzia podobnej klasy kosztują bardzo dużo. Cena licencji za takie narzędzie jak Adobe Analytics czy Google Analytics Premium to są setki tysięcy złotych rocznie. Jeśli spotykam się w Polsce z tym że ktoś korzysta z Adobe Analytics czy z Webtrekka, czy innego, płatnego narzędzia, to zwykle jest to oddział jakiejś korporacji amerykańskiej czy zachodniej Europy, które z centrali dostaną licencję czy dostają z góry taki zestaw narzędzi. Króluje bezwzględnie Google Analytics. To jest naprawdę potężne narzędzie. Ciężko o to, aby znaleźć darmowy odpowiednik. Jeśli dobrze kojarzę, kiedyś darmowy był Piwik. Ostatnio sprawdzałem i darmowa wersja jeszcze istnieje. Teraz to darmowe narzędzie nazywa się Matomo . Tę wersję darmową można mieć, tylko jeśli będziemy korzystać z własnego serwera, który trzeba skonfigurować, utrzymywać. Nie korzystałem, więc nie wiem, jak duże są to koszty roczne. Pewnie w dużej mierze zależy to od tego, ile danych tam zbieramy, jak duży mamy serwis, ile różnych interakcji śledzimy. Na pewno ma to bezpośrednie przełożenie na koszty utrzymania takiego narzędzia analitycznego. Nie jestem w stanie określić, jaki to jest przedział kwot. To jest ewentualnie taka prawie darmowa alternatywa. Z drugiej strony wymaga trochę więcej wiedzy technicznej bądź wsparcia kogoś, kto się zna na serwerach. Dla małego, jednoosobowego przedsiębiorcy czy dla freelancera, czy nawet dla małej firmy, to nadal Google Analytics pozostaje takim narzędziem, które w porównaniu do funkcjonalności i tego, że jest za darmo, to okazuje się, że nie ma sensu rozglądać się za czymś innym. Mówimy o narzędziach, które są kombajnami analitycznymi. Da się znaleźć sporo narzędzi, których można użyć do różnych dodatkowych analiz, czyli wszelki software do heatmap, do ankiet, do nagrywania sesji użytkowników, testy 5 sekund, które są darmowe albo mają pakiet, który niewiele kosztuje. To też fajnie można wykorzystać do zbierania danych.

Gdyby firmy korzystały z Google Analytics i w 1/10 z jego możliwości, to by było super. Myślę, że dużo danych by otrzymywali. Z mojej perspektywy mniej zaawansowanego użytkownika, bo też nie zajmuję się profesjonalnie analizą, to jest to bardzo fajne narzędzie. Jeśli jest darmowe, to po co szukać czegoś innego. Dużo systemów pozwala na łatwą integrację z nim.

Zaznaczając jeden checkbox, można śledzić cały e-commerce, jeśli mamy sklep internetowy. Wiele narzędzi za pomocą jednego checkboxa jest w stanie dosyłać tam dodatkowe dane czy zdarzenia. Druga rzecz, o której wspomniałaś, a jest bardzo istotna, że sporo firm nie wykorzystuje nawet tych możliwości darmowego Analyticsa albo nie jest ich świadoma. Trudno rozglądać się za innym, płatnym narzędziem. Zwłaszcza że te inne narzędzia potrafią kosztować sporo pieniędzy, jak na nasze polskie warunki. Szczególnie jeśli w tym darmowym nie wycisnęliśmy 100% potencjału. Zanim obejrzymy się za innymi narzędziami, to warto z Analyticsa postarać się wycisnąć więcej.

Zaintrygowałeś mnie. Pierwszy raz usłyszałam o testach 5 sekund. Co to jest?

To jest trochę UX-owa metoda badawcza. Dość powszechnie wiadomo, że mamy dość niską cierpliwość, jeśli chodzi o strony internetowe. Jeśli nie jesteśmy w stanie w kilka sekund zrozumieć mniej więcej, o czym dana strona jest albo wierzymy, że ona nam się nie podoba, to z niego wychodzimy. Testy 5 sekund to metoda, gdzie możemy wrzucić do narzędzia nawet screenshot naszej strony i to narzędzie pokazuje je ludziom przez 5 sekund. Później możemy określić jedno czy kilka pytań, jakie będą zadane tym osobom, które zobaczyły przez kilka sekund naszą stronę. Pokazujemy landing page, przez 5 sekund on się komuś wyświetla, potem jest pytanie: „Jak myślisz jakie są korzyści z usługi, którą zobaczyłeś na stronie?” W ten sposób możemy zobaczyć czy dana strona internetowa jest klarowna i czy użytkownik będzie w stanie szybko zrozumieć tę najważniejszą myśl, którą chcemy mu przekazać.

Fajny sposób. Spotkałam się z tym pierwszy raz. Myślałam, że chodzi o szybkość strony lub łapanie pierwszych ruchów użytkownika. Są mniej popularne testy wykorzystywane do testowania stron jak ten? Pewnie dla ciebie ten test nie jest mało znany, ale dla mnie tak. Stąd moje pytanie. Czy jeszcze jakieś ciekawe metody w analityce?

Sporo z tych metod wspomniałem wcześniej. Na ten moment nie przychodzi mi nic więcej do głowy. Test 5 sekund też nie jest bardzo popularny, ale przyszedł mi do głowy. Są narzędzia, gdzie tego typu analizy na stronach możemy zrobić za darmo, jeśli tylko mamy swoich respondentów, do których możemy wysłać ten test. Z tego, co pamiętam, są darmowe narzędzia do tego, aby to zrobić.

Super. Poszperam sobie jeszcze o tym, bo mnie zaintrygowałeś. Czy znasz blogi lub książki polskie, lub zagraniczne, gdzie można czegoś ciekawego i praktycznego się nauczyć? Bez żadnej ironii bardzo polecam twojego bloga. Podlinkuję go.

Pod kątem ogólnego podejścia do analityki polecam blog Avinasha Kaushiego. Można go znaleźć pod hasłem Occam’s Razor w Google. Polecam go, ponieważ on na blogu w fajny sposób tłumaczy jak ta analityka spina się z biznesem i jak analiza może służyć biznesowi. Podaje dużo praktycznych przykładów i zastosowań. Warto to czytać pod kątem tego, aby nauczyć się jak wykorzystywać analitykę do potrzeb biznesowych. Jeśli chodzi o blogi bardziej techniczne, to pod kątem GTM polecam blog Simonahava.com. Tam jest masa bardzo zaawansowanych poradników i tutoriali, jak coś w GTM-ie zrobić. Kopalnia wiedzy dostępnej całkowicie za darmo. Jeśli ktoś woli uczyć się Analyticsa czy GTM w bardziej wizualny sposób, to na YouTube jest kanał Measureschool, gdzie w prosty sposób dużo rzeczy jest wytłumaczonych na filmikach. Są tam tutoriale jak coś zrobić krok po kroku. Myślę, że dla wielu osób będzie to bardzo pomocne. Pod kątem optymalizacji konwersji, badań jakościowych, kompleksowego podejścia do podnoszenia konwersji na stronie, to polecam blog conversionxl.com. Również masa długich, szczegółowych, wyczerpujących artykułów bazujących często nie tylko na wiedzy samego autora bloga, ale też różnych innych osób z branży, które w tych artykułach się udzielają. Jest tam też spojrzenie z innej perspektywy czy przykłady z różnych firm z rynku.

Super. Podlinkujemy to w notatkach. Jeśli ktoś chciałby się z tobą skontaktować, zapytać o coś, a może zaprosić do współpracy, to gdzie najlepiej do ciebie uderzać?

Najlepszą formą kontaktu jest dla mnie formularz kontaktowy na mojej stronie damianrams.pl albo dodanie mnie na LinkedInie, gdzie jestem bardzo aktywny. Można napisać do mnie wiadomość. Jeśli chodzi o te dwa kanały, to zawsze dość szybko odpisuję.

Podlinkuję, więc nie będzie problemu. Temat analityki jest tak szeroki. Mam jeszcze tyle pytań. Tak jak rozmawialiśmy na początku, z chęcią porozmawiam z tobą jeszcze raz, bo pytań na pewno nie będzie mniej. Bardzo ci dziękuję za rozmowę. Trzymaj się!

Serdecznie dziękuje za zaproszenie i do usłyszenia.

Hej. Pa. Dzięki!

