18
Cze
Jak zainteresować klienta Twoim sklepem internetowym

Jak zainteresować klienta Twoim sklepem internetowym?

Zastanawiasz się jak dotrzeć do klienta, gdy dopiero zaczynasz sprzedaż w internecie? Szukasz sposobu jak zainteresować klienta Twoim sklepem internetowym? Jak przekonać go do zakupu w Twoim e-sklepie? To zapraszam do czytania! Z tego artykułu dowiesz się jak zwrócić uwagę klienta oraz jak zachęcić go do zakupu bez konkurowania ceną. Częstym problemem na początku przygody ze sprzedażą internetową jest pozyskanie …

Czytaj więcej0

A co to za nowy serwis ta Quora? To nowe Social Media? A może to jakieś forum? A to po prostu Quora po polsku! Znana wielu w jej anglojęzycznej wersji wreszcie pojawiła się i w naszym języku.

A dlaczego się z tego cieszę i czym jest ta cała Quora usłyszysz od Glorii, która jest Community managerem Quora po polsku.

Tak na wstępie dodam, że Gloria od dawna była bardzo aktywnym użytkownikiem anglojęzycznej wersji Quory i w sumie z nią ją najbardziej kojarzę 🙂

 

 

Jeśli chcesz posłuchać na Yotube:

 

 

Przeczytaj transkrypcję odcinka “Budowanie marki na Quora po polsku” tutaj >>

 

Mi ten serwis trochę przypomina dawne fora internetowe. Piszę, że dawne, bo lata ich świetności już minęły. Pamiętam jak mając tak 17-18 lat siedziałam na nich dniami i nocami. Wymienialiśmy się poglądami na różne tematy, pisaliśmy o wszystkim i o niczym albo polecaliśmy sobie jakieś przepisy na fajne dania. A jak było fajnie to organizowało się spotkania w realu.

“Be Nice, Be Respectful”

Quora to miejsce, w którym możesz zapytać o cokolwiek i uzyskać spersonalizowaną, napisaną specjalnie dla Ciebie odpowiedź. Możesz też sam pomóc innym odpowiadając na ich pytania. Quora to miejsce, w którym możesz też budować markę osobistą oraz nawiązywać relacje.

O tym jakie korzyści płyną z obecności na Quora po polsku, jak można wykorzystać ją do marketingu marki czy budowania relacji biznesowych rozmawiam z Glorią. Zapraszam Cię serdecznie do wysłuchania naszej rozmowy!

Dowiedz się również, dlaczego Quora po polsku nie jest wyłącznie dla marketingowców i co mnie w niej tak pociąga 😉

 

Z podcastu “FO 057 Budowanie marki na Quora po polsku” dowiesz się m.in.:

  • Czym jest Qoura?
  • Dlaczego pojawiła się Quora po polsku?
  • Jaki cel jest Quory?
  • Czym Quora różni się od forum internetowego?
  • Dlaczego na początku wstęp na Quorę był na zaproszenie?
  • Kto buduje polski zespół na Quroa po Polsku?
  • Co robi Community manager na Quorze?
  • Kto tworzy pytania na Quora?
  • Czym Quroa różni się od grup na Facebooku?
  • Do czego służy system ocen odpowiedzi?
  • Jak uatrakcyjniać nasze odpowiedzi aby budować pozytywny wizerunek?
  • Czy na Quorze jest miejsce dla marek?
  • Jak wykorzystać Quroę wizerunkowo?
  • Jak budować markę Startupu?
  • Jaką przyjąć strategię na Quora?
  • Czy można polecać własną firmę lub produkty?
  • Czy można dzielić się linkami do swojej strony czy bloga?
  • Czy można na Quorze określić grupę docelową?
  • Od czego zacząć promocję na Quora?

Jesteś już na Quora po polsku? A może znasz już ten serwis od dawna i korzystasz z niego aktywnie? Widzisz potencjał do budowania marki na Quora po polsku? Daj koniecznie znać w komentarzu 🙂

W podcaście wspominałam o wysłanym przeze mnie w każdy piątek newsletterze z ciekawymi i przydatnymi artykułami, podcastami, filmami. Jeśli też chcesz dostawać takie wiadomości to tutaj możesz się zapisać https://achmielewska.com/po

 

 

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

Jak wykorzystać quora po polsku w biznesie min

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

——————————————————————————

Transkrypcja odcinka Budowanie marki na Quora po polsku

Cześć, cieszę się z naszej rozmowy. Powiedz proszę, dosłownie w dwóch zdaniach coś o sobie, żeby słuchacze mogli lepiej Cię poznać.

Cześć. Dzięki za zaproszenie. Nazywam się Gloria Ziencina-Kawula. Jestem community managerem Quora po polsku. Na co dzień zajmuję się tym, co lubię najbardziej, czyli budowaniem społeczności online.

Poza tym jestem wielką fanką Instagrama i bardzo zaangażowaną użytkowniczką. Z Instagrama też szkolę, doradzam, prowadzę audyty, więc jest to taka moja druga część, gdzie też uwielbiam budować społeczności wokół marek online.

Prywatnie jestem fanką architektury, mojego ukochanego jamnika i koncertów rockowych.

Wow, to ostro. Powiedz, czym jest ta cała Quora?

Quora to platforma pytań i odpowiedzi. Jest to takie miejsce w internecie, gdzie każdy może zadać pytanie na dosłownie każdy temat, który go interesuje. Zadać pytanie o to, jak działa świat, o to, jak działają relacje między ludźmi, jaki program wybrać, jeżeli np. czegoś potrzebuję, prosić o poradę czy po prostu wysłuchać doświadczeń innych ludzi na dany temat.

Miejsce, gdzie piszemy odpowiedzi na te wszystkie pytania, czyli dzielimy się swoimi doświadczeniami, dzielimy się swoją wiedzą. Czy to zawodową, czy tego, czego nauczyliśmy się przy okazji uprawiania jakiegoś hobby.

Mówimy o swoim zainteresowaniach i przez to budujemy w pewien sposób swoją markę osobistą eksperta w danym temacie.

Ok. Czy to nie jest tak, że my pytamy o coś Google i on nam odpowiada?

Często pytamy Google i często w anglojęzycznej wersji Google wyskakują nam właśnie odpowiedzi z Quory. To też nie jest tak, że na wszystkie pytania odpowiedź jest jedna i taka sama. Często jest tak, że na dane pytanie jest kilka różnych podejść, można wyjaśnić na różne sposoby, podając różne porównania.

Dobrze jest przeczytać odpowiedzi i poznać tę wiedzę z wielu różnych perspektyw, czy na przykład właśnie poznać doświadczenia i przeżycia innych osób w danym temacie.

Potwierdzam, że Quora często podpowiada właśnie w Google. Pierwsze pozycje to tak zsumowane są z Quory, jak zadaję jakieś pytania po angielsku, to jest prawda.

Dlaczego dopiero teraz pojawiła się Quora po polsku? Wcześniej kojarzyłam anglojęzyczną wersję i tutaj nagle “Wow, jest po polsku”.

Quora w ogóle wystartowała w 2010 roku w języku angielskim. To był pierwszy język, jeden z najpopularniejszych na świecie, od którego wszystko się zaczęło. Potem zostały wprowadzone kolejne języki, takie jak: hiszpański bardzo popularny, następnie francuska, niemiecka, języki skandynawskie, ale też różne języki z grupy języków hinduskich.

Teraz właśnie wprowadzany na rynek 7 kolejnych języków, w tym właśnie język polski. Myślę, że jest to dosyć popularny język. Jak się popatrzy na świecie to 45 chyba milionów osób mówi w języku polskim, nie tylko tutaj w Polsce. Też emigranci, których mamy na całym świecie i to są też osoby, które myślę, że bardzo chętnie będą korzystać po to, żeby pielęgnować swoje możliwości językowe, czytać w tym języku i móc komunikować się z innymi osobami, ale też po to, żeby być trochę bliżej realiów w Polsce, które są aktualnie.

Myślę, że to jest taka naturalna kolej. Polacy są bardzo chłonni nowości. Uwielbiamy nowinki technologiczne. Bardzo szybko je adaptujemy i bardzo chętnie z nich korzystamy i to jest bardzo dobry pomysł. Dzięki temu będziemy mogli my tutaj, w Polsce, w naszym języku zbudować taką wielką bazę wiedzy i doświadczeń, z którymi będziemy mogli się dzielić, z których będziemy mogli czerpać. Więc ja widzę w tym same korzyści.

Czy to nie jest coś takiego jak forum internetowe? Coś w ten deseń? Jakie są różnice? U nas były popularne fora internetowe, przyszła Nasza Klasa, Facebook. Czy Quore można do tego porównać, a może to jest zupełnie coś innego?

Na pewno jest duża różnica między Quorą a mediami społecznościowymi jako takimi. Ja bym nie porównywała bezpośrednio z Naszą Klasą czy Facebookiem. Chociażby dlatego, że grupy na Facebooku są bardzo ciężko wyszukiwalne. Te wątki wszystkie nam lecą na bieżąco.

Quora z założenia ma być miejscem, w którym ta wiedza jest i będzie zawsze dostępna. Przede wszystkim miejscem, gdzie każda osoba, która zada pytanie, otrzyma dedykowaną, specjalnie dla niej napisaną odpowiedź od osoby, która się zna na danym temacie. Więc to jest bardzo duża wartość w porównaniu z takimi zastanymi źródłami wiedzy, gdzie tak jak wspominałaś, np. w Google, możemy po prostu przeczytać definicję.

Tutaj, ktoś do naszych realiów i do naszych potrzeb specjalnie dopasowuje tę odpowiedź. Fora internetowe znowu są zbudowane trochę w inny sposób na trochę innej zasadzie. Tutaj, myślę, że ogólnie wyszukiwalność i dostępność tych treści jest o wiele łatwiejsza i o wiele wyższa niż na takich stricte forach internetowych.

Przede wszystkim fora internetowe zebrane są z reguły wokół jakiś konkretnych tematów, bardzo wąskich. Tutaj mamy przekrój wiedzy z różnych dziedzin. To od nas zależy, co będziemy obserwować, czego będziemy szukać, na jakich tematach nam zależy i o czym chcemy pisać.

Quora też do tego będzie dostosowywać to, co nam będzie pokazywać i co nam będzie podpowiadać, bo w ten sposób właśnie uczy się o naszej wiedzy i o naszych zainteresowaniach, podsuwając nam to, co najciekawsze. Fora zawsze musimy przekopywać sami w poszukiwaniu tego, co chcielibyśmy tam znaleźć.

Quora z założenia ma być miejscem, w którym ta wiedza jest i będzie dostępna

To prawda, że algorytmy tutaj robią robotę. Pamiętam, jak ktoś wrzucił na Linkedina, że jest Quora po polsku i ktoś tam napisał, że ma 8 wejściówek. Mówię “Jak to?” i potem widzę, że już nie ma tych wejściówek. “O co chodzi?”, “Dlaczego są wejściówki?”

Pamiętam, jak to było z Gmailem, Dropboxem. Tam się prosiło, żeby się dostać. Mówię “Ja nie mam wejściówek, to tam nie idę”, ale sobie weszłam, wypełniłam zgłoszenie i się dostałam. Dlaczego właśnie ograniczyliście dostęp? Na wstęp tak naprawdę ograniczona liczba osób przed oficjalnym uruchomieniem.

Dlaczego zrobiliście taką strategię?

Powiem więcej. Na początku była jeszcze taka fajna mała grupa użytkowników wyselekcjonowanych w fazie testów alfa, czyli zaraz po uruchomieniu platformy. Potem, o czym mówisz, o zaproszeniach, to były zaproszenia już do wersji beta troszeczkę szerszej.

Wynika to wszystko z tego, że cała platforma musiała zostać dostosowana do naszych polskich użytkowników. Każdy aspekt platformy, każde słowo, przycisk, każdy komunikat musiał zostać przetłumaczony. To wszystko musiało się ze sobą zgrywać, pokrywać i dalej zachowywać jakiś ciąg logiczny i zapewnić naszym użytkownikom intuicyjność korzystania.

W związku z tym na samym początku do alfy zaprosiliśmy tylko tych najaktywniejszych użytkowników, którzy korzystali z Quory po angielsku, takich można powiedzieć “wyjadaczy”, którzy doskonale wiedzieli co, jak powinno działać.

Byli w stanie pokazać nam, gdzie są jeszcze jakieś błędy, niedoróbki, że na przykład czasem nie ma jakiejś funkcjonalności jeszcze, w tej fazie alfa pojawiają się komunikaty itd. Więc ten ich wkład był tutaj dla nas bardzo cenny.

Do faz testowych alfa zaprosiliśmy tylko najaktywniejszych użytkowników, którzy korzystali z Quory po angielsku

Na przykład ja nie jestem w stanie przeklikać wszystkiego i przejść każdej ścieżki użytkownika, żeby się upewnić, że wszystko jest tak, jak powinno być. Kiedy już w zasadzie większość błędów została poprawiona, z początkiem października, ruszając z tą wersją beta, każdy z użytkowników otrzymał po 10 zaproszeń, dzięki którym mógł zaprosić swoich znajomych, którzy już korzystali z Quory albo słyszeli o niej, zaprosić właśnie do tych testów.

To już bardziej na zasadzie budowania takich podstaw contentu i zadawania pytań, pisania odpowiedzi, zachęcania ludzi do interakcji. Można powiedzieć, że stworzenia takiego trochę modelowego środowiska tak, żeby te osoby, które teraz, po uruchomieniu wersji publicznej przyjdą, pojawią się na Quorze, mogły się rozejrzeć i zobaczyć jak to działa.

Zobaczyć, jak wyglądają dobrze napisane i pełne odpowiedzi, jak wyglądają fajnie zrobione profile, jak wiele jest już pytań i tematów, do których mogą po prostu dołączyć. Tak, żeby, jak przyjdą, wiedzieć, że coś się dzieje. Przy okazji też, żeby jak najmniej błędów napotykały, bo udało się już je na wcześniejszych fazach wyeliminować.

Tutaj też myślę, fajnie na polskich użytkowników zadziała ta ekskluzywność, bo nawet był gdzieś taki wątek, że właśnie skończyły się zaproszenia. Ja tam się zaoferowałam, że wrzuciłam link, że można tutaj wypełnić formularz i zaraz ktoś mi powiedział “Nie psuj zabawy”. Właśnie chodzi o to, żeby znaleźć teraz osobę, która da mi to zaproszenie. I na tym polega cała zabawa. Mówię: “Okey, super”. Więc to na naszych użytkowników tak też zadziałało.