Zastanawiasz się jaką platformę e-commerce wybrać? Dużo słyszałeś o Magento i zastanawiasz się czy postawić sklep na Magento? To wręcz wspaniale, bo w tym odcinku podcastu rozmawiamy właśnie o Magento – dla kogo Magento jest, jakie ma wady i zalety.

 

 

Poruszaliśmy nie tylko temat Magento, ale także temat e-commerce w ogóle. Rozmowa ta była dla mnie ważna z kilku względów.

Po pierwsze z Romanem Balutą z firmy Orba, moim dzisiejszym rozmówcą miałam przyjemność trochę popracować i dużo się od niego nauczyłam. Jak to w pracy związanej z IT bywa, lepsze i gorsze momenty bywały 😉

Po drugie rozmawialiśmy o Magento, platformie e-commerce, która jest wymagająca, ale w zamian bardzo dużo oferująca.

Po trzecie wiedza jaką podzielił się Roman myślę, że przyda się nie tylko osobom związanym z tematem e-commerce – mi też jak najbardziej! Roman jest osobą, którą darzę szczególnym szacunkiem, jest przykładem człowieka, od którego można się uczyć tego jak robić biznes.

Przeczytaj transkrypcję odcinka “Strona i sklep na WordPressie – nie taki diabeł straszny” tutaj >>

 

 

O czym się dowiesz słuchając tego odcinka podcastu “Magento – platforma do sprzedaży dla wymagających”?

  • Czym jest Magento?
  • Dlaczego Magento, a nie np. Prestashop lub woocommerce?
  • Czy Magento jest dla wszystkich e-sklepów?
  • Jak postawić sklep na Magento?
  • Czego Magento wymaga by postawić na nim sklep internetowy?
  • Jak wybrać hosting pod Magento?
  • Czy warto korzystać z szablonów Magento do sklepów internetowych?
  • Dlaczego tak trudno o programistów Magento?
  • Jak przenieść sklep na Magento?
  • Na co zwrócić uwagę przenosząc sklep na Magento?

Zapraszam do słuchania, komentowania i oczywiście subskrybowania podcastu jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś.

 

 

Polecam Ci także posłuchać innych moich rozmów o wyborze platformy e-commerce:

Przykłady sklepów i platform e-commerce na Magento wdrożonych przez firmę Orba:

Magento - platforma do sprzedaży dla wymagających

Temat wyboru platformy e-commerce, na której postawić sklep internetowy nie należy do prostych tematów i trudno do niego podejść ogólnie. Wszystko zależy od wielu czynników oraz decyzji jakie trzeba podjąć. Często są to kosztowne decyzje. Dlatego jeśli zastanawiasz się nad Magento to śmiało pisz albo do Romana albo do mnie i chętnie Ci pomożemy lub wskażemy kierunek w jakim podążać.

Gdzie znaleźć Romana:
Roman Baluta na Linkedin
Strona firmowa Orby – firmy wdrażającej platformy na magento

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

——————————————————————————

Transkrypcja odcinka Strona i Sklep na WordPressie – nie taki diabeł straszny

Cześć! Dzięki, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Na rozkręcenie imprezy powiedz coś o sobie, o tym, czym się zajmujesz i jak to się stało, że rozmawiamy?

Cześć! Nazywam się Roman Baluta. Rozmawiamy, ponieważ mieliśmy okazję współpracować przy jednym z projektów. Jako firma zajmujemy się e-commerce. Jestem założycielem firmy i na co dzień ją prowadzę. Firma nazywa się Orba. Mam nadzieję, że dla części słuchaczy jest ona znana, ponieważ na polskim rynku e-commerce działamy dosyć intensywnie od wielu lat. Z ostatnich ważnych informacji, jeśli chodzi o samą firmę, to jesteśmy od niedawna częścią grupy Lingaro. Dołączyliśmy do dużo większej organizacji, co ma nam pozwolić dalej rosnąć, jeszcze szybciej niż dotychczas. Do tego momentu, kiedy byliśmy samodzielni, udało nam się zbudować zespół 70 osób i 3 biura – w Warszawie, w Lublinie i Stanach Zjednoczonych – Cincinnati. Apetyty mamy dużo większe i chcemy rosnąć jeszcze szybciej. Stwierdziliśmy, że będzie dużo lepiej robić to z dużo lepszą organizacją. Połączyliśmy się Lingaro, który zajmuje się BigData, znana dla e-commerce. Myślę, że w przyszłym roku będzie się działo wiele ciekawych rzeczy.

Faktycznie szybko idziecie do przodu. Jak mieliśmy przyjemność, mam nadzieję ;-), współpracować, to od tego momentu macie już 3 biura? WOW! Fajnie. Bardzo się cieszę.
Myślę, że jesteście znani, bo jednak firm zajmujących się Magento w Polsce nie ma tak dużo. Jest kilka bardziej znanych, w tym wy – stąd też rozmawiamy. Powiedz mi, proszę, dla osób, które nie wiedzą, czym jest Magento? Co to jest? Jakbyś miał sprzedać tę platformę, to oprogramowanie, to jak byś to zrobił?

Magento, jest open source’ową platformą, na której każdy może sobie zrobić swój sklep internetowy. Myślę, że to tak w dużym uproszczeniu. Oczywiście mamy wersję dostępną bezpłatnie, która nazywa się open source. Kiedyś nazywała się community i taką wersję tego sklepu internetowego każdy może sobie pobrać, zainstalować na swoim serwerze i korzystać z niego jako ze swojego sklepu internetowego. Są też wersje płatne. Dzisiaj nazywają się one e-commerce. Wcześniej nazywał się Enterprise. Łącznie z wersją, która jest obsługiwana i hostowana przez Magento na ich infrastrukturze chmurowej. Pod spodem jest Amazon. Jest to oprogramowanie, które pozwala prowadzić swój własny sklep w internecie.

OK. Mówisz Amazon. To jest Amazona? Jakbyś mógł pociągnąć ten temat dalej.

Dlaczego Amazon, to pytanie bardziej do Magento. Nie jest to jako Amazon sprzedawca, ale Amazon jako dostawca usług hostingowych. Magento jakiś czas temu poszedł za tym, co się dzieje na rynku. Są coraz większe oczekiwania od klientów Magento kompletnej usługi, już bezpośrednio od samego producenta, czyli Magento, nie tylko oprogramowania, ale też utrzymania sklepu i jego serwisowania. Oni stworzyli usługę w oparciu o chmurę Amazona. Dzisiaj ta usługa Magento Commerce Cloud jest hostowane na Amazonie. Wkrótce będzie się to zmieniać, ponieważ kilka miesięcy temu Magento zostało przejęte przez Adobe. Adobe ma swoje rozwiązania chmurowe, więc następuje migracja. Te rozwiązania chmurowe Adobe, czyli Adobe Creative Cloud, którego częścią jest Magento w tej chwili. Podjęli taką decyzję, że Magento będzie oferowane w cloudzie Adobe. Technicznie Cloud Adobe jest naprawdę bardziej abstrakcją nad chmurami Microsoft Azure, chmurami Amazona. To dla osób, które bardziej są zainteresowane aspektami technologicznymi. W praktyce rzeczywiście jest tak, że do tej pory był to Amazon AWS, a w przyszłości będzie to chmura Adobe.

Magento będzie oferowanie w chmurze Adobe

To decydując się na Magento, ja muszę zaakceptować ich rozwiązania chmurowe? Czy mogę zainstalować to na swoim serwerze?

Są różne warianty. Cały czas jest dostępna wersja open source.

Ta darmowa tak?

Tak. Ona jest za darmo. Jest bezpłatna. Można ją zainstalować. Trzeba się zgodzić na warunki licencyjne, ale nie są one jakoś bardzo restrykcyjne. Myślę, że to nie jest problem.

Nie jest tajemnicą dla osób, które trochę znają platformę e-commerce, że Magento jest ciężkim oprogramowaniem. Zżera trochę zasobów serwera. Jak już jesteśmy przy rozwiązaniach chmurowych, serwerach, to twoje doświadczenia mówią, że faktycznie warto pójść w tak profesjonalne usługi hostingowe? Jeżeli mam polskie, popularne rozwiązanie, to też dam radę z Magento? Czy jednak trzeba się liczyć z potrzebą większych zasobów?

Magento jako oprogramowanie jest dosyć zasobożerne. Nie da się go w prawidłowy sposób uruchomić na hostingu współdzielonym, czyli najtańszym hostingu dostępnym w internecie za kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Potrzebny jest dostęp administracyjny do całej maszyny. Trzeba poustawiać inne procesy, które z tyłu działają. Nie da się tego zrobić z reguły na hostingu współdzielonym. Można hostować Magento samemu. Trzeba po prostu wykupić odpowiednio mocny hosting. Wcale nie jest tak, że musi to być nie wiadomo jaki serwer. Dobra usługa nawet współdzielona, z odpowiednimi uprawnieniami po stronie użytkownika albo dedykowana podstawowa maszyna, to jest wystarczające, aby postawić sobie sprawnie działający sklep na Magento. Jeśli mówimy o wdrożeniach, które obsługują wiele rynków na całym świecie i przetwarzają miliony rekordów, to wtedy te wymagania mocno rosną. Wiąże się to z odpowiednią wiedzą, jak optymalizować samo Magento i infrastrukturę dla niego. Są w Polsce firmy, które zajmują się tylko i wyłącznie hostingiem Magento. Wydaje mi się, że sam hosting nie powinien być problemem. Jest szeroka oferta. Wielu usługodawców zarówno w Polsce, jak i na świecie, z takich hostingów ogólnodostępnych ma specjalne oferty związane z hostingiem Magento. Tam są maszyny i konfiguracje, które są zoptymalizowane pod hosting Magento. Jeśli ktoś zaczyna i nie ma takiej wiedzy, aby samemu to Magento stawiać, to taki hosting specjalnie dla Magento wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Również pod kątem budżetowym. Sama chmura jest zdecydowanie dla dużych klientów, ponieważ chmura Magento jest dostępna tylko dla wersji płatnej Magento. Te licencje kosztują dużo w skali roku. To wszystko musi się biznesowo spinać, aby decydować się na coś takiego.

Magento jest zasobożerne. Nie da się uruchomić go na hostingu współdzielonym

Z tego, co dobrze wnioskuję – Magento nie jest rozwiązaniem dla wszystkich. Dla średnich e-commerce rekomendujesz Magento czy lepiej znaleźć prostsze platformy?

To zależy od tego jak oceniamy średni e-commerce. Na pewno Magento nie jest dla małych e-commerce czy dla firm, które zaczynają przygodę z e-commerce. W takim znaczeniu małych podmiotów, które chcą zacząć sprzedawać w Internecie lub startupy, które chcę sprzedawać. Jest on dosyć skomplikowany i bardzo dużo energii i środków trzeba poświęcić, aby go dostosować do swoich potrzeb, aby zbudować go dokładnie tak jak chcemy, żeby wyglądało. Czy chcemy, aby miało obsługę typowo polskich form dostawy czy płatności – do części tych elementów są dostępne moduły, do innych trzeba posiłkować się pracami programistycznymi. Na pewno nie jest to platforma, która jest bardzo dobra na sam początek. Myślę, że na sam początek, dla kogoś, kto zaczyna e-commerce, dużo lepszym rozwiązaniem są SaaS-owe usługi, które są zoptymalizowane pod dany rynek. W Polsce tych usług jest dużo. Wydaje mi się, że są całkiem dobrej jakości. Dla małego pod względem skali, ale strategicznego e-commerce, Magento ma więcej zalet. OK, koszt wejścia jest relatywnie duży. Wiemy, że chcemy ten e-commerce strategicznie rozwijać przez 5 lat i spędzić najbliższe 5 lat na innej platformie i wiemy, co chcemy w tym czasie osiągnąć. W strategii biznesu mamy e-commerce jako kluczowy element działalności. Wtedy ogromną zaletą i częścią budowania przewagi konkurencyjnej jest to, że kiedy dostosujemy Magento do swoich potrzeb, to ono jest naszą własnością i naszym know-how. Tutaj, jeśli chodzi o samą własność, to nie możecie traktować moich słów dosłownie, ponieważ w licencjach Magento są różnego rodzaju zapisy dotyczące kontrybucji, kodu. Trzeba to sprawdzić. W praktyce to, co się wytworzy, to działa na naszą korzyść. Stanowi to przewagę konkurencyjną nad innymi podmiotami. Nie ma rzeczy, których nie da się zrobić. Jest pytanie, które rzeczy mają biznesowy sens i się zwrócą. Nie ma rzeczy, których nie można zaprogramować w Magento. Jest to w pełni otwarta platforma z otwartym kodem. Ogranicza nas tylko kwestia czasu, pieniędzy i kreatywności.

Nie ma rzeczy, których nie można zaprogramować w Magento. Jest to w pełni otwarta platforma z otwartym kodem. Ogranicza nas tylko kwestia czasu, pieniędzy i kreatywności.

Potwierdzam, że wszystko da się wyczarować, nawet największe wymysły. Co udowodniliście mi nie raz. Plus dla was. Powiedz mi w takim razie, (nie będę pytała o WooCommerce, bo wiadomo, że jest to całkiem inna skala), czym się różni Magento od PrestaShop? To są dwa podobne rozwiązania. Jako specjalista możesz wskazać różnicę?

PrestaShop jest lżejszym systemem. Ma mniej zaawansowanych funkcjonalności. To taka najprostsza odpowiedź. Idąc trochę głębiej, to Magento można rozumieć jako duży, rozbudowany framework programistyczny. Taką platformę programistyczną dopiero do robienia konkretnych wdrożeń. Z założenia jest to coś, co będzie bardziej wykorzystywane do głębokich customizacji, niż wdrożeń w oparciu o standaryzowane szablony. Wydaje mi się, że to bardziej była charakterystyka Presty. Z drugiej strony, to rynek definiuje wykorzystanie tych platform. Presta również jest otwartą platformą. Tak samo można na niej zrobić wszystko. Patrząc na wykorzystanie tych platform okazuje się, że większości dużych czy średnich wdrożeń Magento zostało zweryfikowane jako lepsze rozwiązanie. Pierwszym elementem, który nie jest widoczny na pierwszy rzut oka, jest to, że środowisko Magento jest dużo większe niż środowisko Presty. Nie bez znaczenia jest to, że Magento jest amerykańskim produktem, który ma ogromny udział w rynku amerykańskim, który jest bardzo dynamiczny. Jest tam mnóstwo innowacji, jeśli chodzi o e-commerce. Jest to element bardzo zaawansowany, jeśli chodzi o świadomość konsumenta i e-commerce. Presta jest francuska. To też powoduje, że trudniej im się buduje szeroką społeczność deweloperów, niż komuś, kto wywodzi się z jednego z największych rynków e-commercowych na świecie. Nie czuję się merytorycznie przygotowany, aby w szczegółach opowiedzieć, jakie są przyczyny tego. Zdecydowanie środowisko, czyli liczba deweloperów, agencji, firm, które na świecie robią wtyczki lub szablony do Magento, firm hostingowowych, które się specjalizują w Magento, jest dużo większa niż w przypadku Presty. Można z tego punktu widzenia patrzeć na to, że łatwiej znaleźć dostawcę, który jest obyty w Magento. Z punktu programistycznego wydaje mi się, że Magento jest bardziej dojrzałe, jeśli chodzi o architekturę wewnętrzną czy inżynierię oprogramowania. To jest też taka rzecz, która fajnie obrazuje jak dynamiczny jest świat Magento vs Presta. Nasza polska firma Divante, nasi szanowni konkurenci, z którymi się spotykamy i cała społeczność Magento, o której wspomniałaś, kilka firm, które najwcześniej zaczęły z Magento i są najbardziej aktywne w tym community, to wszystkie te firmy się znają. Znamy się jako właściciele i mamy relacje. Jeśli chodzi o Divante, to oni zrobili wersję Magento Headless, czyli oddzielenie frontu od backendu. Zrobili swój open sourcowy projekt w Vue Storefront i ten projekt dzisiaj na Githubie jest bardziej popularny niż Presta. To też pokazuje skalę obydwu systemów. Projekt, który jest dzisiaj ogromnym sukcesem, ale jest dedykowany konkretnie dla Magento. Ten projekt jest większy niż Presta, jeśli chodzi o kontrybucję ludzi na świecie. Pokazuje to też potencjał obydwu systemów.

Magento jest dojrzalsze od Presty pod względem architektury wewnętrznej czy inżynierii oprogramowania

Powiem ci szczerze, że z Prestą miałam do czynienia raz. Nie chcę mówić, że Magento czy Presta jest lepsze. Wszystko ma swoje wady i zalety. Magento też mi zjadło trochę nerwów. Widziałam u klienta, że wiele problemów było z Prestą. Może to kwestia braku aktualizacji i innych czynników. Częściej miałam do czynienia z Magento. Z Divante też miałam styczność w swojej karierze zawodowej. Później w SuperKoszyk.pl współpracowaliśmy również na Magento. Jakoś to szło.