Myślę, że dzięki temu pojawiło się więcej osób. Mnóstwo tweetów, postów n Facebooku czy Linkedinie z informacjami “Mam zaproszenie” albo “Czy ktoś ma zaproszenie”. Także to też zadziało marketingowo.

Tak. Ja to widziałam. Wszędzie to widzę, tutaj ktoś wrzucił “Już nie mam”, tam ktoś wrzucił, były pytania “Kto ma?”, “Co tutaj się dzieje?”. Dobra, ja czekam, ale jakoś Ty akceptowałaś, przyjmowałaś te zgłoszenia? Czy to jakiś automat?

Nie, nie. W większości ja. Na ogół użytkownicy, którzy właśnie wypełnili to zgłoszenie, podzielili się informacjami ,na czym się znają, w jakich są branżach.

Czy osoby, które miały już profile na tej Quorze anglojęzycznej się wtedy linkowały. Wtedy byliśmy w stanie ocenić też, czy to są osoby, które już korzystały, czy osoby, które faktycznie chcą się wypowiedzieć na jakiś temat. Takie osoby właśnie zostały zaproszone do tej wersji beta.

Mnie się udało.

Jesteś ekspertem.

Jak to się stało, że jesteś tym community managerem? Co w ogóle robisz na tej Quorze? Czy jest jakiś większy zespół w Polsce, czy tylko Ty? Jak to wygląda właśnie od tej strony, której nie widzimy?

Dokładnie dołączyłam, ponieważ znajoma wysłała mi informacje o tym, że chodzą słuchy, że będzie uruchomiana polska wersja językowa, a ja jestem użytkownikiem Quory takim dość aktywnym tej anglojęzycznej wersji od 2015 roku.

Ja tam już ponad 1000 odpowiedzi nawet zdążyłam napisać przez ten czas. Właśnie też dlatego ogarnizowałam w Polsce takie spotkania Quorowiczów, które się odbywają raz do roku, więc byłam mocno w ten temat zaangażowana i zawsze zachęcałam wszystkich, żeby tam przychodzili, bo jest fajnie, można się podzielić wiedzą i zdobyć ją. Jak zobaczyłam, że jest taka oferta i namiar na osobę, z którą trzeba się skontaktować, to stwierdziłam, że co mi szkodzi zapytać. Pewnie nic z tego nie będzie, bo jednak Start-up California i te sprawy.

Bardzo fajnie mi się rozmawiało z moją aktualną managerką, potem rozmawiałam jeszcze z osobą, która zarządza całymi tymi relacjami, zespołem, który dba o relacje z użytkownikami. Postanowili złożyć mi ofertę i tak się wszystko zaczęło. Ku mojemu nadal wielkiemu zaskoczeniu. Ja w ogóle uwielbiam budować rzeczy od początku, więc dla mnie to jest niesamowita przygoda.

Tutaj właśnie zaczynaliśmy od samego początku, bo poczynając od tłumaczenia całej platformy, gdzie oczywiście mieliśmy tłumacza, który pomagał w tym wszystkim, ale jednak jest to osoba, która przekłada z języka na język.

Ja, jako użytkownik, jako osoba, która zna to środowisko, też miałam za zadanie zweryfikować właśnie trafność tych tłumaczeń, komunikatów, które są tłumaczone, bo po prostu znam specyfikę samego narzędzia. Więc to też praca z tą całą lokalizacją produktu. To była też dla mnie nowość i bardzo fajny taki pierwszy etap. Mieliśmy mnóstwo różnych szkoleń, które miały nas przygotować. Do pracy z samym produktem i narzędziami, których po prostu używamy w zespole i do zarządzania zespołem moderacji, który tą moderacją się zajmuje. Ja, jako community manager, mojej mamie zawsze tłumaczę, że ja jestem takim kaowcem. Dbam o atmosferę na imprezie. Tutaj jest troszeczkę podobnie.

W tych początkowych etapach alfy i bety byłam tą osobą, której zadaniem było zebranie jak najwięcej feedbacków od użytkowników. Dopilnować, żeby wszystkie błędy były pozgłaszane, potem nadzorować to, jak one są poprawiane, doprowadzać to wszystko do końca. W międzyczasie dbać też o to, żeby każdy z użytkowników wiedział, co może na tej Quorze zrobić, co działa fajnie, co działa mniej fajnie.

Starałam się każdej osobie wysyłać taką informację ze wskazówkami: jak pisać dobre odpowiedzi, o co trzeba zadbać, czy warto wypełniać swój profil, warto pisać o swoich kwalifikacjach, bo dzięki temu ludzie nam będą zadawać pytania, ale i sam algorytm będzie nam podsyłał pytania, na które możemy się wypowiedzieć.

Więc rząd takich wskazówek, ale też dużym zadaniem i dużą odpowiedzialnością jest to, żeby ci użytkownicy nie tylko założyli konto i żeby zobaczyli, że coś takiego istnieje, ale też, żeby chcieli się zaangażować. Aby chcieli szukać, zadawać pytania, żeby odważyli się wypowiedzieć.

Tutaj trzeba ich też trochę pozachęcać, trzeba im podrzucić jakieś fajne specjalne pytania. Szczególnie na tym samym początku, kiedy ich nie było praktycznie wcale. Do było bardzo ważne, kiedy przychodzili eksperci z różnych dziedzin, czy to marketing, PR, programiści, skan masterzy na przykład. Właśnie, żeby specjalnie znaleźć, wymyślić i przygotować dla nich takie pytanie, gdzie oni mogą się już zacząć angażować. Żeby pokazać im nawet na tym wczesnym etapie już jakąś tam wartość i zadbać o tą aktywność.

Teraz kiedy już wchodzimy w tą fazę publiczną, wiadomo, ten ruch będzie o wiele większy i użytkowników będzie o wiele więcej.

Moim głównym zadaniem będzie tutaj być takim “dobrym duszkiem”, który i będzie tych użytkowników motywował i angażował, ale też przede wszystkim wskazywał im drogę jak nie podpaść moderacji, ponieważ moderacja to jest taka zero jedynkowa bestia.

Tutaj wiadomo, są wszystkie polityki, regulaminy, których trzeba przestrzegać. Natomiast gdy widzę, że coś tam mogłoby być lepiej zrobione albo pojawiają się jakieś praktyki, które na dłuższą metę mogą być szkodliwe albo właśnie, chociażby grozić np. zablokowaniem konta. Moim zadaniem właśnie jest edukacja użytkowników, pokazania im jak działać dobrze.

Czasem zachęcam ich też do cierpliwości, bo niektóre osoby chcą bardzo szybko sobie zbudować, profil, czy markę. Tutaj zdecydowanie cierpliwość i wkład pracy popłaca i tutaj procentuje z czasem. Mówię to na własnym doświadczeniu osoby, która kilka lat faktycznie działała na tej Quorze z całkiem niezłymi efektami.

Cierpliwość, wkład pracy popłaca i procentuje z czasem

Pewnie jak ktoś zna Quorę i ma pomyśleć o Quorze, to myśli właśnie o Tobie. Przynajmniej u mnie to tak wyglądało, więc wcale się nie zdziwiłam, jak Ty mnie powitałaś. Wręcz się ucieszyłam.

Powiedziałaś o tych pytania. Kto je tworzy? Jak ja przyszłam, to te pytania już były. One też się w jakiś sposób pojawiały. Od siebie też jedno pytanie wrzuciłam, ale jak one się pojawiają?

Z reguły pytanie może zadać każdy użytkownik. To tak w zasadzie działa, że użytkownicy zadają pytania. Tutaj zdradzę tak z punktu widzenia marketingowców, piarowców, bo pewnie takie pytanie się też potem pojawi, że największą wartość mają odpowiedzi na takie pytania zadane przez użytkowników.

Wiemy, że ktoś na nie czeka, buduje to pytanie w charakterystyczny dla siebie sposób, w który my czasem nie myślimy, że można tak o to zapytać, a bardzo gdzieś tam chcemy przemycić jakieś informacje. Przede wszystkim te pytania pojawiają się właśnie od aktywnych użytkowników platformy.

Na samiutkim początku na przykład ja, jako community manager, też te pytania podsuwałam i zadawałam. Po to, żeby te osoby nowe, które się pojawiają z fantastycznymi i przeciekawymi tematami jak na przykład dietetyk zwierzęcy, którego mamy na platformie. Dla mnie to jest coś fenomenalnego, ale trzeba mu podesłać jakieś fajne pytania w związku z tym. Spojrzałam na swojego psa i mówię: “Oho. Zaraz się dowiemy czym Cię karmić, jak Cię karmić, co jest ważne w Twoim wieku, jakie suplementy”.

Te pytania po prostu same przychodzą głowy. Dzięki temu ta osoba też już się czuje potrzebna, a przy okazji inni użytkownicy, którzy się tam ocierają o te zwierzęce tematy i zaglądają, też mają fajną wiedzę i to też inspiruje ich do zadawania kolejnych pytań na przykład albo odpowiadania w danym temacie i dzielenia się swoim doświadczeniem, jeżeli je mają. Więc na początku oczywiście ta stymulacja też była w zakresie moich obowiązków, właśnie po to, żeby zachęcać i podsuwać te konwersacje jak na fachowca przystało.

Pomyślałam o tych grupach kocich na Facebooku, na których byłam, z których po prostu uciekłam, bo tam naprawdę strach. Tak jak na grupach matek.

W Polsce to jeszcze nie ma tego i mam nadzieję, że nie będzie, ale czy są takie problemy w innych krajach jak na Facebooku u nas, że faktycznie tam są może i do rozmowy użytkownicy?

Tu nikt nie wchodzi z nikim w starcie, bo każdy ma świadomość, że chodzi o to, aby tej osobie, która zadała pytanie, pokazać podejście do danego tematu z różnych stron

Właśnie nie i to jest piękno Quory. Ja bym ją tam gdzieś plasowała, jeśli chodzi już koniecznie o media społecznościowe, gdzieś tam jednak bliżej takiego może klasy komunikacji Linkedina. Tak jak mówię, całe spektrum tematów. Są osoby, które tam dołączają i albo zadają jakieś pytanie, dostają odpowiedź i fajnie.

Oczywiście jest opcja komentarzy, można coś tam jeszcze dopytać, czy porozmawiać na dany temat, to też się czasem zdarza, ale to są z reguły bardzo merytoryczne i wyważone dyskusje. Jeżeli pojawiają się odpowiedzi na pytania, czasami te pytania są kontrowersyjne, to każdy wypowiada swoją opinię, dzieli się jakimś swoim doświadczeniem, czy wiedzą. Kolejna osoba pisze swoją odpowiedź. Może to być całkiem inna opinia na dany temat.

Teraz tak na dobrą sprawę, nikt nie wchodzi z nikim w starcie, bo każdy ma świadomość, że chodzi o to, żeby tej osobie, która zadała pytanie, czy każdej, która potem przeczyta, pokazać podejście do danego tematu z różnych stron. W tym przypadku, kiedy nie pytamy o jakąś twardą wiedzę typu “Dlaczego słońce świeci”, tylko na przykład “Czy uważacie, że sądy powinny być niezależne od polityki” albo “Czy uważacie, że takie postępowanie wobec bliskich osób jest ok albo nie jest”, “Czy spotkaliście się z czymś takim” albo “Czy macie jakieś inne doświadczenia na dany temat”.

W związku z tym właśnie to jest bardziej nastawione na to, że każdy się dzieli. Mamy też ten system ocen pozytywnych i negatywnych, których w opozycji właśnie do innych mediów społecznościowych nie służy do tego, żeby dać komuś “like” na zasadzie “No super, popieram Twój punkt widzenia”, ale przede wszystkim po to, żeby docenić samą odpowiedź i jej merytorykę, jakość, nawet czytelność tego, czy jest fajnie napisana i sformatowana. Bo możemy docenić swojego oponenta w dyskusji, jeżeli wypowiada się z klasą i merytorycznie i na temat. Nie musimy mu przyznać racji, ale możemy powiedzieć: “Faktycznie, uznaję Twoje argumenty”.

Więc to jest mniej więcej dyskusja na tym poziomie i też o to, na pewno będziemy tutaj bardzo dbać, żeby tak to wyglądało.

Quora ma swoją politykę, po angielsku to się nazywa “Be nice, be respectful”, czyli właśnie “Bądź uprzejmy i szanuj innych użytkowników”. To jest bardzo ważne, żeby do każdego odnosić się z szacunkiem. Więc żadne personalne wycieczki, obelgi. Tego typu rzeczy nie będą akceptowane.

Każdy z użytkowników ma możliwość zgłaszania komentarzy, odpowiedzi, czy nawet pytań, które w jakiś sposób uznaje za ofensywne. Wtedy moderacja się już tym zajmuje i w kontekście całej ten polityki właśnie uprzejmości i szacunku rozpatruje. Jesteśmy dalecy też od publikowania takich treści, czy nawet akceptowania pytań, które już są jakoś negatywnie nastawione same w sobie np. w stosunku do grup etnicznych, mniejszości narodowych, czy ze względu na płeć, czy wyznanie. Takie treści, które w jakiś sposób obrażają te grupy, też nie będą akceptowane.

Tutaj, myślę, że granice będę jasno postawione. Nie chodzi o to, żeby wchodzić ze sobą w konflikt, chodzi o to, żeby dzielić się tym, co mamy do powiedzenia. Przede wszystkim merytoryczną wiedzą na dany temat, a nie dyskutować, czy ktoś ma rację.

Nie chcę powiedzieć, że jestem pesymistką, czy też realistką, ale pojawiają mi się w głowie takie pytania, załóżmy: “Jaki model Samsunga wybrać” i pojawia się 10 tysięcy, nie no przesadzam, ale kilkanaście odpowiedzi “Samsung, Szajsung, tylko iPhone”. Oczywiście to jest z Facebooka, bo tam to jest.

Pytasz się o konkretny komputer danej marki, a dostajesz X odpowiedzi, że to jest w ogóle na śmietnik, tylko jabłko. Stąd moje pytanie się zrodziło.

Rozumiem Twoje obawy. Natomiast tutaj też właśnie a społeczność jest takim weryfikatorem jakości. W momencie, kiedy pojawia się pytanie i odpowiedź na to pytanie, tak naprawdę nie jest żadną odpowiedzią, bo pytam o rodzaj telefonu, tak jak mówisz, na Androidzie, a nie wskakujesz mi tu teraz z iPhonem. Wtedy idzie z reguły na tą ocena negatywna, czyli strzałką w dół.