Wspomniałeś o szablonach. Czy takie szablony są podobne, jak stawiam bloga na WordPressie i mam szablon? Tutaj też mamy szablony sklepów?

Tak, są takie szablony. Są to szablony frontu, czyli tego, co widzi klient. One często mają w sobie zaszyte różne funkcjonalności, którymi można zarządzać w panelu administracyjnym. Bardziej rozbudowany system banerów, moduły do obsługi zapytań od klientów. Tego typu rzeczy często są w takich szablonach. Pierwsza rzecz, którą warto wziąć pod uwagę, jak się wybiera tego typu wdrożenie, to szablony często są robione, aby miały jak najwięcej wodotrysków, które fajnie się prezentują na serwisach, gdzie szablony się wybiera i kupuje. Jest dużo rzeczy, które na pierwszy rzut oka wyglądają super fajnie, ale w praktyce nie używa się ich, a są one ciężkie. Wydają za dużo dodatkowego kodu do aplikacji, w związku z tym trudno modyfikuje się taką skórkę. One są również wolniejsze, bo jest mnóstwo rzeczy, które nie są potrzebne. Są schowane pod spodem. Są też dobrej jakości skórki. Dostawców czy portali, gdzie można je wyszukiwać, są setki jak nie tysiące. Na pewno jest to opcja, aby postawić szybko Magento, które nam bardziej odpowiada, jeśli chodzi o wygląd, niż standardowa skórka. To, co jest siłą Magento, to to, że jest rozwijane przez amerykańską firmę. Siedziba Magento jest w Stanach od wielu lat. Początkowo system powstał w oparciu o zespół pracujący na Ukrainie, jako własność amerykańskiej agencji. Skoro jest tak bardzo pomyślane pod kątem rynku amerykańskiego, to pudełkowe Magento nie nadaje się od razu do wprowadzenia polskiego sklepu. Nie chodzi tylko o paczkę tłumaczeń, bo ona jest do pobrania i jest przygotowana. Nasi konkurenci z Poznania zbudowali taką paczkę w ramach swojej działalności Community. Ona jest od wielu lat dostępna, więc nie jest problemem samo tłumaczenie. Fakt, że nie ma integracji z polskimi kurierami, z polskimi płatnościami. Trzeba wynajdywać moduły, które to robią. Są takie rzeczy typowe dla Stanów. Jest trochę inny format adresu niż typowy dla Europy. Trzeba sobie to dostosować, powyłączać, skonfigurować, zanim zacznie się ich używać. Prozaiczna rzecz jak invoice, który w prostym tłumaczeniu jest fakturą, zupełnie nie ma wspólnego z fakturą VAT w Polsce. To jest PDF. To nie ma nic wspólnego z tym, jakie wymagania ma polski Urząd Skarbowy co do faktury. Pod tym kątem na pewno sama skórka nie wystarczy, aby uruchomić sklep działający w Polsce. Skórek jest bardzo dużo i niektóre są bardzo fajne.

To taka pozorna oszczędność. Tak samo jest z porównaniem do szablonów na WordPressa. Kupujesz coś, co pięknie wygląda. Jak to instalujesz, to zupełnie inaczej wygląda. Trzeba trochę pogrzebać w kodzie, aby to jakoś wyglądało. Też są to nakłady finansowe. Tak samo jest z każdym szablonem. To, co jest dla wielu, to nigdy nie jest spersonalizowane.

Myślę, że stawiając się w roli właściciela sklepu internetowego, te szablony są z reguły do wyboru, aby zrobić projekt Proof of concept. Coś, co chcemy sprawdzić, czy działa. Dużo zależy od tego, jak dużą ma dyscyplinę i silną wolę w swoim postanowieniu. On bierze ten szablon i godzi się na to, że nie wszystko będzie idealnie pod niego. Jeśli trzymamy się tego założenia, godzimy się na różnego rodzaju niedoskonałości, coś byśmy chcieli zmienić, ale wzięliśmy szablon, to nie chcemy tego dotykać. Jeśli trzymamy się tej dyscypliny, to jest wszystko OK. Natomiast, jeżeli na początku robimy sobie założenie, że weźmiemy szablon, aby nie robić całego frontu szytego na miarę, bo to będzie szybsze, tańsze, a potem jednak krok po kroku ten szablon staramy się przebudować pod swoje potrzeby, to nie jest efektywne. Te szablony nie są robione z myślą o tym, aby je modyfikować, tylko z myślą o tym, aby jak najlepiej wyglądały w takiej formie, jak są w pudełku. Nie dość, że musi modyfikować Magento, to musi brać pod uwagę to, jak ten szablon został zmodyfikowany. Z reguły jest to 5 razy więcej roboty niż napisanie od zera takiego frontu.

Korzystając z gotowego szablonu, trzeba wziąć pod uwagę, że nie będzie on szyty na miarę naszego biznesu

Wiem coś o tym. Może nie akurat na Magento, ale na innych szablonach, w innych systemach. Bardzo dobrze to rozumiem. Jak mówimy o modyfikacjach, to zawsze mnie coś zastanawiało – dlaczego tak trudno jest o programistów Magento. Ceny są z kosmosu. W tym momencie, gdybym choć trochę rozumiała programowanie, to już byłabym programistką Magento od dawna. Wytłumacz mi, dlaczego jest tak mało programistów Magento? Przez to ceny i stawki są wysokie. Może dla mnie nie są jak z kosmosu, bo się przyzwyczaiłam do nich. Nic mnie nie zdziwi. Więc o co chodzi? To jest tak trudne? Jest taka mała świadomość? 🙂

Na pewno jakbyśmy mieli opcję, aby tych programistów szybko mieć więcej w firmie, to przyjąłbym taką receptę bardzo chętnie. Zapraszam do aplikowania do nas. Szukamy dobrych ludzi. Stawki, mimo że wydają się bardzo wysokie, to w branży IT wcale nie są one najwyższe. Są dużo droższe technologie, nawet w e-commerce. Tak jak SAP Hybris, który jest zamkniętą platformą. Dużo trudniej jest wyszkolić osoby. Nie ma takiej wiedzy dostępnej ogólnie w internecie jak to robić. Nie jest tak, że Magento jest najdroższe. Jest na pewno drogie. Jeśli chodzi o samych deweloperów, to platforma jest skomplikowana. W międzyczasie przeszła zmianę, czyli było Magento 1. Teraz jest Magento 2, które jest kompletnie nowym oprogramowaniem. Od strony funkcjonalnej, biznesowej jest bardzo zbliżone do Magento 1. Od strony kodu jest to kompletnie nowa platforma z zupełnie inną filozofią i zupełnie innymi technologiami. Do tego dochodzi kwestia tego, co zrobiło Divante, czyli Headless front dla Magento. Zrobili taki open sourcowy projekt, który każdy może sobie pobrać. Tak naprawdę wynika to z głębszej potrzeby, która się dzieje na rynku i zmiany w podejściu do aplikacji internetowych ogólnie. Tak samo będzie się to tyczyło CMS-ów nie tylko e-commerce, gdzie oddziela się te warstwy. To powoduje, że potrzebujesz nie tylko programistów Magento, ale też programistów frontendowych, w technologiach typu Vue, Angular, czy React. Nie jest wcale prosto taki zespół zbudować i zmotywować. Programiści to są ludzie, którzy potrzebują ciągle nowych wyzwań. Stąd są takie ceny. Platforma nie jest platformą, którą programistycznie można się nauczyć samemu w dwa dni. To jest na tyle złożony system, że takie zmiany kosmetyczne nie są do zrobienia w chwilę. Trzeba to zrobić solidnie, ze sztuką, tak jak zostało to zaprojektowane i wymyślone przez Magento. Można wejść na stronę z treningami Magento, gdzie widać ile jest tych treningów z różnych obszarów samego Magento. Jest to złożona platforma i programistów na rynku ogólnie nie jest wielu. Do tego trzeba znaleźć programistów PHP, którzy chcą się nauczyć Magento albo takich, którzy mają już z tym doświadczenie. Takich ludzi jest bardzo mało.

Ciekawi mnie jeszcze czemu ludzie nie chcą spróbować. Rozumiem to, że nie jest to proste. Gdybym była programistą, to od razu uczyłabym się Magento – tak do tego podchodziłam.

Zdaję sobie sprawę, że mimo że my obracamy się w tym świecie Magento, to jest gro e-commerce, które zupełnie nie ma do czynienia i jeszcze nie aspiruje do Magento.

Przy tych dużych projektach zawsze można robić swoje customowe rozwiązania. Są firmy IT, które robią szyte na miarę rozwiązania bez żadnej platformy pod spodem. To też jest praktyka, którą się stosuje. Będąc programistą masz do wyboru Magento, ale tak samo masz do wyboru setki innych aplikacji czy obszarów. Możesz programować e-commerce, możesz programować gry komputerowe, możesz programować bankowość. Nie musisz się ograniczać do e-commerce. Ludzi programujących dobrze na rynku jest mało. Z drugiej strony jest tak, że jest duża potrzeba na ich usługi, ale też te technologie, na których oni pracują zaczynają być bardzo mocno specjalistyczne. Nie jest łatwo migrować się między poszczególnymi obszarami, jeśli ktoś już wyspecjalizował się w jednej technologii. Przejście i zaczynanie od zera zajmie mu od kilku miesięcy do dłuższych okresów. Nie wszyscy mają ochotę to robić.

Siedzę w e-commerce więc mam klapki na oczach. Widzę tylko e-commerce. Pewnie stąd to moje zaintrygowanie tematem.

Mogę powiedzieć anegdotę. Byłem na Politechnice, na swoim wydziale MiNI. Tam prezentowaliśmy rzeczy z Microsoftu odnośnie chmury Microsoft Azure i hostingu dynamicznego różnych złożonych aplikacji. Zainteresowanie naszym wykładem było średnie. Ludzie woleli słuchać jak programować drony, roboty, drukarki 3D i różne inne urządzenia. Temat webowych aplikacji nie jest taki seksi dla młodych programistów. Oni chcą robić dużo innych rzeczy. To też jest kolejny obszar. Jako firmy robiące Magento, pojawiają się takie inicjatywy większego promowania platformy. Wiem, że Bold z Krakowa próbuje robić takie rzeczy. Ogólnie to jest praca u podstaw, żeby ludzi przekonać do tego, że Magento jest fajne i może dać dużo satysfakcji. Rozwija się sklep internetowy, z którego korzystają dziesiątki albo setki tysięcy ludzi.

Na przykład ja. 🙂

Uważam, że to jest bardzo ważny kawałek tego, aby mieć poczucie, że praca jest wartościowa.

Tak naprawdę e-commerce cały czas idzie do przodu i się rozwija. Mogłabym mówić o sprzedaży internetowej dzień i noc. Ciężko mi obiektywnie na to spojrzeć ze strony programistów, których czasem nie rozumiem. To też jest specyficzna grupa ludzi. Nie można im odejmować inteligencji. Nie wiem, czy ty jesteś programistą. :), Jeżeli jesteś, to właśnie strzeliłam ci komplement. 🙂

Jestem. Jestem. Skończyłem MiNI na Politechnice i programowałem w różnych technologiach. Nawet teraz czasem wracam i coś programuję hobbystycznie. Niestety nie mogę już na co dzień programować. Mówię niestety, ponieważ to lubię.

Tak to jest, że jak coś idzie to już totalnie od wykonawstwa do przedsiębiorczości. Tak to niestety życie wygląda. Powiedz mi jeszcze. Zaczęłam sprzedawać w internecie. Super. Wszystko mi się rozwija. Zaczęłam na jakiejś platformie SaaS-owej, oprogramowanie pudełkowe. Czy łatwo jest przejść na Magento, czy to też zależy od platformy? Czy takie komplikacje to jest już większe wyzwanie?

Myślę, że to zależy od tego, jaką mamy motywację, aby przechodzić z platformy gdzie indziej. Jeśli nasz biznes wyrasta z tej platformy, czyli już nie jesteśmy w stanie tej platformy dostosowywać do naszych potrzeb, ona nie jest w stanie zapewnić nam takiej funkcjonalności czy obsługi ruchu tak, jak potrzebujemy, to są typowe bodźce, aby wyjść z pudełkowego rozwiązania. Oznacza to, że chcemy zbudować coś, co działa trochę inaczej. Wiąże się to ze zmianą designu całego frontu. Jest to dosyć często budowanie systemu od nowa. Czasami zdarza się tak, że przenosimy front, w miarę 1:1, jeśli chodzi o to, jak on funkcjonuje i wygląda. Większość migracji związana jest ze zmianą designu, czyli budowaniem nowego rozwiązania. Czy to zależy od platformy? Wydaje mi się, że największym czynnikiem, który będzie miał wpływ na to, czy ta migracja jest trudna, czy nie, będzie to z czym jesteśmy zintegrowani i z czego będziemy dalej korzystać. Jeżeli to jest platforma, która nie zapewnia nam żadnej bieżącej integracji, które są unikalne, to ta migracja nie będzie taka problematyczna, jak wtedy, kiedy na tej platformie dostępne są różnego rodzaju integracje, z których na bieżąco korzystamy, a do których nie ma dostępnych modułów na Magento. Oczywiście wtedy trzeba te moduły napisać. To jest jedna rzecz. Druga rzecz jest kwestią hostingu. Platformy SaaS-owe są hostowane u dostawców. Nie musimy się tym martwić. U Magento, jeśli nie decydujemy się Commerce Cloud, to ten hosting trzeba sobie zapewnić. Trzeba znaleźć dobrego dostawcę lub zrobić to u siebie. Trzeba mieć kompetencje. Trzeba zarządzać dostępnością tego sklepu. Przy dynamicznym rozwoju nie wgrywa się wszystkich zmian na bieżąco do tego systemu, który publicznie działa. Trzeba mieć środowisko testowe, gdzie pewne rzeczy się sprawa. Dopiero później wrzuca się to na środowisko produkcyjne. W zależności od tego, jak duży jest to projekt, to ta migracja może być różnie skomplikować.

Zaletą posiadania rozwiązania szytego na miarę jest to, że nie jesteśmy zależni od nikogo pod względem motywu czy hostingu

Nie ma prostych rozwiązań.

Dokładnie. To zależy.

Ulubiona odpowiedź 😉
Dzisiaj też rozmawiałam o e-commerce w innym podcaście. Moja odpowiedź zwykle była podobna. Rozmawiałam na mniej skomplikowane tematy, ale też odpowiadałam: „To zależy”.

Myślę, że to nawet nie jest kwestia e-commerce, tylko obszaru usług i pracy projektowej.

Jeżeli ja przyjdę do was z takim problemem i taką chęcią zmiany, przejścia na Magento, to wy te wszystkie środowiska testowe i inne, zapewniacie?

To zależy od klienta. Niektórzy klienci chcą, abyśmy robili takie rzeczy. Inni mówią, że mają swojego dostawcę hostingu i trzeba się z nimi dogadać. To oni będą te środowiska obsługiwać. Ogólnie jest to część usługi. Z reguły robimy to w oparciu o chmurę Microsoft Azure. Zajmujemy się wtedy przygotowaniem tych środowisk, utrzymywaniem ich, konfiguracją i optymalizacją.

Jak mówimy o was i o waszych usługach – jeżeli ja ogólnie mam zamysł na sklep internetowy. Mam też powody, dlaczego to ma być Magento, a nie rozwiązanie SaaS-owe. Duży biznes, dużo produktów. Poprowadzicie mnie za rączkę? Klient nie ma specjalisty jak ja, który powie mu, co ma być zrobione. 🙂 Czy pomagacie we wdrożeniu od A do Z?