Ewentualnie, właśnie użytkownik, chociażby ten, który zadał pytanie, może zgłosić taką odpowiedź jako nieodpowiadająca na pytanie i ona zostaje gdzieś tam ukrywana. Takie zachowania mają też wpływ, chociażby na to, jakie są notowania danego profilu i danej osoby. Jeżeli będzie udzielać samych takich odpowiedzi, czy zdawkowych, czy zupełnie nietrafionych, takich forsujących jakiś swój pogląd, który nawet nie do końca był związany z pytaniem. Wtedy odpowiedzi tej osoby też będą się niżej pojawiać.

Ta osoba nie będzie sugerowana jako ekspert w danym temacie, choćby napisała 500 odpowiedzi na temat telefonów, ale każda będzie, właśnie tak jak mówisz. “Zupełnie nie o to chodzi, nie powinieneś tak pytać, tylko ja mam tutaj lepszą odpowiedź na zupełnie inne pytanie”. Na dłuższą metę nie jest to żadna strategia i żaden z użytkowników tego nie doceni. Tutaj właśnie działamy na zasadzie dostarczenia wartości, tej merytoryki, jak największej liczby informacji, którą możemy przekazać, czy podrzucić jakieś przykłady, case study, możemy dodać jakiś film, infografikę do odpowiedzi, żeby ją uatrakcyjnić.

O wiele bardziej opłaca się tworzyć dobre i wartościowe treści.

I to jest promowane, wspierane przez użytkowników i przez samą platformę niż po prostu sianie takich komentarzy jak Ty wspomniałaś. To też jest właśnie różnica między Quorą jako platformą wymiany wiedzy a grupami, gdzie w zasadzie często te pytania są rzucane, mam wrażenie po to, żeby spróbować zaognić sytuację i wywołać jakiś kolejny konflikt. Także nie, to nie to miejsce. Myślę, że zostanie na grupach pewnie na Facebooku.

Co jest jeszcze bardzo istotne? Na to, że działamy pod swoim imieniem i nazwiskiem, więc to jest takie przedłużenie tego, kim jesteśmy, tak jak działamy w innych mediach społecznościowych, więc każdy może np. Ciebie wygooglać i zobaczyć co robisz, zajrzeć na Linkedina, wie, kim jesteś, jeśli będziesz wypowiadać, czy spamować na przykład. Ta opinia się wtedy gdzieś tam ciągnie, więc zdecydowanie lepiej zbudować dobry content i podbudowywać ten swój wizerunek. Te wszystkie osoby, nazwijmy je pieniaczami grupowymi.

Oni bardzo często nie chcą występować pod tymi swoimi imionami i nazwiskami, zupełnie mają zamknięte konta, rzucają gdzieś takie komentarze. Tutaj ważne jest to, że jesteś sobą, podpisujesz się imieniem i nazwiskiem. To też trochę hamuje ludzi mentalnie, że faktycznie, skoro już wyciągam rękę i wypowiadam się publicznie, to też chciałbym być dumny z tego, co mówię. Więc myślę, że to też ma wpływ.

Czy to jest miejsce dla marek? Nie mówię o takiej promocji jak reklama, ale czy w jakiś sposób marketingowo można wykorzystać Quorę? Ja widzę, jako jednoosobowa działalność gospodarcza, jako marka Agata Chmielewska widzę tam potencjał do pomagania innym i faktycznie dzielenia się wiedzą. Tak jak na Linkedinie, budowania tego wizerunku eksperta. Tutaj jak najbardziej to widzę, ale jakość jeszcze marki mogą to wykorzystać?

Czy faktycznie to jest właśnie takie miejsce podobne trochę do Linkedina? Może też nawet jakieś grupy na Facebooku? Nie wiem, bo tam nie jestem zbyt aktywna. Że właśnie przez ludzi do ludzi, to Quora dla biznesu?

W takim bardzo szerokim ujęciu, zaczynając trochę od końca, bo wspomniałaś o reklamach. Reklam w polskiej wersji językowej na pewno na razie nie będzie. One są dostępne na przykład na anglojęzycznej platformie. Tam faktycznie możesz sponsorować posty i działa to tak jak porównywalnie do reklamy np. na Facebooku. To jest taka klasyczna forma.

Natomiast jeśli chodzi o marki, to w przypadku jednoosobowej działalności to jest wiadome. Ty jesteś sama w sobie marką i Ty jesteś też poniekąd produktem, który sprzedajesz.

Dużą zaletą jest to, że budujesz ten swój wizerunek eksperta od razu, pomagając osobom, które potrzebują Twojej wiedzy, to są też Twoi potencjalni klienci. Więc jeżeli oni otrzymują od Ciebie wsparcie, buduje się to zaufanie do Ciebie.

Widać, że wypowiadasz się merytorycznie, że znasz się na tym, co robisz, więc w momencie, kiedy przyjdzie taka sytuacja, że trzeba podjąć jakąś decyzję, wybrać kogoś do współpracy, wielce prawdopodobne, że będziesz na szczycie tej listy, ponieważ już w jakiś sposób ta osoba miała już z Tobą kontakt, ma próbkę tego, co wiesz. Nawet poznała już Twój styl pisania, więc ma jakiś ogląd na to, w jaki sposób się komunikujesz i nazwijmy to kolokwialnie, jest jakaś chemia między Wami, czy ona może po prostu być przy tworzeniu projektu.

Dużą zaletą jest to, że budujesz swój wizerunek eksperta od razu, pomagając osobom,które potrzebują Twojej wiedzy, to są też Twoi potencjalni klienci

Natomiast jeśli chodzi o większe firmy, to ja przez kilka lat działania na Quorze i pracowania w Brand24 też wykorzystywałam to medium w wersji anglojęzycznej do budowania wizerunku marki Startupu.

Po pierwsze, zawsze robimy to z poziomu konta osobistego z imienia i nazwiska, więc jesteśmy prawdziwą osobą z krwi i kości, więc to też działa o wiele lepiej niż nawet gdyby to było możliwe zakładanie konta firmowego, bo human to human, tak? Wolimy budować relacje z innymi ludźmi. To jest jasne.

Druga sprawa, zawsze w BIO swoim na Quorze, czy w swoich kwalifikacjach, możesz wpisać swoje miejsce pracy, firmę, którą reprezentujesz przy tak naprawdę każdej odpowiedzi, którą piszesz. Możesz osobno napisać kwalifikacje. Jeżeli wypowiadasz się na temat zupełnie niezwiązany z firmą, to też możesz tam napisać, dlaczego się wypowiadasz.

Na przykład podróżujesz i wiadomo, że udzielasz odpowiedzi na temat lotów i szukania atrakcyjnych ofert na bilety lotnicze, bo podróżujesz. To też daje od razu zaufanie, że Twoja wypowiedź jest merytoryczna, bo widać, że masz jakieś zaufanie w danym temacie.

Wracając do tych działań firmowych, zawsze, ale to zawsze w takich kwalifikacjach do odpowiedzi, warto podpisywać się tym, że jest się z danej firmy, nawet jeżeli miałabyś polecić konkretne usługi czy konkretny produkt np. za który odpowiadasz.

Z jednej strony, osoba, która to czyta, wie, że “Pracujesz w tej firmie, dlatego to pewnie polecasz”. Możesz pomyśleć, że to tak działa, ale właśnie nie do końca. Po pierwsze, widać, że jesteś uczciwa, że piszesz szczerze. Coś takiego jak marketing szeptany, marketing poleceń tajnych. To w ogóle nie ma racji bytu na Quorze i bardzo szybko jest eliminowane jako spam. Natomiast jeśli to jest merytoryczna odpowiedź osoby, która pracuje w danej firmie, nawet na temat produktu i zawiera jakieś tego produktu, to taka odpowiedź jest uznawana za pomocną.

Tak naprawdę niewiele jest pytań takich stricte o to np. jaki konkretnie produkt, załóżmy do monitorowania mediów, wybrać. Najprościej będzie mi podać na przykładzie. Takich pytań zawsze trochę było na Quorze, ale nie za dużo. Za to było duża masa pytań na temat jak przygotowywać strategię social-mediową, jak działać w kryzysie piarowym, jak przewidywać taki kryzys, jak budować wizerunek marki, jak docierać do klientów i jak dowiadywać się co klienci myślą o naszej marce. Mnóstwo rzeczy, których można Twój produkt, czy Twoją usługę na przykład, którą oferujesz, wykorzystać. Wtedy nieraz te odpowiedzi były pisane po 45 minut, gdzie był zarys całej strategii, gdzie przy okazji tam było wymienione, że oczywiście może fajnie sprawdzą się narzędzia do monitoringu w takiej działalności. Jest ich wiele na rynku, ale oczywiście bym poleciła ten, bo jestem w niego zaangażowana. To, czy ta osoba zdecyduje, czy chce skorzystać, czy nie, to już jest inna kwestia.

Z doświadczenia Ci powiem, że jeżeli faktycznie dowodzisz świetną wartość, jesteś aktywna, budujesz ten wizerunek, to te osoby same chętnie wchodzą na profil, czy sprawdzają, w tym właśnie Twoim opisie,skąd jesteś, jaki produkt Ty jako firma reprezentujesz, bo zbudowałaś to zaufanie i swój wizerunek eksperta. To jest ciężka praca. Ona procentuje dopiero po czasie. Na to też trzeba być przygotowanym.

Natomiast trafiamy dzięki temu do osób, które będą naszymi takimi lojalnymi klientami. Do osób, które wchodzą już w takim dużym zaufaniem do nas i na zupełnie innym poziomie niż osoba, która przyjdzie po prostu z przypadkowej reklamy albo z linka takiego typowo spamowego “Polecam to i to”. Kiedy dostanie pełną informację, zobaczy, że jesteś aktywna, że piszesz w różnych dziedzinach związanych z tym, co robisz, że chętnie się tym dzielisz i współpracujesz.

To faktycznie przynosi benefity na dłuższą metę, więc myślę, że warto zaangażować czas. Stawiać przede wszystkim na jakość, a nie na ilość. Jakość tutaj naprawdę jest najważniejsza.

Jeśli dowodzisz świetną wartość, jesteś aktywna, budujesz wizerunek, to te osoby same chętnie wchodzą na profil i sprawdzają skąd jesteś, jaką firmę reprezentujesz

Tak, jakość, ale to, co mówisz, czas. Zastanawiam się czasem, bo naprawdę mam ochotę napisać odpowiedź, ale to nawet nie chodzi o to, nie ma w mojej głowie myśli “Nie będę dzieliła się za darmo. Absolutnie nie”. Wiesz, ten czas właśnie, żeby jeszcze znaleźć, żeby napisać tę odpowiedź, co powiedziałaś, że czasem nawet tam 40 minut się poświęca cało, żeby napisać taką odpowiedź. To jest trochę czasu.

Jak do tego tematu podejść? Czy jest w ogóle taka opcja, że załóżmy, zagaja się jakiś temat i można odesłać do na przykład swojego wpisu na blogu? Czy to jest już jako spamowanie?

Najważniejsze jest to, żeby w odpowiedzi była odpowiedź na pytanie. Musisz tą odpowiedź dowieść, szerszą bądź węższą. Lepiej, jeżeli ona jest faktycznie trochę dłuższa i wtedy ten użytkownik też trochę zaangażuje się w czytanie samej tej odpowiedzi. Takiego posta blogowego, gdzie np. załączasz listę 50 narzędzi apropo tego,o czym rozmawiamy, możesz podrzucić na końcu jako uzupełnienie dla chętnej osoby. Możesz go dodać nawet w przypisie, bo też jest taka możliwość. Wtedy to też o wiele lepiej działa niż odpowiedź pod tytułem “Tutaj masz link, ja to wszystko opisałam na blogu”. Tak jak w naszym normalnym marketingowym świecie, im więcej kliknięć do celu, tym większa szansa, że zgubimy tego użytkownika.

Tutaj, jeżeli on już zaangażuje tę chwilę, przeczyta tę Twoją odpowiedź, zastanowi się, wtedy i większa szansa, że ten link uzupełniający kliknie albo po prostu wejdzie na Twój profil czy przejdzie do tej strony internetowej. Z doświadczenia więc takie działania, jeśli myślimy marketingowo, czy piarowo, pod kątem np. klienta, budowania jakiejś świadomości marki czy często np. problemów społecznych, chociażby, to warto wpisać sobie takie działania w plan pracy i systematycznie, po troszku, tworzyć ten dobry content. Quora jest też dobrym miejscem, żeby zadawać pytania. O tym nie możemy zapominać.

Quora jest dobrym miejscem do zadawania pytań. Nie zapominajmy o tym!

Wydaje mi się, że marketingowcy najchętniej by tylko pisali, tak jak na blogu, a to jest też dobre miejsce, żeby zadać pytania o to, czego ludzie oczekują, z czym mają problem np. przy budowaniu marki osobistej albo jakie są największe problemy, które natrafiają na współpracy z grafikami albo czego oczekiwaliby od twórcy strony internetowej? Więc to są konkretne pytania, a mamy naprawdę dużo osób z branży bardzo wielu przedsiębiorców, osób ogólnie aktywnych w internecie, więc one chętnie przy okazji, pisząc o swoich rzeczach, odpowiedzą na takie pytania.

Tutaj zbieramy też fajny feedback. Możemy pytać bezpośrednio o nasz produkt albo czasem pojawiają się jakieś pytania porównujące czy o konkurencyjne firmy, gdzie możemy nawet poczytać, czy ktoś tam jest z czegoś zadowolony, czy nie jest zadowolony i wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie.

Czy tak jak na przykład pojawiało się pytanie, jakie newslettery najchętniej czytacie? Więc zadanie takiego pytania to jest nic, jak tylko kopalnia wiedzy o tym, co ludzie lubią w newsletterach, czego nie lubią i co ja mogę wprowadzić np. w swoim newsletterze? Wystarczy tylko takie pytanie podrzucić, dzięki opcji “Zadaj pytanie”. Tam pojawia się też lista osób, która już jest w danych tematach aktywna, więc możemy wysłać taki bezpośredni “request”, takie przywołanie po prośbę o odpowiedź na dane pytanie. Wtedy też jest szansa, że specjaliści od danego tematu czy osoby aktywne w danym temacie już nam fajnie odpowiedzą lub polecą książkę, bo akurat czytają czy jakieś narzędzie albo podzielą się wiedzą na temat błędów przy zakładaniu biznesu, czy obaw młodych przedsiębiorców itd…

To jest fajna funkcja, że z jednej strony budujemy ten swój wizerunek eksperta, ale dzięki temu też będziemy tymi osobami, którymi inni ludzie będą podsyłać pytania. Więc jak już włożymy trochę tej pracy i poświęcimy trochę tych minut na ugruntowanie tej swojej pozycji, to odpada nam część takiego bieżącego wyszukiwania i wymyślania słów kluczowych “Jak by tu mój potencjalny klient mógłby o to zapytać?”, bo te pytania po prostu do nas spływają. Wchodzimy w powiadomienia i po prostu odpowiadamy, dzielimy się tą wiedzą i nakręcamy tą naszą maszynę do budowania wizerunku eksperta dalej.