Jako właściciel firmy mam taką wizję, że taką wartością kluczową tego, co budujemy, nie jest tylko kompetencja technologiczna. Ona jest fundamentem. Wiedza związana z segmentem rynku, na którym pracujemy z e-commerce. Lekcje dotyczące tego, co widzi klient, od tego jak zaprojektować odpowiedni front dla danego biznesu, dla danego obszaru, gdzie korzystamy z prototypów, badań z użytkownikami. Nawet przed tym, jak zaczniemy cokolwiek programować, to możemy zbudować interaktywną makietę, którą możemy zaprezentować użytkownikom czy kluczowym interesariuszom w projekcie. Wtedy jesteśmy wspólnie w stanie wypracować obraz tego, co chcemy na koniec dostać. Uważam, że jest to bardzo istotne narzędzie. Nie da się wszystkiego 1:1 zaprojektować w żadnym prototypie. Poziom precyzji tych prototypów budowanych z roku na rok się zwiększa. W tej chwili jesteśmy w stanie modelować w zasadzie sklep bardzo blisko do tego, jak on wygląda w rzeczywistości. Nie tylko od strony wizualnej, ale też od strony wszystkich mechanizmów, takich jak promocje, check-outy. Wszystkie te rzeczy są klikalne, interaktywne. Można to wszystko dosyć dobrze zaprojektować. Jest to szczególnie ważne przy tych złożonych wdrożeniach, nie tylko typowych B2C, ale też bardzo często B2B. Ta wiedza dotycząca tego, jak proces powinien wyglądać, często jest w głowach wielu różnych osób, z różnych obszarów działalności firmy. Często jest to też robione na bazie starego systemu, który działał od 15 lat. Chcemy go udoskonalić, przebudować, ale też z jakiegoś powodu ten system przez 15 lat działał w tej firmie. Nie można nie doceniać takich rozwiązań, które działały przez wiele, wiele lat. One z reguły mają prosty interfejs. On nie jest ładny, ale z reguły jest bardzo funkcjonalny. Te stare systemy są też bardzo szybkie. Jak najbardziej jesteśmy w stanie poprowadzić cię za rękę od designu do frontu, przez zaprojektowanie wszystkiego do celów biznesowych. Idą za tym techniczne procesy i integracje. Prowadzimy też poprzez logistykę i rozstawienie stanowisk do wydruku listów przewozowych. Robiliśmy to też do jednego z naszych klientów. Wydaje mi się, że to jest esencja tego, co my chcemy zrobić, czyli być partnerem dla firmy, która z nami pracuje, nie tylko od strony dostarczania linii kodu, ale od strony szeroko rozumianego e-commerce. Naszą rolą nie jest to, aby mówić naszym klientom, w jaki sposób mają robić biznes. Naszą rolą jest to, aby krytycznie oceniać to, co mają w głowie. Proponować różnego rodzaju innowacje, do których mamy dostęp, bo aktywnie się szkolimy cały czas. Działamy w obszarach związanych z e-commercem.

Jest to zrozumiałe. Fajnie jak ktoś z zewnątrz obiektywnie spojrzy na rzeczy, w których my od lat się kisimy. Nie widać wszystkiego. Nie mamy dostępu do całej wiedzy, jaką specjalistyczna firma czy specjaliści mogą mieć. To jest zawsze wartość dodana. Z mojego punktu widzenia, fajnie brać takie kompleksowe wsparcie. Nie tylko uważać, że wie się lepiej, ale zaufać czasem specjalistom. Tworzy się coś pełnego, funkcjonalnego, a nie tylko wycinek.

Mam pytanie odnośnie tego co lepiej. Wiem, że to zależy. 🙂 Jeżeli miałabym się zdecydować na coś dużego, to jaka jest przewaga, zaleta Magento od platformy stricte dedykowanej? Takiej, którą stworzy zewnętrzna firma programistyczna albo mój zespół programistów.

Myślę, że są dwie kluczowe rzeczy. Pierwsza jest taka, że w wersji bazowej część rzeczy jest zrobiona z e-commerce. Nie trzeba tego robić od zera. To są wszystkie rzeczy związane z obsługą podstawowych bytów takich jak klienci, zamówienia, koszyki. To jest out of the box. Nie trzeba tego pisać od zera. Wydaje mi się, że to jest kluczowa część, ponieważ w tych większych systemach wyprodukowanie samodzielnie podstawowego obszaru w całościowych kosztach nie będzie dominujące. Wydaje mi się, że kluczowa sprawa to brak uzależnienia od konkretnego jednego dostawcy. Nawet podczas naszej rozmowy wspomniałem o kilku agencjach, które tak jak my, rozwijają Magento. Jeżeli z jakiegoś powodu coś z daną agencją się wyczerpuje, czy to z winy agencji, czy z winy klienta, czy strony uznają, że czas na pójście w różne strony, to zawsze można pójść do innej agencji. Wiadomo, że ta druga agencja zacznie od analizy kodu i stwierdzenia, że tamta poprzednia średnio to zrobiła i trzeba wszystko poprawiać. Trochę żartuję. Często się tak zdarza, ale nie zawsze. Zdarzają nam się projekty, które przejmowaliśmy i były naprawdę dobrze zrobione. Wcale nie jest to regułą. Jak ktoś bierze odpowiedzialność za utrzymanie takiego systemu, to musi się z nim zapoznać. Nie ma magii, nie ma możliwości, abyśmy przewidzieli, jak jest zrobiona platforma. Trzeba się z nią zapoznać. Jest taka możliwość. Druga część jest taka, że może tych programistów Magento nie jest bardzo dużo, ale są na rynku. Można dodać własne zespoły u siebie w firmie. Nawet nie tylko po to, aby samemu rozwijać ten e-commerce i nie mieć zewnętrznego dostawcy, ale chociażby po to, aby w świadomy sposób kontrolować i mieć jedną czy dwie osoby, które na co dzień w tym projekcie nie programują albo programują bieżące, drobne rzeczy. One gwarantują ciągłość, gdyby z jakiegoś powodu dostawca wycofał się z kontraktu. Dostęp do wiedzy – budując dedykowane rozwiązania, z natury rzeczy stajemy się zależnymi od dostawcy. Czy to jest wewnętrzny, czy zewnętrzny zespół. Oni będą ekspertem w tym systemie. Przejęcie obsługi czy odbudowa tego systemu przez inną firmę jest dużo trudniejsze. Nie jest niemożliwe. Każdy system jest pisany w jakimś języku programowania. O ile jest dostęp do kodu, to można go przejąć. Jest dużo trudniejszy, bo jest mniej wiedzy.

To jest mój najczęstszy argument, kiedy ktoś się mnie pyta, jaką platformę wybrać czy dedykowaną, czy pójść w Magento. Wiązać się z kimś na lata. Rozwód trudniej jest wziąć. Z doświadczenia wiem, że agencji, która ma przeroby czasowe, żeby przejąć po innej agencji sklep na Magento, też nie jest łatwo. Akurat odbyłam takie poszukiwania. Nie było to takie prostsze. Na pewno byłyby prostsze i bardziej realne, jeżeli mamy pieniądze.

Zdecydowanie. Jeśli ktoś ma w sobie żyłkę hazardzisty i jest w stanie wystawić się na pewne ryzyko, to może szukać deweloperów Magento gdzieś daleko, w rejonach Dalekiego Wschodu. Na przykład w Indiach, gdzie tych firm jest bardzo dużo. Oczywiście są tam bardzo dobre firmy. Są to ogromne agencje, które robią największe sklepy na świecie. Jest bardzo dużo też firm o słabej renomie. Stawki freelancerów stamtąd są dosyć atrakcyjne.

To jest cecha wschodnia. Ceny są atrakcyjne, ale tę żyłkę hazardzisty trzeba mieć. Ja akurat jej nie mam, więc zawsze płacę więcej za wszystko. Czy są projekty, które byś mógł wspomnieć? Takie wasze, którymi się chwalicie? Jakieś przykłady?

Mamy tych projektów trochę zrobionych. Taki projekt, który bardzo lubię. On jest super świeży. Już parę lat pracujemy, ale cały czas się nim opiekujemy i aktualizujemy. Bardzo go lubię. To jest mkfresh.pl. Mk Café. Jest Super Koszyk, z którym cały czas pracujemy. Specjalnie dla Suwałk. Jest Rekman. Z modowych to Mohito, które robiliśmy parę lat temu. Stalgast z B2B, które obsługujemy z polskich firm. Są też tacy klienci, z którymi pracujemy teraz dużo, ale którymi nie mogę się niestety publicznie chwalić. Są to duże międzynarodowe korporacje, które uważają, że jakość usług u nas jest fajna i pracują z nami nad kolejnymi projektami.

Super. Gratuluję. Zapaliła mi się teraz żarówka w głowie. Projekty B2B i Commerce w Polsce są coraz popularniejsze? Nie mam rozeznania w tym temacie. Jak działaliśmy przy Super Koszyku, to ten rynek B2B nie był tak rozwinięty.

Według Forbesa w roku 2020 B2B będą wartością ponad dwukrotnie przekraczającą rynek B2C. Nie jest to może zaskakujące względem samej skali rynku obrotów. Mamy w naszym portfelu projekty, w których dodajesz do koszyka cysterny w panelu, więc wartość takiego koszyka jest liczona w setkach tysięcy lub milionach takich pojedynczych zamówień. Z drugiej strony, to co jest ciekawsze, to cały model dystrybucji się bardzo mocno zmienia. Firmy, które do tej pory miały sieci tradycyjnych dystrybutorów, to zaczynają sprzedawać bezpośrednio zarówno w kanale B2B do swoich końcowych odbiorców, czyli małych sklepów, ale też direct to consumer. Marki, które wcześniej nie miały takiej możliwości, sprzedawały przez tradycyjną sieć sklepów, gdzie nie byli ich właścicielami. Teraz próbują sprzedawać bezpośrednio. W B2B jest to bardzo ciekawy obszar. Jest to rzecz, która może przemówi wielu osobom do wyobraźni. Szacuje się, że około 2020 roku 30% obrotów B2B online będzie pochodziła z Chin. Rzeczywiście ta transformacja cyfrowa przełoży się realnie na gospodarkę. Na pewno online B2B jest bardzo ciekawe. Mamy sporo takich projektów w Polsce, ale też międzynarodowych. Są to dużo bardziej skomplikowane wdrożenia, natomiast Magento zdiagnozowało sytuację i mają dedykowane swoje moduły do obsługi B2B.

Transformacja cyfrowa przełoży się realnie na gospodarkę

Zupełnie zapomniałam o Chinach. Tam to wszystko jest ściągane. Jest to teraz często przez internet. Nie ma co ukrywać, że tutaj wartości zamówień są dużo większe. Cieszy mnie to, bo ogólnie mnie cieszy, kiedy e-commerce się rozwija. Super. Jakby ktoś był zainteresowany wdrożeniem Magento czy rozmową z tobą, a może zatrudnieniem się u was, to gdzie cię szukać? Jak cię znaleźć?

Proszę wysyłać bezpośrednio maila do mnie. Zapraszam do kontaktu. Oczywiście możecie zapoznać się z naszą firmą na stronie orba.pl i orba.co, gdzie są formularze kontaktowe i telefony do naszych biur.

Super. Ja podam maila i linki w notatkach. Do sklepów również. Tobie bardzo dziękuję za super pouczającą mnie rozmowę. Dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy. Będzie mi już łatwiej rekomendować różne rozwiązania w Magento. Rozwiałeś trochę moich wątpliwości. Dziękuje ci za to. Mam nadzieję do zobaczenia na konferencji albo przy okazji. 🙂

Super. Bardzo dziękuje za zaproszenie. W razie dodatkowych pytań jestem do dyspozycji. Pozdrawiam wszystkich. Dziękuje za czas zarówno twój, jak i słuchaczy, którzy zdecydują się na przesłuchanie całego podcastu.

Super. Dzięki. Hej!

Dzięki. Pa!

Zapraszam Cię na rozmowę z Bartoszem Gadzimskim z firmy Zenbox. Będzie o tym co to jest transfer, dlaczego domeny są za 1 zł i jak wybrać serwer? Oczywiście serwer, na którym postawisz swoja stronę internetową lub sklep.

 

 

Na pewno niejednokrotnie stawałeś przed istotnym z wielu względów wyborem: jaki hosting wybrać! Ja od lat nie mam tego problemu, bo jestem zadowolonym klientem jednej z firm hostingowych, ale pamiętam jak kiedyś i mnie ta decyzja dopadła i musiałam jakiś serwer pod swoje blogi wybrać. Nie było to proste zadanie, zwłaszcza, że nie bardzo wiedziałam skąd wziąć informacje o tym jaki transfer potrzebuję, co oznaczają dziwne skróty przy specyfikacji poszczególnych opcji i gdzie to wszystko sprawdzić. A jak wiadomo serwera nie zmieniamy co miesiąc i jest to raczej decyzja na wiele lat.

Ponieważ tak jak pisałam jestem zadowoloną klientką jednej z firm hostingowych, a konkretnie z Zenbox, poprosiłam jej założyciela o wyjaśnienia czym się kierować przy wyborze hostingu, jak sobie z tym wszystkim poradzić i o co chodzi z tą chmurą, czyli hostingiem w chmurze.

Serdecznie zapraszam Cię do posłuchania, niekoniecznie w celu przekonania Cię do przejścia na Zenbox, nie mam w tym żadnego interesu. Po prostu warto coś tam o tych serwerach wiedzieć i wiedzieć też z czym to się wszystko wiąże.

 

Aha! Jeśli chcesz otrzymać 15% zniżki na hosting w Zenbox to zapisując się na mój newsletter otrzymasz nie tylko tą zniżkę, ale także zniżkę na kilka innych ciekawych narzędzi! A zapis na newsletter o tu.

 

jak wybrać serwer?

Jak wybrać firmę hostingową? Na co zwracać uwagę chcąc zakupić domenę i jak wybrać serwer?

Najlepiej o hosting podpytać znajomych albo w Social Media. Wszystkie firmy oferują podobne usługi, różnią się szczegółami. Np. Zenbox chcąc uprościć płatności rozlicza na podstawie ruchu na stronie – unikalnych użytkowników. W przypadku Zenbox także postawiono bardzo mocno na obsługę klienta co osobiście mogę potwierdzić – obsługa błyskawiczna i rewelacyjna!

Czym są tajemnicze skróty takiej jak DNS czy DNSSEC, SSH, CPU itd.? Czy to z pozycji zwykłego blogera czy właściciela sklepu internetowego jest istotne?

 

Są to potrzebne rzeczy, ale one są wypisane w celu zabezpieczenia zarówno użytkownika, jak i hostingodawcy – jeśli coś się zepsuje, strona zaczyna wolniej działać lub wolno działa, to można się do czegoś odnieść. Można sprawdzić czy właściciel strony przekroczył jakieś limity czy z kolei wina leży po stronie hostingodawcy.

Co oznacza transfer, gdy kupujemy hosting?

To po prostu przesyłanie danych po sieci. Zupełnie jak w przypadku telefonów komórkowych, gdy mamy internet. Obecnie oferowany jest bardzo duży więc nie trzeba się tym przejmować. Transfer wykorzystywany jest przy wejściach na stronę – ściągane są dane ze strony – im więcej ludzi odwiedza stronę tym więcej transferu jest wykorzystywane.

Jak często robić kopie zapasowe czyli tzw. backupy?

Kopie zapasowe zwykle tworzy się raz na dobę, jednak w Zenbox backup robiony jest cztery razy dziennie co 6 godzin. Taki backup przechowywany jest 3 miesiące, bo czasem klienci proszą o przywrócenie danych po tak długim czasie.

Bartek odpowiada też na pytania takie jak:

  • Co oznacza hosting w chmurze?
  • Czy można samemu stworzyć stronę internetową – czy można samemu zainstalować stronę na hostingu i jak podpiąć domenę?
  • Jak zadbać o rewelacyjną obsługę klienta?
  • Czy zenbox nadaje się dla sklepów internetowych?
  • Dlaczego domeny kosztują 1zł, a potem przedłużenie jest o wiele droższe?

 

 

Już jakoś te serwery, chmury i inne dziwne rzeczy nie wydają się tak skomplikowane, prawda?. Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania to zadaj je w komentarzu lub od razu skontaktuj się z zenboxem, na pewno chętnie Ci odpowiedzą, nawet jeśli nie jesteś ich klientem.

A jeśli chcesz przetestować sobie zenbox to zapisuj się szybko na mój newsletter tam jest 15% zniżki na ów hosting w chmurze 😀

Jeśli chcesz skontaktować się z Bartkiem to chyba najlepiej przez Linkedin

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

Dziś będzie mocno e-commercowo. Bo o sklepach internetowych. To kolejna część cyklu “Na czym postawić sklep internetowy”. Warto posłuchać jeśli myślisz o własnym sklepie internetowym lub ktoś z Twoich znajomych chce otworzyć e-sklep.

Jeśli słuchałeś pierwszego podcastu z tej serii “Na czym postawić sklep internetowy” to już coś tam wiesz odnośnie tego na co zwracać uwagę, jakie są typy platform e-commerce i jakie platformy są popularne. Ponieważ ja nie jestem wszechwiedząca i wiem co wiem, bardziej od strony użytkownika, a mniej od programistycznej działki to postanowiłam podpytać osoby, które zajmują się wdrażaniem sklepów na poszczególnych platformach.