Ja się uśmiecham, bo to chyba Ty wysłałaś mi właśnie pytanie. Zaznaczyłaś, żebym odpowiedziała o smaku lodów: “Jaki był najgorszy smak lodów”. Może dam kontekst, o co chodzi. Jestem znana z tego, że nawet w zimę jem lody. Bardzo lubię lody i w wakacje, jak jest ciepło, u mnie kawa, lodzik i spacer, hasztag #lodzik to jestem ja. Tak zaczęłam pisać, mówię “nie, on wcale nie był najgorszy”. Nie jadłam najgorszego smaku lodów. Nie miałam odpowiedzi na to pytanie. Zaczęłam tam pisać, że o dyniowym, ale mówię “Ten dyniowy był taki mdły, ale nie był jeszcze taki najgorszy”. Także ja miałam problem, jeśli chodzi o smak lodów. To, co mówisz też, że faktycznie, za inwestycję czasu, ale tak jak sobie przeliczymy ten taki realny czas pracy na etacie, to jest 6 godzin, bo inne rzeczy też się robi.

Załóżmy, że jedna odpowiedź 30 minut to faktycznie mało jest czasu na tą aktywność. Mówię o tych konstruktywnych odpowiedziach, bo już nawet na polskiej wersji faktycznie widzę, że są już te jednozdaniowe, żeby jak najwięcej się pojawić i są mało konstruktywne. To też, o czym mówisz, że nie o to chodzi. Lepiej mniej, a lepiej.

Tak, bo to wtedy też doceniają użytkownicy i oni wtedy chętniej klikają tę ocenę pozytywną. Chętniej piszą komentarz np. z podziękowanie albo wchodzą w tam jeszcze dialog, o coś dopytują, chętniej dzielą się sami takimi odpowiedziami.

Odpowiedzi można też udostępniać na zewnątrz, linkować, czy udostępniać np. do siebie na ten profil, jeżeli coś faktycznie przykuje naszą uwagę i chcemy kogoś docenić. Myślę, że to tak, jak z czytaniem blogów czy śledzeniem kogoś na profilu, na Linkedin na przykład, gdzie oczekujemy od osoby jakiejś merytorycznej wiedzy.

Niech to będzie raz albo dwa razy w tygodniu, ale dostaniemy jakieś fajne mięcho, a nie, żeby mi ta osoba codziennie pisała, że wstała, wypiła kawę i jedzie do pracy. Nie o to chodzi. Tutaj jest podobnie. Część osób pisze krótko. Oczywiście, są takie pytania, na które ciężko jest odpowiedzieć czymś dłuższym. Ja zawsze podziwiam, bo zawsze znajdują się takie osoby, które np. wprowadzają od razu szerszy content, tekst. Albo dzielą się, jakimi case, opowiadają jakąś anegdotę z czymś związaną. To też się fajnie czyta i w sumie nawet sama nie wiesz, kiedy zaczynasz przechodzić z tematu na temat i weszłaś, żeby budować swój wizerunek, a tutaj polecasz najlepszą lodziarnię w swoim mieście.

Takie odpowiedzi też są cenne z punktu widzenia użytkowników. Jeżeli faktycznie pytanie tego wymaga, ta krótka odpowiedź też ma rację bytu. Czasem takie krótsze też są fajne, jak włączasz Quorę i tak chcesz się rozpisać, to zaczynasz od jakiegoś miękkiego tematu, o którym możesz coś powiedzieć, czy wrzucić zdjęcie.

Takie pytania apropo wspomnień z dzieciństwa, ulubionych teleturniejów, czy ulubionego smaku lodów, to jest taka rzecz, gdzie nie chcesz, nie musisz odpowiadać. Takie wezwanie do odpowiedzi też możesz odrzucić. Dzięki temu też algorytm nauczy się, żeby Cię nie sugerować w danym temacie.

Pamiętajmy też o tym, że na początku trzeba go trochę wyszkolić, klikając to, co nam się podoba. Na przykład dając te oceny pozytywne, pod odpowiedziami, które doceniamy, czy obserwując tematy, które nas interesują i wtedy sobie to też troszeczkę profilując. Więc to, co będziesz widzieć na dłuższą metę, w tym głównym feedzie, czy właśnie te zapytania, które będziesz otrzymywać, to też zależy od tej aktywności. Warto ją na jakimś tam poziomie utrzymywać. Najlepiej gdzieś w kalendarz sobie wpisać, jeżeli chcemy systematycznie działać, mamy plan. Wpisać sobie w kalendarz te pół godzinki na przykład. Może to być jedne pół godzinki będziemy szukać pytań, a jutro sobie na nie odpowiemy.

Nie zawsze jest flow do pisania. Wiem też, jak to wygląda z tej perspektywy. Czasem czytanie innych osób inspiruje nas do zadania np. pytań albo poruszenie jakiegoś innego tematu, czy poszukiwania pytań, na które mogłabym odpowiedzieć w tym kontekście. To wciąga. Trzeba uważać.

Na pewno. Zwłaszcza jeżeli się jest w jakimś temacie, który w jakiś sposób Cię angażuje. Na razie siedziałam faktycznie tylko w tych marketingowych, a chyba też się troszeczkę tak bojąc wchodzić w inne tematyki, bo faktycznie, jeżeli czymś się interesujemy, to możemy przepaść.

Powiedz mi jeszcze, czy jakoś można określić grupę docelową dla firm, osób, które tam są? Różne zainteresowania, bo różne tematy są poruszane, ale raczej tam nie będzie pani Krysi z sekretariatu, choć teraz to w sumie nie wiem. Czy macie sprofilowane, że faktycznie można polecać kanał marketingowy Quorę, to określając właśnie potencjał dla kogo?

Bardzo ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie w kontekście stricte polskiej Quory, ponieważ ona dopiero powstaje. Dopiero ruszyliśmy z wersją publiczną, ci użytkownicy dopiero przychodzą, te tematy się dopiero rozwijają. Więc jest jeszcze za wcześniej, żeby mówić, w którą stronę to tak konkretnie idzie.

Natomiast, patrząc na taką światową populację Quorian użytkowników Quory. Właśnie ktoś mnie jakiś czas temu określił Quorianką i tak w sumie “Oo, fajnie”. Jest to jakaś inna planeta trochę. Więc czemu nie? Natomiast patrząc szerzej po użytkownikach Quory jako takiej w różnych językach, bardzo dużo osób, które tam są, są skupione wokół tematów biznesowych, startupowych, przedsiębiorczości, IT. Bardzo dużo osób zajmuje się tematami podróżami, turystyki, wszelkich pobocznych rzeczy z tym związanych.

Bardzo popularnymi tematami są tematy lifestylowe, życie, relacje międzyludzkie, relacje romantyczne. Bardzo dużo pytań też tej sfery życia się pojawia i ludzie intensywnie o tym rozmawiają.

Dużo jest tu osób, które skupione są wokół tematów biznesowych, startupowych, przedsiębiorczości, IT. Duże grono zajmuje się również tematami podróży, turystyki, lifestylu, życia, relacji międzyludzkich

Patrząc z mojego punktu widzenia, z tych paru lat doświadczenia pracy na Quorze dla Startupu, to zdecydowanie widziałam, że te wszystkie produkty, które mają dość niski próg wejścia, czyli wszelkiego rodzaju SaaS-y, aplikacje na strony internetowe, gdzie wystarczy przejść na tę stronę, wpisać e-maila i tak naprawdę jesteśmy już w jakimś produkcie demo.

One mają o wiele większą szansę na taką szybką konwersję. I faktycznie nam to w Brand24 bardzo dobrze działało. Z tego, co widzę, ludzie, którzy zajmują się innymi SaaS-ami, też sobie to chwalili. Natomiast zawsze ciężej będzie wielkim firmom, które piszą np. oprogramowania dla klientów. Za olbrzymie pieniądze. Gdzie ten klient zdarza się 1-2 razy do roku, ale mówimy już o ogromnych kwotach.

Quora nie będzie najlepszym miejscem, żeby je jako tako szybko konwertować, ale może być świetnym miejscem, żeby badać np. potrzeby, ale też, żeby poszukiwać ekspertów. Możemy też znaleźć taką osobę, która się wypowiada na dane tematy, widzimy, że jest ekspertem i możemy chcieć ją np. wciągnąć do siebie do firmy albo zaprosić jako gościa do podcastu, bo zna się na danym temacie. Może poprosić o artykuł gościnny albo gdzieś tam współpracować, więc to też jest źródło poszukiwania ekspertów i ludzi, z którymi możemy współpracować. Więc można to trochę tak wykorzystać.

Natomiast tutaj przez to budowanie marki osobistej jesteśmy w stanie gdzieś tam zaistnieć w świadomości innych osób. Tak jak mówię, po jakimś czasie, w momencie, kiedy przyjdzie ten etap wyboru osoby, z którą chcemy współpracować, czy produktu, to gdzieś tam już jesteśmy i to świta. Wiadomo, że ten ktoś się zna, że ta firma jest fajna, bo ludzie, którzy w jej imieniu, czy mając w swoim BIO wpisaną jako pracownicy, widać, że się znają na temacie i ona też jest godna zaufania. Tak tą w tą stronę bardziej działa.

Na pewno nie jest to miejsce stricte do wrzucania i polecania produktów. E-commercom na pewno będzie trudno. Chyba że mówimy o tematach typu, który e-commerce, który sklep internetowy ma najlepszą obsługę klienta. Wtedy możemy np. pochwalić się tym, co ludzie o nas piszą, wrzucić screeny, (53), gdzie ludzie nas chwalą, za co nas chwalą i że faktycznie się staramy, a mieliśmy taki kryzys, a rozwiązaliśmy go tak. To będzie fajna merytoryczna odpowiedź, która pokaże też innym jak się zachować w danej sytuacji. Pokaże, że my jako dana marka i dany sklep, który sprzedaje produkty, dbamy bardzo o klienta, więc jak ktoś będzie potrzebował kosiarki, chociażby, to może przyjdzie do nas, bo my mamy fajną obsługę klienta. Możemy też dzielić się wiedzą, kiedy kosić trawę, a kiedy nie kosić albo jaką odmianę zasiać. Nie na zasadzie “Co kupić komuś na prezent na Mikołaja?”. Nie wskakujemy tam z linkiem “Kup naszą kosiarkę, bo jest najlepsza. Tutaj jest link do sklepu”. No nie. To już jest spam.

Właśnie tak o tych pieskach mówiłaś, o dietetyku zwierzęcym, jeżeli jest taka społeczność tam, to jako ekspert występując, ale faktycznie nawet nie tyle polecając tylko nasze produkty, ile ogólnie się udzielając tam.

Albo załóżmy moja pani weterynarz, super to brzmi, myślę, że ona zbudowała markę też na grupach na Facebooku jako fajnej osoby. Najpierw, że ludzie ją kojarzyli, a że jest fajna, to faktycznie teraz jest polecana i do niej są kolejki. Mój kot tylko do niej chce chodzić.

Coś w tym jest. Ja na przykład nie do końca miałam świadomość, że istnieją osoby, które zajmują się tylko i wyłącznie dietami dla zwierząt.

Też nie wiedziałam.

Teraz na przykład wiem, że mogę z taką osobą skonsultować wyniki badań swojego starutkiego już jamnika. Biorąc pod uwagę jakieś wszelkie niedyspozycje i choroby, pomóc mu być zdrowym w sile wieku. To jest też fajna opcja. Widzisz, tu już zadziałało to. Taka podstawowa edukacyjna rzecz, że Ty w ogóle wiesz, że są takie możliwości.

Wiesz, że możesz dalej zadziałać w tym kierunku. Jeżeli będę chciała i będę potrzebowała, to pewnie albo będę szukać takiej osoby, jeżeli chcę bardzo to zrobić face to face gdzieś w okolicy. Lub po po prostu skontaktuję się internetowo właśnie z tą osobą, bo udziela fajnych odpowiedzi. Mnie też już odpowiedziała na parę pytań.

Właśnie odpowiedział, pan dietetyk. Wiem więc, że w razie czego faktycznie mogę się udać po taką fachową pomoc. Czyli tutaj już to zadziałało. Budowanie tej silnej świadomości marki, budowania świadomości tych potrzeb. Do tej pory nie miałam tej potrzeby, a teraz się faktycznie nad tym zastanawiam. Czyli to już zadziałało na mnie, mimo że jestem odporna jako marketingowiec. Przynajmniej mi się tak wydawało.

Widzisz, jak na to nie spojrzysz, to jest fajne miejsce, które łączy ludzi, którzy faktycznie się na czymś znają. Przede wszystkim mają pasje, bo trzeba chcieć się dzielić tą wiedzą. Trzeba dojść do tego momentu, że rozumiemy, że dzielenie się naszą wiedzą i doświadczeniem to nie jest oddawanie komuś know-how za darmo. Z czym też mam wrażenie, trochę w Polsce walczymy. Widzę, że to naprawdę przynosi rewelacyjne benefity. Właśnie warto jest się tą wiedzą, podzielić.

Mimo wszystko każdy będzie potrzebował spersonalizowanej porady. Takiej stricte, biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności, ale zawsze też w rozmowie 1 na 1 możemy więcej powiedzieć. Nie wszystko musimy pisać publicznie np. na temat swojego nowego biznesu.

Mimo że te odpowiedzi na Quorze są szyte na miarę i gdzieś tam nakręcamy swój content, dostajemy odpowiedź od eksperta szytą dla nas na miarę, to jeżeli będziemy chcieli szczegółowo z kimś porozmawiać, nie tyle, w co zainwestować, ile “Słuchaj mam tyle i tyle. Zastanawiam się między tym a tym”. To już pewnie pójdziemy na ten kanał komunikacji prywatnej.

W związku z tym wchodzimy też z kimś we współpracę. Wiemy, że ten ktoś faktycznie się zna, że obszernie linkuje do jakiś tam ważnych źródeł albo na przykład przy okazji fajnie tłumaczy. Więc wiem, że jak pójdę na spotkanie na przykład z taką osobą, która zajmuje się inwestycjami, to nie będę tam siedzieć jak jakaś zielona i nie będę rozumieć nic, bo przeczytałam parę odpowiedzi i widzę, że ten ktoś mówi normalnym językiem na ten temat.

To jest fajnie, że łączy się takie osoby, które na czymś się znają i chcą o tym porozmawiać

To jest fajne, że właśnie łączy się takie osoby, które się na czymś znają i chcą o tym rozmawiać, czują tą pasję, w tym, co robią. Myślę, że to jest dobre miejsce dla spotykania się takich pasjonatów. Mam nadzieję, że to się też przeniesie w taki świat prawdziwy, offlinowy. Bo to jest najfajniejsze, kiedy z tego offline wychodzimy do online. Gdzieś się spotykamy i robimy razem fajne rzeczy.

Dlatego też mnie tak bardzo cieszyło, kiedy organizowałam te spotkania użytkowników Quory w Polsce. Raz do roku Quora ogłasza taki World Meetup Week. Generalnie chętni mogli takie spotkania organizować. Pomyślałam “Fajnie, czemu nie?”. Nic to w zasadzie nie kosztuje, ogłaszamy, spotykamy się gdzieś tam na piwo czy na śniadanie, Quora przesyła nam jakieś fajne gadżety i rozmawiamy o tym właśnie, co robimy, co tam na tej Quorze nam działa. Pamiętam też na pierwszym spotkaniu, gdzie było dużo osób ze startupów, ale były też osoby, które totalnie hobbystycznie korzystały z Quory. Dla mnie to było wtedy “Jak to?”. Dla mnie to zawsze było mocno marketingowo.

Teraz sama widzę, że to hobbystycznie i to poszerzanie horyzontów. W ten sposób to jest bardzo fajna rzeczy i satysfakcjonująca. Ale właśnie też, że ludzie się spotykają, rozmawiają ze sobą: “No nie mów, Wy się tym zajmujecie? A my się w firmie zastanawialiśmy, kto nam to zrobi. To wymieńmy się kontaktami”. To łączy ludzi, pozwala się im jakoś poznać i nawiązać jakieś relacje. Więc nie tylko, chowając się jakoś za tym profilem. To jest też fajne.

Jeżeli ja jako marka, niekoniecznie osobista, ale może jakiś startup albo brand, od czego zacząć? Nigdy mnie nie było na Quorze. Chcę spróbować, chcę poznać. Jak zrobić pierwszy krok?

Przede wszystkim wejść na stronę pl.quora.com i założyć swój profil. Wpisać swoje imię i nazwisko, dodać zdjęcie i wypełnić swój profil. Wypełnić to znaczy, warto napisać krótkie BIO, gdzie możemy napisać o sobie. Co lubimy, czym się interesujemy albo czego szukamy.

Można tam nawet wrzucić zdjęcie albo gifa, albo do wideo, jeżeli mamy taką ochotę. Po prawej stronie naszego profilu mamy opcję, która nazywa się “Kwalifikacje”. Tam piszemy od miejsca, w którym mieszkamy po to, jakie mamy wykształcenie i tematy, które nas interesują i na których się znamy.

Czasem się nie doceniamy, ale naprawdę każdy z nas ma tematy, na których się zna. Może to się nam wydawać błahą rzeczą, ale gwarantuję, że jest masa osób, które chciałyby w tym temacie wiedzieć tyle, co my i będą takiej wiedzy potrzebować. Więc warto się chwilę zastanowić i wybrać kilka tematów, takich, na których się faktycznie znamy.

A potem? Potem faktycznie skorzystać z wyszukiwarki i poszukać tematu. Zresztą Quora na samym początku przy pierwszym wejściu też zawsze nas zapyta o to, co nas tam interesuje. Aby mniej więcej tę podstawę treści, które nam pokaże, właśnie wybadać i przeanalizować.

Potem w tej wyszukiwarce możemy zacząć powolutku szperać. Będą nam się pojawiały tematy, możemy sobie zaobserwować cały temat np. marketing albo startup lub zupełnie coś innego np. finanse. Wtedy, w tym naszym głównym feedzie, będą nam się pojawiać pytania i odpowiedzi nowe, które się w danym temacie pojawiły. Także będziemy z tą tematyką w miarę na bieżąco.

Możemy wpisywać słowa kluczowe w wyszukiwarce, szukać pytań, na które może byśmy chcieli odpowiedzieć. Lub po prostu rozejrzeć się na początku czy ludzie o takie rzeczy pytają albo skorzystać z przycisku “zadaj pytanie” i zadać swoje pierwsze pytanie. Jeżeli będzie ono bardzo podobne do pytania, które już jest, to nam się tam pojawi odpowiednia informacja i wtedy możemy sobie na to pytanie przejść. Jeśli zadajemy nowe pytanie, to po prostu je zadajemy.

Tutaj taką ważną wskazówką jest to, żeby do tego pytania w następnym kroku dodać tematy, które to pytanie opisują. Na przykład, jeżeli pytamy o to, jakie są metody utrzymania naszego klienta i zapobiegania jego odejściu, to wybieramy tematy tj.: biznes, obsługa klienta.

Czasem niektóre nazwy są anglojęzyczne i nie mamy polskich odpowiedników, więc one się też tam pojawią, czy np. relacje z klientem. Dzięki tym tematom, osoby, które je obserwują, bo się znają czy chcą się z tą wiedzą zapoznać, one dostają to w tym swoim feedzie. W związku z tym mamy od razu mamy zapewnioną dystrybucję takiego pytania i wiemy, że ono trafi to osób z danej branży i większa szansa jest na to, że ktoś nam na nie odpowie.

Jeżeli nie damy żadnego tematu, to jest szansa, że to pytanie pod stertą innych może przepaść, dopóki ktoś nie użyje jakiegoś słowa kluczowego, czy po prostu nie będzie takiego pytania wyszukiwał. Trzeci krok przy zadawaniu pytania jest właśnie to, że możemy już w odpowiedzi wezwać konkretne osoby. Tam już nam się zaczynają pojawiać osoby, które były w danych tematach aktywne. Przy nich też od razu wyświetla nam się krótki opis ich kwalifikacji, których najczęściej używają właśnie pisząc w danym temacie.

Może się zdarzyć, że Ty możesz wyskoczyć w tematach związanych z podcastem jako osoba, która ma w tym doświadczenie i jak będę pytać o mikrofon do podcastów, to prawdopodobnie mnie Ciebie zasugeruje.

Z drugiej strony będziesz też sugerowana w innych tematach związanych np. z budowaniem marki, czy z marketingiem. Bo gdzieś tam napiszesz, że prowadzisz taką i taką firmę, albo zajmujesz się tym i tym od iluś lat. Wtedy chętnie wyślą do Ciebie takie zapytanie. Warto z tych wszystkich kroków przy zadawaniu pytań korzystać, żeby jak najszybciej tę odpowiedź uzyskać.

Tak naprawdę, czytając odpowiedzi, zawsze zachęcam do tego, żeby dawać tą strzałeczkę w górę, tą ocenę pozytywną, jeżeli faktycznie się czegoś dowiedzieliśmy, jak ta odpowiedź jest dobrze napisana i to doceniamy. Nas to nic nie kosztuje, a to sprawia niesamowitą satysfakcję osobie, która poświęciła dużo czasu na to pytanie. Zrozumiemy to pewnie trochę później już jako twórcy, ale krótkoterminowy dla nas bonus jest taki, że w ten sposób uczymy algorytm. Fajne treści w tym temacie będą nam częściej pokazywane. Nie można być tutaj sknerą, trzeba tę strzałkę w górę klikać i uczyć w tej sposób Quorę o tym, co nas interesuje i doceniać innych użytkowników po to, żeby oni chętniej doceniali nasze odpowiedzi. Gwarantuję, że to jest taka chwila, żeby wypełnić ten swój profil i zacząć się rozglądać. Potem to tak trochę wciąga.

Czasem wciąga w tą stronę, że zaczynasz czytać o planetach, o Plutonie, o ciemnej materii, chociaż się nie spodziewałaś tego po sobie albo o odżywianiu zwierząt. Dzięki temu, że śledzisz te tematy, które Cię interesują, zawsze jesteś też na bieżąco z tym, co się dzieje. Jako że się pojawia dużo takich pytań związanych z tym, co się dzieje na świecie, co się dzieje w Polsce z bieżącymi wydarzeniami, opiniami ludzi albo opiniami “Jaki efekt to przyniesie” np. jak są jakieś nowe regulacje, jeśli chodzi o przedsiębiorców, czy zmiany w wypłatach: jak to będzie miało wpływ na zmiany działalność gospodarczą, “Jak myślicie, jak sobie poradzić z tym jako przedsiębiorca”.

Dużo jest takich bieżących spraw, gdzie możemy też zobaczyć jak bezpośrednio ludzie, których to dotyczy, na to reagują, jakie wnioski wyciągają. Teraz jest koniec roku, więc np. na anglojęzycznej Quorze będą się pojawiały pytania o podsumowanie roku albo trendy na przyszły rok. To też jest dobre miejsce, żeby o to zapytać. Takie bieżące rzeczy też, poza tą wiedzą, która jest zawsze aktualna.

Problem też jest w tym, że nie chcemy się dzielić. Nie, że nie chcemy, tylko musimy się nauczyć dawać tą łapkę w górę, czy tam tę strzałkę w górę tutaj, żeby faktycznie dziękować. To nam nic nie zabiera, a może dać innemu.

Chyba też taka otwartość, wyjście do ludzi i bycie aktywnym pod tym kątem, żeby się dzielić wiedzą. Żeby pokazać, że nie możemy tylko pomóc, a też możemy coś sami dla siebie z tego tortu zjeść. To też fajne.

Tak, trzymając się tej bańki naszej PR, marketing, social media, to można to trochę porównać do takiego dobrego networkingu, który mamy przy okazji konferencji. Gdzie możemy z kimś, faktycznie z np. CEO firmy porozmawiać, podpytać.

Oni naprawdę chętnie odpowiadają na pytania, a też to jest w ogóle większy komfort, bo możesz na nie odpowiedzieć wtedy, kiedy masz na to czas. Możesz się na tym skupić, a nie kiedy ktoś tam Ci przesyła e-maila z jakimś pytaniem, a Ty jesteś w trakcie pracy.

Jest też większa szansa, że taką odpowiedź otrzymamy. Mam nadzieję z czasem, że faktycznie będziemy mieć na polskiej Quorze osoby, które wszyscy podziwiamy bardzo i szanujemy. Nie tylko w tej naszej marketingowej branży, ale w ogóle.

Na świecie np. na anglojęzycznej Quorze, sam Barack Obama odpowiadał na pytania użytkowników, czy Elon Musk, czy Guy Kawasaki. Myślę, że za jakiś czas to też będzie fajna możliwość, że takie osoby, czy w dedykowanych sesjach pytań i odpowiedzi, chociażby, będą bardziej dostępne i będzie można im jakieś pytanie zadać.

Największa wartość to jest ta bieżąca wymiana wiedzy i doświadczeń. Ta wiedza też nam się zmienia, ewoluuje. Więc to, że tematy są aktualizowane, cały czas nowe osoby dołączają, cały czas pojawiają się jakieś nowe spojrzenia, czy bardziej aktualne informacje.

Pozwala to budować pod pytaniami całą historię dla danego tematu. To też jest czasem fajnie przejrzeć, jak to się wszystko zmienia w perspektywie czasu.

Trzymam kciuki. Będę tam aktywna. Teraz jeszcze bardziej, bo po naszej rozmowie czuję zobligowana, zobowiązana.

Liczę na Ciebie.

Jeszcze teraz bardziej. Rozchodzi się tylko o czas, a faktycznie ja jestem z tych, co by chciało dużo robić, dzielić się wiedzą i też właśnie sobie do tego podeszłam, że dodałam w pasku przeglądarki, że jest sobie odnośnik, żeby tak jak brzuszek pajacyka klikać. Żeby systematycznie chociaż jedną odpowiedź dawać i faktycznie w jakiś sposób tworzyć teraz Quore w Polsce.

Ja mam przynajmniej poczucie takie, że coś tworzę. Odrzucam już to budowanie marki osobistej, czy coś takiego, tylko tym, że tworzę to. Jakaś moja cegiełka tam będzie.

Zdecydowanie. Teraz są tworzone te podwaliny, ten fundament, więc warto wziąć w tym udział i być elementem tej Quory i tego wszystkiego jak to się rozwija i powstaje. Możesz też korzystać z aplikacji mobilnej na przykład. Gdzieś nawet jak stoisz w kasie w sklepie przeglądać i dodawać sobie pytania do “Odpowiedz później”.

Także potem jak siedzisz przy komputerze, będziesz mogła sobie w nie wejść. Są takie triki, które trochę ułatwiają zarządzanie tym wszystkim. Też nie chodzi o to, żeby tonąć i odpływać, tylko żeby też właśnie ten content zbierać, przeglądać, wybierać. Faktycznie, zdobywać to, na czym nam zależy.

Dodam jeszcze swój trick. Jak się ma aplikację mobilną, to bierze się telefon, na klawiaturze klika i się mówi do tego telefonu. Jak się ma iPhone, to w Iphonie nawet jak mówisz kropka, to jest napisana kropka.

W Androidzie tego chyba jeszcze nie ma, ale też cudnie naprawdę wszystko poprawnie jest zapisane. Można też, jeżeli ktoś woli mówić, dodawać odpowiedź głosową. Telefony to transkrybują, tylko wiadomo, trzeba przeczytać, bo inaczej mówimy, inaczej piszemy. Więc żeby to miało chociaż trochę składu i ładu, to fajnie sobie to jeszcze przeczytać, ewentualnie skorygować.

To jest świetna wskazówka i na pewno pozwoli zaoszczędzić czas. Potem tylko tak, jak mówisz. Rzucić okiem czy to jest poprawnie napisane, czy to jest też czytelne, żeby to nie był blok tekstu zlany. Tak jak na blogu. Jak tekst jest ładnie sformatowany, to po prostu chce się go czytać, a chcemy, żeby innym użytkownikom chciało się pisać to, co piszemy.