 

 

Zaczniemy od opensource’owego oprogramowania, a dokładniej od PrestaShop. Maciek Sowa z Waynet odpowie na moje nie zawsze proste pytania. A pytania dotyczyły m.in. tego czym ta presta jest, dlaczego ona, a nie co innego, jakie ma wady (i zalety rzecz jasna też). Ponarzekamy sobie także wspólnie na różne rzeczy, ale ogólnie ten odcinek to mega dawka wiedzy o różnych platformach do sprzedaży internetowej!

A dlaczego Kurczak z Sową rozmawia? Bo ja mam ksywę kurczak, a Maciek ma na nazwisko Sowa – już samo to powinno Cię zachęcić do posłuchania rozmowy 😉

 

 

W innych odcinkach podcastu posłuchasz także o innych platformach e-commerce i jak je wybrać:

PrestaShop to oprogramowanie Open Source, czyli udostępniający swój kod źródłowy, przez co pozwala nieograniczony rozwój sklepu. To także społeczność miłośników tego oprogramowania, którzy wciąż je rozwijają. W polsce ok. 35% sklepów jest postawionych na PrestaShop. Waynet, gdzie pracuje Maciek, jest oficjalnym partnerem Presha Shop w Polsce i ma już ponad 100 zrealizowanych projektów dla klientów z 9 krajów. Więc trzeba przyznać, że doświadczenie w tym temacie mają.

Czy otworzyć sklep na PrestaShop

Pierwszy temat jaki poruszyłam to PrestaShop, a inne platformy e-commerce typu Open Source – czyli Magento i Woocommerce (WordPress) – czym się różnią i dlaczego Presta a nie coś innego.

Czym się różni Presha Shop od Woocommerce?

  • Woocommerce to nakładka na WordPressa czyli na cms do blogów, przez co PrestaShop, która jest od początku tworzona dla sklepów internetowych, oferuje więcej funkcjonalności dla e-commerce,
  • PrestaShop posiada więcej wysokiej jakości modułów, gdyż posiada swój własny marketplace – moduły te przechodzą weryfikację (w Woocommerce wtyczki nie przechodzą takiej weryfikacji),
  • PrestaShop jest o wiele bezpieczniejszym i wydajnym oprogramowaniem.

Czym się różni PrestaShop od Magento?

  • Presta i Magento wykorzystują ten sam język, więc tu różnicy nie ma,
  • jednak na Magento trudno znaleźć developerów, a ich usługi są bardzo drogie,
  • Magento polecane do dużych graczy na rynku e-commerce,
  • instalacja Magento jest bardziej czasochłonna i wymaga większych nakładów finansowych,
  • są dwie wersje Magento: darmowa i płatna. PrestaShop jest całkowicie darmowa (tylko moduły mogą być płatne).

 

Platforma open source (PrestaShop lub Magento), a dedykowana platforma:

  • dedykowane platformy się starzeją, a Magento czy PrestaShop rozwijają ciągle,
  • integracja z systemami zewnętrznymi jest droższa w przypadku dedykowanej platformy, bo zazwyczaj trzeba ją tworzyć od nowa,
  • tworząc platformę dedykowaną wiążesz się z jej twórcą na dłużej, a developerów od PrestaShop czy Magento jest wielu.

Dlaczego programistów Magento jest mało

  • popularność platformy w Polsce jest niska (ok. 6% polskiego e-commerce),
  • zwykle są oparte bardzo duże projekty, których nie ma tak dużo.

Czy warto korzystać z szablonów sklepów na PrestaShop?

  • niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie przy większych projektach – szablony mają pewne ograniczenia i nie zawsze jest
  • możliwość rozbudowania platformy w przypadku użycia szablonu,
  • są dobrym rozwiązaniem na początek lub przy ograniczonym budżecie,
  • szablon ma predefiniowane pewne funkcjonalności,
  • jakość kodu szablonu może być gorsza,
  • szablon ma predefioniowany UX
  • ograniczone możliwości personalizacji sklepu,
  • może być utrudniony kontakt z twórcą szablonu,
  • mogą być braki w zabezpieczeniach sklepu.

Ile trwa wdrożenie sklepu na PrestaShop?

Wdrożenie sklepu na Preście zależy od budżetu, a także od umiejętności developera. Może trwać nawet 42 godziny, ale jeśli wszystko zaczynamy od początku, czyli od ustaleń, po projekt i programowanie to ok. 2 miesiące.

Jak wygląda stworzenie sklepu współpracując z agencją, np. będącą partnerem PrestaShop (na przykładzie Waynet)?

Zwykle najpierw są warsztaty dotyczące oczekiwań klienta, aktualnej sytuacji, konkurencji, typu asortymentu. Na podstawie zebranych informacji przygotowywana jest mapa sklepu z architekturą sklepu, a następnie makietowanie, projektowanie graficznie i po tym programowanie (back end i front end). Po zaprogramowaniu przeprowadzane są testy, jeszcze przed oddaniem sklepu klientowi. Czasem przeprowadzane są badania z klientami sklepu – ilościowe i jakościowe, aby sklep dopasować do ich potrzeb.

Nie byłabym sobą, gdybym nie spytała o wady PrestaShop 🙂

  • do wersji 1.7 nie było żadnego frameworka,
  • wersja 1.7 nie jest jeszcze do końca stabilna,
  • nie jest lekkim oprogramowaniem – należy wziąć pod uwagę ilość produktów, ruch na sklepie i pod to dobrać.

 

 

Ciekawe rozwiązania w e-sklepach na PrestaShop:

personalizacja w sklepie internetowym

No i co, wiesz już czym ta presta jest? Maciek przekonał Ciebie do tego rozwiązania? Ja już trochę więcej wiem, a nawet nie trochę więcej. Przyznaję, że mam małe doświadczenie w pracy na PrestaShop, choć nie zerowe. Kilku klientów miałam na tej platformie. A Ty masz swój sklep internetowy? Na czym stoi? Podzielisz się swoimi doświadczeniami?

Kontakt do Maćka:
Linkedin
strona firmowa Waynet

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

Dziś pierwszy raz od dawien dawna solowy odcinek. To znaczy, że będę mówić tylko ja! Dlaczego taka zmiana. Spokojnie to tylko jednorazowo. Stwierdziłam, że podzielę się z Tobą swoim doświadczeniem odnośnie wyboru systemu do sklepu internetowego. W sumie nawet jeśli nie interesuje Cię sprzedaż internetowa i wybór oprogramowania dla sklepu to i tak workflow decyzji: który system wybrać może się przydać przy wyborze cms-a czy innego systemu.

 

 

W podcaście omówię kilka kwestii:
– jakie rodzaje platform e-commerce mamy i jakie są ich takie główne wady oraz zalety,
– na jakie kwestie zwrócić uwagę decydując na czym postawić sklep internetowy,
– na jakie pytania sobie odpowiedzieć wybierając platformę e-commerce,
– jakie tematy opisać briefując firmy lub programistów tworzących stronę lub sklep internetowy.

Tak naprawdę wybór platformy e-commerce nie jest prostym zadaniem. Nie mam na to prostej odpowiedzi i każdy kto chce pomóc pytającemu nie będzie jej mieć. Wszystko zależy od Twojego budżetu, od Twoich potrzeb i potrzeb klientów, a także od asortymentu jaki sprzedajesz.

 

Pobierz arkusz ułatwiający wybór platformy e-commerce!

Znajdziesz w nim najważniejsze kwestie jakie powinieneś wziąć pod uwagę zastanawiając się na czym postawić sklep internetowy.

 

 

Wybór platformy do sprzedaży internetowej powinien się składać z kilku kroków, które dokładniej omawiam w podcaście:
Krok I – odpowiedz sobie na pytania typu: czego potrzebuję, jaki mam budżet… itp.
Krok II – rozmowa ze specjalistą e-commerce (zapraszam ;)) lub z osobami, które już tą decyzję podjęły,
Krok III – skorzystanie z darmowych okresów próbnych w przypadku gotowych rozwiązań SaaS

W kolejnych odcinkach podcastu będę rozmawiać ze znawcami poszczególnych platform:

 

 

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

Wybór platformy e-commerce

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

KONTAKT

     

    Wysyłając do mnie wiadomość powierzasz mi swoje dane osobowe. Będę dbać o ich bezpieczeństwo i wykorzystam je jedynie do korespondencji z Tobą. Więcej możesz przeczytać w polityce prywatności.