Dokładnie. Super. Bardzo Ci dziękuję. Trzymam kciuki i będę pomagać tworzyć Quorę. Na pewno będę też obserwowała, jak to idzie dalej. Oczywiście podlinkuję też do Twojego Instagrama i do profilu na Quorze, jeśli ktoś miałby pytania, to będzie mógł uderzać. Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję, że do spotkania na żywo na jakimś evencie Quory.

Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi było miło. Mam nadzieję, że się zobaczymy niedługo. Przede wszystkim do zobaczenia na Quorze z Tobą i ze słuchaczami mam nadzieję też.

Trzymaj się, dzięki. Pa!

Dzięki!

17
Gru
Podsumowanie 2019 r. w e-commerce i trendy na 2020

Podsumowanie 2019 r. w e-commerce i trendy na 2020

Pora na podsumowanie roku 2019 i trendy w e-commerce na 2020. W końcu to taki czas podsumowań i planów. Poznaj zatem wypowiedzi ekspertów z branży e-commerce i co najważniejsze: praktyków 🙂 Nim przejdziemy do konkretu to chciałam wszystkim, którzy pomogli mi stworzyć to podsumowanie. Zrodziło mi się ono w głowie nagle, a że nie jestem alfą i omegą (betą też …

Czytaj więcej8
3
Lis
jak wdrożyć omnichannel

Jak wdrożyć omnichannel w e-commerce?

Na czym polega omnichannel, o którym tyle ostatnio słychać? Czy to tylko nowy trend, a może konieczność? Jak wdrożyć omnichannel w e-commerce? O tym możesz przeczytać w E-commerce w Praktyce, którego głównym tematem jest Strategia omnichannelowa. W tym wpisie przeczytasz wszystkie najważniejsze kwestie związane z tym czym jest omnichannel, a także: jak wdrożyć omnichannel do strategii biznesowej dlaczego powinieneś wdrożyć …

Czytaj więcej0

To już 3. rok RODO. Czemu 3.? No, bo rok przed straszono nas RODO, rok wejścia RODO to wiadomo, że rok RODO, a teraz mamy rok po RODO. No trochę paniki z tym RODO było i mnie ona też dotknęła, toć RODO to RODO no nie? 😉
A tak całkiem serio i przechodząc do tematu podcastu, czyli zgadnij czego 😉 pomyślałam, że przypomnę wam przypomnę, że RODO wiecznie żywe jest i trzeba się z nim zaprzyjaźnić, bo uciec raczej nie uciekniemy. O tym jak wygląda świat ponad rok po wdrożeniu RODO rozmawiam z Tomaszem Palakiem, który pomaga firmom w tym temacie.

Przeczytaj transkrypcję odcinka “I co to RODO dało? Czy jest czego się bać?” tutaj >>

Podczas nagrania słychać było miasto, ale mam nadzieję, że to nie będzie Ci przeszkadzać w słuchaniu naszej rozmowy, bo naprawdę warto!

 

 

W odcinku “I co to RODO dało? Czy jest czego się bać?” mówimy o:

  • Co zmieniło RODO?
  • Czy wdrożenie RODO sprawiło, że nasze dane są lepiej chronione?
  • Można ufać gotowcom i szablonom dokumentów RODO?
  • Czy panika związana z RODO jest uzasadniona?
  • Czy wymagane są checkboxy przy zapisie do newslettera – czyli zgody na marketing i kontakt?
  • Jak się mają polskie ustawy: ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną i ustawa związana z prawem telekomunikacyjnym do RODO?
  • O czym należy pamiętać mając dane klientów?
  • Czy jeśli nasze dane osobowe wypłyną to dowiemy się tego?
  • Jakie informacje należy przekazywać klientom odnośnie przetwarzania ich danych osobowych?
  • Czy RODO wymaga dokumentacji?
  • Jakich dokumentów wymaga RODO?
  • O co chodzi z przenoszeniem danych osobowych klientów i czego to dotyczy?
  • Czy były już kontrole RODO?
  • Jakie były kary RODO w Polsce?
  • Jak znaleźć kompetentnego prawnika od RODO?
  • Czy konieczne są na stronach okienka z informacją o plikach cookies?
  • Czy RODO wymaga polityki prywatności na stronie internetowej?
  • Czym jest rozporządzenie e-privacy?
  • Czy w RODO coś się zmieniło od jego wejścia w życie?

Jedni mówią RODO srodo, inni RODO jak rodeo, a ja mówię – RODO trochę nabroiło, ale i wiele dobrego zrobiło. Po pierwsze uporządkowało pewne sprawy, po drugie zwiększyło świadomość ludzi o tym, że powinni dbać o swoje dane osobowe, a po trzecie – firmy zaczęły do ochrony danych osobowych podchodzić poważniej.

 

Nie mówię, że RODO mnie nie wkurza czasem, bo wkurza. Ale dużo rzeczy nas wkurza, a musimy je zaakceptować 😉 Dbajmy o dane osobowe, bo naprawdę cyberprzestępczość nabiera na mocy, zresztą nie tylko w Internecie nasze dane są świetnym kąskiem do różnych przekrętów.

Niebawem opublikuję rozmowę z Piotrkiem Koniecznym o zagrożeniach jakie na nas czyhają więc bądź czujny. A tymczasem odsyłam Cię do cyklu Tomka RODO jak rodeo, gdzie dowiesz się jeszcze więcej na temat tego rozporządzenia.
Pamiętaj, dzieląc się linkiem do tego odcinka z innymi robisz dobry uczynek – dobra treść niesie się dalej!
Trzymaj się, pa!

 

 

Linki

Tomasz Palak w sieci

Strona internetowa tomaszpalak.pl
Tomasz Palak na Linkedin
Tomasz Palak na Facebooku

 

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

co to rodo dało

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

——————————————————————————

Transkrypcja odcinka I co to RODO dało? Czy jest czego się bać?

Cześć Tomku, powiedz co dobrego u Ciebie?

Wszystko w porządku, cieszę się bardzo, że będzie okazja sobie porozmawiać o aspektach prawnych.

RODO, to jest taki temat, którym cała Polska żyje. Nie wiem jak inne kraje.

Jesteś chyba już ostatnią z atłasów, która nie zniechęciła się jeszcze do RODO.

Miałam trochę z tym przyjemności i czytałam o tym dużo i pisałam artykuły, ale teraz wciąż tak naprawdę jestem zielona w tym temacie i jest jeszcze tyle niewiadomych dla mnie, mimo że faktycznie czytałam tą ustawę, myślałam, że rozumiem, wdrażałam też, tak wiesz, nie jako prawnik, tylko mówiłam klientom co powinni zrobić, ale cały czas jest fajny ten temat. Nim przejdziemy powiedz w kilku zdaniach coś o sobie. Jeżeli ktoś Cię nie zna, to będzie miał taki background.

Jasne. Jestem Tomek Palak. Jestem radcą prawnym, prowadzę bloga o „finezyjnej” nazwie TomaszPalak.pl [śmiech]. Na tym blogu opowiadam o tym jak prawo, a Internet mogą sobie pomagać, a niekoniecznie przeszkadzać, tak jak wielu osobom się wydaje. Blog jest czytany nie tylko przeze mnie, ale przez stosunkowo sporo osób, więc chyba się to podoba. Zdarza mi się być chwalonym za to, że właśnie te trudne aspekty prawnicze w przejrzysty sposób przekazuję. Dużo też występuję, szkolę, no bo właśnie i lubię i potrafię to prawo ułatwiać.

Tak, ja bardzo mocno Cię kojarzę właśnie z RODO, bo miałeś nawet taką serię chyba 3 lata jeszcze przed wejściem RODO.

Tak, zanim to było modne.

Właśnie i to już w sumie 3 rok mamy rok RODO, bo przed wdrożeniem, wdrożenie i teraz już rok po. Twoim zdaniem to powiedz mi, czy coś się zmieniło? Tak namacalnie. Czy możemy powiedzieć, że na przykład faktycznie nasze dane są lepiej chronione, czy też jest jakieś lepsze podejście przedsiębiorców do tego, czy to po prostu taki szał, nowa młoda?

Wiesz co, przede wszystkim tak poza prawem na pewno zmieniło się to, że przez tą panikę, przez ten łatwo zapamiętywalny skrót, w ogóle temat jest znany. Doszło do tego, że ludzie rzeczywiście zastanawiają się co się dzieje z ich własnymi danymi osobowymi. Już wcześniej mieli możliwość zapytać się firmy: „a co się dzieje z moimi danymi?”, ale kto tam trzy lata temu w praktyce to robił, żeby zapytać, dowiadywać się, a z drugiej strony, gdyby takie pytania zadać trzy lata temu, to w większości firmy byłaby odpowiedź, że nie mam pojęcia, sam nie wiem.

Z drugiej strony, już tak bardziej przechodząc prawnie, też uważam, że się zmieniło, bo firmy przynajmniej dowiedziały się, że mogą się tego pytania spodziewać, być na nie przygotowanym i co najmniej zastanawiać się z lepszym lub gorszym skutkiem, po prostu zaczęli się interesować w swoich działalnościach obrotem danych osobowych. A ci, którzy zrobili to jak należy, zrobili to, aby sami wiedzieć jak to należy prowadzić i umieć reagować.

Obserwuję to RODO tak naprawdę mocno nie różni się od tego wcześniejszego GIODO, tam trzeba było tylko papierki zrobić i z tego co widzę, kupowało się szablony, wypełniało i wystarczyło to mieć, a teraz jest już takie zainteresowanie typu: Co to jest? Co to oznacza? Po co mi to?

Tak, często te poprzednie regulacje były bardziej wymagające w wielu miejscach, często były w ogóle nie przystające do realiów, bo bardzo się skupiały na środkach przy pomocy, których trzeba było chronić te dane. Tam była nawet historia na ile kluczyków trzeba segregatory zamykać itd. A teraz coraz częściej firmy nie mają już żadnych segregatorów i żadnych kluczyków, więc w RODO też trochę chodziło o to, żeby tak bardzo nie skupiać się na środkach, żeby te środki sobie przedsiębiorca sam wykombinował i też właśnie dlatego, że sam musiał wykombinować bez żadnych gotowców, musiał sobie przeprowadzić rachunek sumienia, czy ja tego nie trzymam za długo, czy to odpowiednio przechowuję, a jak już zrobił ten rachunek sumienia to warto było to gdzieś spapierzyć.

Kluczowe jednak byłoby to zastanowienie się i zwrócenie uwagi na to, że to nie jest jednak taka bagatelna rzecz. W międzyczasie RODO wspomogło kilku afer typu Cambridge Analytica, gdzie też jakby temat danych osobowych nagle się okazał nie taki banalny, więc ja uważam, że RODO + Cambridge Analytica zdecydowanie w porównaniu ze stanem, nie powiem rok temu, bo rok temu to już było, ale tak półtorej roku temu, to jest znacznie większa świadomość, a ta świadomość u tych, którzy mają takie obowiązki przekłada się jednak na jakieś tam formy wdrożenia, a u tych, którzy nie mają obowiązków, przekłada się na najprostsze rzeczy, że jak dzwoni telemarketer potrafią go bardziej „spławić”.

A gdybyś jeszcze rozwinął temat Cambridge Analytica, bo nie każdy musi wiedzieć, to chodziło o to, że Facebook sprzedawał dane osobowe, tak?

Doszło do tego, że dane z Facebooka trafiły do firmy zewnętrznej, rzekomo bez zgody i wiedzy Facebooka, w co mało kto wierzy, a z pewnością bez zgody i wiedzy tych osób, których dane przeszły w ten sposób. Te dane były wykorzystywane były do robienia takich modeli psychologicznych, gdzie na podstawie tych profili te osoby były targetowane odpowiedniego rodzaju reklamami. Personalizowane, dopasowane do konkretnych osób reklamy. Dużo się o tym mówi, ja osobiście prywatnie w to wierzę, że te dane też stały za tym, że dobrze poszło w kampaniach Donaldowi Trumpowi i brexitowcą.

Ok. To jest fajny temat jak jesteśmy manipulowani w Internecie i w sumie tak naprawdę nasze dane osobowe są dla każdego na wyciągnięcie ręki i czasem wystarczy po prostu mieć umiejętności włamywania się na różne konta, a czasem po prostu pieniądze, albo to i to, to już w ogóle jest super. [śmiech]

[śmiech] To już jest najlepszy mix dla tego kogoś, kto chciałby manipulować. Tak, świadomość była nieduża, nadal nie jest jakaś ogromna, ale teraz świadomość wzrosła, a przez ten brak świadomości ludzie powierzali swoje dane różnym podmiotom, co najmniej nazwijmy to – podejrzanym. Dawały na przykład dostęp do mikrofonu aplikacjom, które służyły do obróbki zdjęć itd.

Dochodziło, więc do sytuacji takich, gdzie absolutnie bezmyślnie sami sobie to robiliśmy, nie zdając sobie z tego niejednokrotnie sprawy, a w międzyczasie trochę również przy pomocy RODO i wynikających z niego zasad, np. w kontekście tej aplikacji byłoby to Privacy By Default, z której wynika, że obowiązkiem jest zbierać te dane, które są potrzebne lub umieć uzasadnić że są potrzebne i właśnie chociażby z takich powodów zostało to posprzątane.

Pamiętam nawet, że miesiąc, czy dwa miesiące temu dostałem komunikat od Google, że ze sklepu Google wylecą wszystkie aplikacje, które nie mają uzasadnione dlaczego o każdą z poszczególnych rzeczy proszą. Faktycznie zrobili czystki, dzieje się to gdzieś w tle, ale jednak to RODO się przydaje.

Super. A z Twojego punktu widzenia osoby, która zna się na temacie, czy ta ogromna panika odnośnie RODO i te absurdy, które się działy, które w Internecie można było czy to przeczytać, czy też jakieś to żarty były. Tych absurdów trochę się pojawiało. Jak Ty na to patrzyłeś? Czy rzeczywiście to było takie straszne dlatego wszyscy panikowali, bo to było tak przedstawione, jakby rzeczywiście tego 25, czy 26 miała jakaś katastrofa nastąpić. [śmiech]

Kary za RODO mogą być duże, bo górne widełki dotyczą takich firm jak Google czy Facebook

Wiesz co, bo po prostu byli tacy, którym się opłacało mówić, że to będzie katastrofa i skalować temat, że kary mogą być duże. Te kary, zawsze to mówię na szkoleniach czy gdzieś wypowiadając się, te kary mogą być duże, ale górne widełki dotyczą raczej Google, Facebooka, natomiast po prostu byli tacy, którzy wywietrzyli swoją szansę, zaczęli straszyć tym RODO, a jednocześnie żerować na tym, że rzeczywiście ludzie oczekiwali wzorów, w związku z tym pojawiły się jakieś średniej jakości gotowce, a w RODO, tak jak mówiliśmy na samym początku, nie chodziło o to, żeby zrobić sobie parę gotowców, a pojawiły się gotowce, książki, które nie specjalnie pomagały, więc te kary z jednej strony robiły wrażenie, z drugiej strony byli jeszcze tacy, którzy jak to się mówi „podbijali bębenek”, z trzeciej strony pomimo, że na to były dwa lata to wszyscy się obudzili w maju i po prostu działo się dużo i to się wszystko nakładało.

To co ja prywatnie miałem w ostatnie tygodnie przed wejściem to była masakra, bo ja w zasadzie co chwilę odpowiadałem różnym osobom na te same pytania. Chciałem pomóc i dawałem z siebie wszystko, potem musiałem wyjechać na tydzień, bo nie mogłem już na to patrzeć.

W zasadzie nie było jednoznacznych komunikatów, jednego spójnego miejsca, w związku z czym ta panika narastała i zadając pytanie można było się spotkać z różnymi odpowiedziami w zależności od tego co kto sobie ubzdurał (mówią wprost), co sobie ktoś wyczytał, albo co sobie ktoś nawet uważał, że mu się opłaca, bo czasem odpowiedź na pytanie czy coś mi jest potrzebne, brzmiała „tak”, a w tle stało „kup to coś ode mnie”.

Tak. Wczoraj rozmawiałam z Niebezpiecznikiem – Piotrkiem Koniecznym. Też w sumie o kilku rzeczach myślałam, że są obowiązkowe, a tu się okazuje, że nie są obowiązkowe, tylko ja coś gdzieś „łyknęłam”, przeczytałam i zaczęłam w to wierzyć. Wydaje mi się, że wciąż nie ma tego zrozumienia odnośnie RODO, zabrakło tej edukacji.

Nie było z tym najlepiej. Tutaj pochwalę Niebezpiecznik – Piotra i jego ekipę. Czytam ich regularnie, nie tylko dlatego, że to są dobre wpisy, ale przede wszystkim ze względu na własne bezpieczeństwo i to jest bardzo dobry pomysł, aby być regularnym czytelnikiem Niebezpiecznika.

Świetną też robili robotę zadając kilka pytań do organów i zmuszając ich do interwencji. Potem, po jakimś czasie obowiązywania RODO zrobili taki artykuł, ile tak naprawdę było zgłoszeń, ile naruszeń, to też było ciekawe, więc Niebezpiecznik tu fajną robotę robi. Tutaj nie Niebezpiecznik miałem na myśli mówiąc o tym, że ludzie próbują coś swojego na tym RODO ugrać, Niebezpiecznik po prostu fajnie się zachowuje i zachęcam, żeby tam zaglądać.

Tak, my dwie godziny rozmawialiśmy w sumie.

Chętnie posłucham.

[śmiech] Dam Ci znać. Myślałam, że jak faktycznie będzie wyciek danych osobowych to ta firma, od której te dane wyciekną ma obowiązek poinformować, że dane wyciekły. Niebezpiecznik mnie uświadomił, że jeżeli to są rzeczywiście jakieś takie istotne dane, ale to czy to jest istotne, niebezpieczne to decyduje o tym ta firma, od której te dane wypłynęły. O istotności, o bezpieczeństwie.

Pojawia się tam taki temat: „ryzyko naruszenia praw lub wolności osób”, więc trzeba ewentualnie zrobić wycenę, czy istnieje takie ryzyko i patrzymy, czy rzeczywiście to następuje, warto się wesprzeć kimś zewnętrznym i dzięki temu dojdziemy do wniosku, że na przykład zginął komputer, ale nie jest w stanie nikt się do niego dostać, albo zginął komputer, ale tam są imiona nazwiska i nic więcej.

Piotrek to argumentował na przykładzie artykułów i firm, o których oni pisali. Faktycznie gdyby oni tego nie opisali, to by tak naprawdę to nie wyszło i to jest ciekawe. Wyszłam z założenia, że odkąd to RODO weszło to słyszy się coraz częściej w Internecie, czy u nich się czyta o jakiś wyciekach danych i on mi uświadomił. My o tym piszemy, ale ktoś kto nas nie czyta, niekoniecznie musi o tym wiedzieć, bo zwykle firma nawet o tym nie wie.

Poza tym dotąd nie było wprost takiego obowiązku przyznania się i teraz to jest dobra zmiana z RODO, że narzuca się tę konieczność, więc Niebezpiecznik czuwa, pewnie go też czytelnicy o tym informują. Natomiast to też wynika z tego, że Niebezpiecznik się fajnie rozrasta, bo jest o czym pisać, ponieważ jest obowiązek przyznania się.

Faktycznie, tak jak już wspomniałam, nasze dane są na wyciągnięcie ręki i mam wrażenie, że ludzie sobie nie zdają z tego sprawy. Nawet prowadząc sprzedaż, sklep internetowy to są tam takie dane, ludzie potrafią zapisywać karty kredytowe. Czy to jest bezpieczne czy nie, nie wiem, nie znam się, ale dla swojego spokojnego snu nie zapisuję już wszystkiego. Nie ma tego zrozumienia, są prowadzone jakieś rejestry, czy muszą być checkboxy przy zapisie do newslettera czy nie? Rzeczywiście ja się spotkałam z podejściami, że muszą być, że nie muszą być i tak naprawdę sama nie wiem.

Tu rzeczywiście mało kto wie, każdy trochę inaczej do tego podchodzi, bo niezależnie od tego, że istnieje RODO, które powinno ten temat wyczyścić, to jeszcze równolegle z tym istnieją nadal polskie ustawy, które swoje zdanie na ten temat mają. To jest ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną, albo ustawa „Prawo telekomunikacyjne” i one wymagają zgody na informację marketingową, na używanie tzw. urządzeń końcowych, co sprowadza się najczęściej do telefonu, komputera. Sprowadza się to całe do tego, czy te zgody się nawzajem pokrywają.

Niektórzy twierdzą, że tak, inni, że nie. Ci bardziej rygorystyczni twierdzą, że trzeba mieć zgodę z jednej ustawy, zgodę z RODO i zgodę z drugiej. Inni mówią, że nie trzeba mieć zgody, że to się pokrywa, że to jest bezsensu, zróbmy jedną, albo zróbmy dwie. Dlatego właśnie tutaj jest ta wątpliwość w zakresie liczby tych checkboxów. Jest też taka szkoła, która mówi, że wyrażenie zgody na otrzymywanie newslettera może nastąpić po prostu poprzez sam fakt, że ktoś wpisał maila i kliknął OK i że nie trzeba w ogóle checkboxować. To jest w mojej ocenie dość bliskie duchowi RODO, bo tam jest często powiedziane, że da się osiągnąć zgodę tylko przez to, że ktoś dokona jakiejś czynności, to oczywiście trzeba móc udowodnić, ale na przykład kiedy on się wpisuje i jest to tzw. Double-Opt-In, czyli jeszcze potem klika w maila, że zgadza się otrzymywać newsletter, tym samym to jest jedyna metoda, żeby ten adres mailowy trafił na listę, więc to chyba można uznać, że klikający się zgodził.

Tutaj jednak mówię „chyba”, bo szkoły są różne, my prawnicy nabijamy się z tego. Jeszcze na studiach słysząc sformułowanie „spór w doktrynie” to znaczy, że są dwaj prawnicy i trzy opinie, to jest niestety taka sytuacja. Prawnik byłby w stanie sam z sobą się pokłócić, gdyby bardzo chciał, a wszystko wynika z tego, że te polskie ustawy jakby wtrącają się w paradę z RODO.

Szkoły na temat checkboxów są różne. Jedni twierdzą, że są potrzebne 3 zgody, inni w ogóle nie używają checkboxów

Prawnicy nie wiedzą, dlaczego więc prawnicy muszą to interpretować, a nie osoby, które te ustawy tworzą? Dlaczego to jest taki absurd? Powinna być jakaś interpretacja od tego, skąd to wychodzi.

Pozwolisz, że sprostuję – prawnicy nie, że nie wiedzą, ale każdy uważa inaczej, bo są różne szkoły. Odpowiadając jednak na główną część Twojego pytania to prędzej, czy później pojawi się jakaś jednoznaczna interpretacja, czy to sądu, czy urzędu ochrony danych. To jednak będzie później niż prędzej i na razie żyjemy w oczekiwaniu.

Jestem ciekawa co dalej będzie, bo tak jak mówisz, samo Double-Opt-In i ktoś wpisze Twój adres mailowy to i tak ty go musisz potwierdzić.

No to go nie otrzyma, prawda?

Faktycznie. Odchodząc już od tego RODO, chociaż nie wiem czy się da, bo to jest jednak mocno powiązane z bezpieczeństwem w sieci i ogólnie z ochroną danych osobowych i prowadzeniem biznesu. O czym jeszcze powinniśmy pamiętać oprócz tych okienek, checkboxów, o czym pamiętać prowadząc sklep internetowy i mając dane użytkowników, klientów?

Tutaj tak naprawdę to się dzieli na dwa obszary: ten, który klient widzi i którego nie widzi, w uproszczeniu. Jeśli chodzi o ten, który widzi, klient powinien móc się dowiedzieć jak te jego dane są obrabiane, jeśli mogę to tak brutalnie nazwać, czyli jakiś dokument polityki prywatności, fragment regulaminu, oczywiście odpowiednie treści zgód na te polityki, newslettery. Na przykład treści checkboxów.

I jest jeszcze druga warstwa, która prawdopodobnie została pominięta wśród tych, którzy wdrażali RODO na szybko. To, co działa gdzieś w środku, czyli jak te dane między działami w firmie przechodzą, jakie są wdrożone w tym zakresie procedury, kto ma te dane, jak długo trzymać, kto ma do nich dostęp, czyli krótko mówiąc taka dokumentacja wewnętrzna. To jest drugi aspekt, gdzie RODO nie oczekuje opierania się na jakiś wzorach, chociaż nie mówię, że jeśli ktoś z jakiegoś wzoru skorzystał to jest złe, ale tak na 99% to nie jest wzór z RODO, bo w RODO nie ma wzorów.

Warto jednak byłoby poruszyć takie aspekty, o których wspomniałem, w szczególności kto ma dostęp do danych, komu ma prawo przekazać i na jakich warunkach. To są takie pytania, które warto sobie zadać, a potem gdzieś to sformalizować w formie jakiś dokumentów i w razie gdy klient o to zapyta, aby udzielić mu odpowiedzi, a tym bardziej jeśli (odpukać) odwiedzi nas kontrola.

RODO nie ma konkretnych wzorów. Warto poruszyć aspekty takie jak: osoby, które mają dostęp do danych, komu mogą je przekazać i na jakich warunkach

RODO przecież mówi, że nie trzeba mieć papierków. To GIODO wymagało papierki.

Papierki ja to nazwałem umownie, ale to może być w formie elektronicznej, jeśli o to chodzi. Natomiast, jeśli nie spiszemy sobie kto ma dostęp do czego tylko będzie to „na gębę” to raczej się nie uda. Przyjdzie pięciu nowych pracowników i nikt nic znów nie będzie wiedział.

To trochę było zaczepne z mojej strony pytanie, bo spotkałam się z takim sformułowaniem, że RODO nie wymaga papierologii i jest mniej rygorystyczny, bo w RODO są takie dwa dokumenty, które warto mieć, czyli takie rejestry przetwarzania danych osobowych. To co powiedziałeś, jeśli nie spiszemy to nie będziemy wiedzieli. Z mojej obserwacji wynika jednak, że jak ktoś usłyszał, że nie trzeba mieć to już sobie odpuścił. Miałam taki przypadek z życia, gdzie pomagałam małemu sklepowi dostosować na tyle ile mogłam, nie będąc prawnikiem te różne zabezpieczenia. Oni nie rozumieli, po co mają spisywać niektóre rzeczy. Powiedziałam: „żebyście mieli, gdy ktoś się spyta, żebyście wiedzieli, zawsze można zajrzeć do tego”.

Tak, to jest pewne minimum, bo teraz powiem z własnego doświadczenia – widzę jak panika opadła, to zgłaszają się do mnie firmy i chcą teraz na spokojnie zrobić to, co trzeba było zrobić już dawno. Przychodzą i mówią: „OK, udało nam się obronić przed tą datą wprowadzenia RODO, jakoś to przypudrowaliśmy, zrobiliśmy na pałę, żeby to jakoś wyglądało, a teraz zróbmy to tak jak trzeba, pomału i od początku do końca”, więc ja mam niejednokrotnie usługę pt. “OK, zdrap puder i zróbmy to jeszcze raz”, albo niestety teraz bardzo częstą usługę pt. „Zrobił nam to jakiś oszołom, albo zrobiliśmy na wzorach i trzeba nam to odkręcić”.

Doskonale wiem o co chodzi. Teraz mi przyszło do głowy takie pytanie – w RODO jest coś takiego, że możemy jako konsumenci przyjść do jednej firmy i powiedzieć: „Przekażcie moje dane kolejnej firmie” to tak w wielkim skrócie. Czy to też działa w sklepach internetowych, że ja przychodzę do sklepu A i proszę o przeniesienie danych do sklepu B? Czy już popłynęłam fantazją?

Nie, wydaje mi się, że możemy się tego pytania spodziewać. Pewnie znalazłyby się wyjątki dla konkretnych sklepów, ale zasadniczo pewnie o to w tym chodzi, że ta osoba może sobie przerzucić te dane w jakiś taki znormalizowany sposób i stosunkowo wygodny w zasadzie w każdych okolicznościach.

Robota przerzucenia danych, czyli założenie konta jest przerzucana na sklep?

Niekoniecznie. Założenie tylko na przykład wysłania w PDF tych danych, które ma, czyli przeklejenie z PDF to dalej Twoja robota. Zejdę trochę ze sklepu internetowego, bo to są takie historie, że jeżeli zmieniasz ubezpieczyciela z jednego na drugiego i trzeba sprawdzić historię Twojej wypadkowości, albo bezwypadkowości, albo jeśli chcesz przejść z jednego operatora telefonu komórkowego do drugiego i potrzebny jest do tego biling to też o takie kwestie chodzi.

Najczęściej jednak w praktyce, to nie jest tak, że ktoś tego żąda na złość, tylko po prostu w tych sytuacjach nie są to takie podstawowe dane. Jeśli chodzi o adres i numer telefonu, to raczej bardziej będzie się opłacało wpisać to od zera, chyba że na złość któremuś sklepowi. Mogą to być aspekty głębsze, widziałem kiedyś takie przeniesienia np. w branży medycznej, że ktoś zmienia przychodnię i cała historia choroby musi tam przejść. To są takie głównie problemy.

To wtedy nie może być płatne?

Nie.

Pytam, bo kiedyś też była taka możliwość, ale ja jednak kiedyś za przeniesienie z przychodni do drugiej musiałam zapłacić. Były już jakieś kontrole, o których słyszałeś? O jednej osobiście słyszałam, ale to nie była moja branża. Czy są czasem masowe kontrole?

Kontrolami się jednak ludzie nie chwalą, bardziej jednak karami. Słyszałaś o karach?

Tak, o jednej.

W Polsce były dwie kary dotyczące RODO. W Unii było ich 120

W Polsce były dwie. Jedna za niewypełnienie obowiązku informacyjnego, czyli za niepoinformowanie ludzi, że się trzyma ich dane i obraca nimi. Natomiast jest to kara kontrowersyjna, bo urząd twierdził, że trzeba wysłać listy fizyczne do tysięcy, milionów osób. Tamta firma, która tego nie dokonała też się powoływała na przepis, który jest w RODO, że jeżeli wiąże się to z niewspółmiernymi kosztami to nie trzeba. Oni, więc uznali, że to są niewspółmierne koszty i cała kara rozbijała się o to, czy te koszty są współmierne czy niewspółmierne, w związku z tym od tej kary się odwołano i jeszcze nie jest ostateczna, uznana za dość kontrowersyjną w środowisku tych co się RODO zajmują.

I druga za kontrowersyjną nie była uznana i bardziej chętnie się o niej opowiada. Związek Piłki Nożnej na stronie internetowej miał dane sędziów piłkarskich włącznie z PESELami i adresami, więc niepotrzebnie absolutnie i za to dostali karę, ale pomimo zwrócenia uwagi nic z tym jeszcze nie zrobili. To są dwa przykłady kar, które nastąpiły w Polsce. Dużo nastąpiło w Unii, zauważyłem, że zapomina się o tym, że RODO jest w Unii. W całej Unii już tych kar jest koło 120. Najwięcej w Niemczech, bo jakże by inaczej.

Nasi zachodni sąsiedzi jak zwykle są dość rygorystyczni, ale to są kary np. w Austrii za zbyt duży obszar monitoringu fizycznego, w sensie kamer, czyli kręcenie czegoś, co nie jest potrzebne. Na Węgrzech, w Rumunii i w Bułgarii dostali kary za to co w praktyce w Polsce się nadal zdarza i czekam aż ta kara padnie, czyli że podaję w banku numer telefonu w sprawie wzięcia kredyty, a wydzwaniają na ten numer zupełnie z czymś innym. Tak samo z mailem.

Gdzieś na Cyprze bodajże zrobili tak, że na zdjęciu osoby prowadzonej do więzienia dało się rozpoznać policjantów. W Belgii kandydat na burmistrza w jakimś niedużym miasteczku zaczął spamować: „głosujcie na mnie” do ludzi, którzy absolutnie nie w tym celu podali mu maile, bo to był dotychczasowy burmistrz, czyli do swoich kontrahentów, więc za to dostał. Dzieje się wbrew pozorom, tylko trzeba patrzeć na to szerzej i więcej się pytać o kary, za co się dostało. Jeszcze taki przykład w szpitalu w Portugalii lekarze, którzy już nie pracowali w tym szpitalu mieli nadal dostęp do danych pacjentów. A to wrażliwe dane, medyczne. Za takie, więc rzeczy kary wpadają i z tego się więcej można nauczyć. W ramach tej serii o RODO będę teraz więcej o tym pisał.

RODO jak rodeo, prawda? [śmiech]

Tak, RODO jak rodeo, dokładnie. Będziesz jej częścią. [śmiech] Zaczęłaś pytaniem czy są kontrole. No oczywiście, że są, bo są kary. Natomiast do samej kontroli, która jeszcze nie wiadomo czym się skończyła, albo zamknęła się jakoś po cichu, to jeszcze nikt się tym dokładnie nie pochwalił. Możemy się jeszcze dowiedzieć jakie są oczekiwania jeśli będziemy wsłuchiwać się za co, kto dostał karę i jeśli będziemy pamiętać, a widzę, że mało się pamięta, że te kary są nie tylko w Polsce, bo tylko o tych dwóch się mówi, a jest ich zdecydowanie więcej państw w Unii.

Pytam o Polskę, o kontrole, dlatego, że przy GIODO nie baliśmy się. Znam biznesy, sklepy internetowe, które latami nie wiedziały w ogóle co to jest GIODO, bo nie było tych kontroli. Istniały sobie ogromne bazy subskrybentów i nikt się tym nie przejmował.

Niespecjalnie czuwali. Wiem o co chodzi. Faktycznie w swojej praktyce nie słyszało się o tym, że te kontrole się odbywają, natomiast teraz znowu to się trochę zmienia, z tego powodu chociażby, że RODO jest głośne i ludzie jednak słyszą, że ktoś tam dostał karę. Niby jedna firma, niby dwie, ale no jednak ktoś i czemu nie miałbym to być następny ja.

W mojej ocenie może być tak, że największe ryzyko mają ci, którzy dostali od urzędów jakieś instrukcje, bo są dokumenty, które na przykład precyzują w zakresie monitoringu, w zakresie rekrutowania, w zakresie medycznym, czyli szpitale itd., dla szkół. Oni dostali to już jakby na talerzu i nie wykręcą się od tego, że nie wiedzieli, więc wydaje mi się, że najbardziej powinni zwrócić uwagę ci, którym urzędnicy już pomogli jak się dało. Jeśli się dowiedzą, że nie wiedziałem, albo nie zająłem się to na pewno nie będzie to dla nich usprawiedliwienie.

Czy możemy dostać karę, za to, że dane wyciekły, bo nasz pracownik wysłał w korespondencji otwartej jakieś tam wiadomości, np. informacje o konferencji, imię i nazwisko, adres mailowy ludzi i wszyscy inni widzieli te adresy. Czy to też podchodzi pod jakieś wykroczenie?

To zależy jakie tam były dane, bo jeśli to były tylko maile, to na ich podstawie nie zawsze można stwierdzić kto to jest, bo jeżeli ktoś ma maila: buziaczek, słodziaczek, to znów wchodzimy w kontrowersję w zakresie tego, czy dane są zawarte w adresie mailowym, bo raz jest, a raz nie.

Jeśli ja mam maila Tomasz Palak i jest tam nazwa firmy to myślę, że jest. Ogólnie za takie coś można dostać karę, ale to jest znów kwestia wyceny tego ryzyka, naruszenia praw i wolności. Czy duże jest ryzyko naruszenia, jeśli z dziesięciu uczestników na konferencji, są to osoby z dziesięciu firm z działów marketingu i adresy tych osób widnieją na stronach. Nie chcę mówić, że kary nie będzie, nie mogę obiecać, ale to jest inna zupełnie sytuacja niż tak jak wspominałem, gdy można dostać się do bazy danych medycznych szpitala i sprawdzić czy sąsiadka jest zdrowa czy choruje wenerycznie, no bez przesady.

Ciężko po mailu stwierdzić czy dane tam zawarte są prawdziwe. Jest to kwestia wyceny ryzyka, naruszenia praw i wolności

Chodziło mi właśnie o adresy mailowe, takie dane imię i nazwisko, w tym sensie pytałam, ale faktycznie, jeśli to jest na stronie, to nie ma tematu

Trochę bym sobie ulżył, jeżeli to jest same imię i nazwisko to nie będzie to danymi osobowymi, bo dane osobowe są zdefiniowane w ten sposób, że jest to zestaw cech, który pozwala zidentyfikować konkretną osobę, a Janów Kowalskich jest dużo, więc potrzebny jest jakiś trzeci czynnik, aby zidentyfikować konkretną osobę. Być może mail, być może adres, być może PESEL, ale najczęściej jest tak, że jeśli mamy tylko imiona i nazwiska to jest duża szansa, że to jeszcze będzie się dało próbować jakoś tam bronić. Jednak, jeśli na przykład będzie wiadomo, że to jest imię i nazwisko i że to był klient tego sklepu to trochę inaczej.

Czytając Niebezpiecznika pewnie słyszałeś o Morele.net. Wyciek danych. Powiedz mi, bo to jest całkiem spory sklep, który ma przemiał ludzi, klientów. Sama jestem klientką. Czy na podstawie tego case, gdzie faktycznie te dane wyciekły i prawdopodobnie dwa razy, czy jako przedsiębiorca, który trzyma je online i te dane mogą wycieknąć, możemy jakieś wnioski dla siebie wyciągnąć, co można byłoby zrobić lepiej niż Morele.net? Jak się zabezpieczyć?

Tutaj temat był jednoznaczny, że nastąpiły jakieś tam zaniedbania. Polecałbym, nie tylko sklepom, ale też zwykłym ludziom sprawdzić sobie, jest taka stronka https://haveibeenpwned.com/ gdzie wpisuje się swojego maila i ona mówi, czy ten mail już nie zdążył wyciec, a przede wszystkim, jeśli zdarzy się nowy wyciek, tak mi się zdarzyło tydzień temu, że dostałem od niej maila, że mail, na który się rejestrowałeś na portalu takim i takim, bardzo możliwe, że gdzieś „były jaja” ponieważ portal ogłosiła. Przecież ja nie wchodzę na każdy z tych portali, żeby sprawdzić. Forma takiego newslettera informującego o tym, że mogło nastąpić gdzieś jakieś zagrożenie i tym sposobem co najmniej, jeśli miało się takie samo hasło do portalu i do maila, który tam był podany to żeby to hasło chociaż zmienić.

O ile się nie mylę, to my nie znamy powodów dla których ten wyciek nastąpił. Mogę się jedynie posłużyć wskazówkami, żeby zabezpieczać jak najlepiej, dawać jak najmniejszej ilości osób, pilnować czy ktoś się nie włamał, reagować na to jeśli ktoś twierdzi, że ma dane. To jest właśnie ciekawe, bo zauważyłem, że bagatelizowane to jest, a często ktoś się odzywa i mówi, że zauważył, że mamy tutaj błąd, poprawcie to, a firmy to „olewają” i potem ten ktoś, bo się zezłości, albo ten ktoś, bo próbował najpierw lekkiego szantażu, albo ktoś inny, kto po prostu znajdzie ten sam błąd robi im nieprzyjemność.

Dla chcących założyć sobie firmę, nawet ja prowadząc taką jednoosobową działalność gospodarczą przetwarzam te dane, przetwarzam klientów i dzięki RODO dowiedziałam się, że ja nie mogę mieć Gmail’a zwykłego, tylko na przykład G suite’a powinnam mieć, bo to jest niezgodne z regulaminem Google, żeby firma miała. Dobrze na tym wyszłam, bo mniej płacę. Potrzebowałam dużo przestrzeni, więc płaciłam trochę za Drive’a, teraz mniej płacę i działam zgodnie z prawem, więc polecam. Powiedz mi jednak, jeśli ja chcę założyć firmę i chcę spróbować chociaż być trochę zgodna z prawem i przetwarzać te dane po bożemu, to jak wybrać prawnika, radcę prawnego, osobę która mi wdroży? Na co zwracać uwagę? Pytam, bo załóżmy, że jak się wybiera specjalistę SEO można zrobić sobie checklistę czy gościu jest kompetentny czy nie. Czy w tym kontekście możemy poszukać dobrych doradców?

W sensie, żeby był dobry z RODO zacząłbym od tego czy on się tym nie zajął od miesiąca czy od roku, bo co tu kryć, był wysyp specjalistów, którzy na RODO zaczęli się znać w momencie kiedy wyczuli w tym korzyść finansową. Trzeba zatem zbadać jak długo tematem się zajmuje, sprawdzić czy zajmował się wcześniej zanim te rzeczy RODO się zdarzyły, popatrzeć czy jest polecany, być może ma rekomendacje od kogoś na Google, na swojej stronie internetowej i przez kogo jest rekomendowany, od kiedy się tym zajmuje i czy jest aktywny (czy widać, że np. szkoli w tym zakresie, czy ta zakładka RODO nie pojawiła się wczoraj itd.), da się przecież sprawdzić jak wyglądały strony internetowe wcześniej, są te wszystkie web archive. Można zerknąć, że jakaś zakładka pojawiła się znikąd.

Myślę, że to takie podstawowe rzeczy, oczywiście nie zaszkodzi także wymienić parę słów, bo też zdarzało mi się być wybieranym, gdzie osoba (mój przyszły klient) nie ukrywała, że rozmawiała z innymi prawnikami i chciała zapytać co ma zrobić, jakie jest jej zadanie i na podstawie tego, co ja mówiłem, w jakich krokach, jakie są możliwości, za jakie pieniądze otrzymałem takie opinie, że ta osoba wybrała mnie, bo dało się wyczuć, że wiem o czym mówię.

To się da wyczuć w rozmowie telefonicznej, czy wymianie maili, że tej osobie temat nie jest obcy, bo będzie wynikać z tych rozmów, że to nie jest jej pierwszy raz. To w zasadzie jest najważniejsze, jeśli chce się mieć pewność, że ten ktoś nie eksperymentuje na twoim przykładzie i wcześniej już poruszał się w obszarze RODO.

Tutaj nie chodzi tylko o RODO, bo ja nie zajmuję się tylko RODO, w moim przypadku także Internetu i prawa. Często się do mnie odzywają klienci, którzy mówią, że mają już specyficzny problem, a ja kojarzę się z tym zakresem.

Szukając kogoś znającego się na RODO warto sprawdzić czym zajmował się wcześniej. Było mnóstwo osób, które chciały się wzbogacić i zostawały “fachowcami od RODO”

Odniosę się teraz jeszcze do tego RODO, bo to się tak bardzo kojarzy z prawem i ze wszystkim. Wchodzi się na stronę i wyskakuje na środku strony jakieś tam okienko o bezpieczeństwie, o przetwarzaniu danych, okienko o cookies. Nie będę ukrywała, że ja nie czytam już tego. Czy te okienka dalej są potrzebne? Czy dalej są potrzebne polityki prywatności na stronach? Polityki plików cookies, polityki bezpieczeństwa? To już same polityki [śmiech]

[śmiech] Te okienka wyskakujące o cookies nie były w gruncie rzeczy potrzebne nigdy. Natomiast zawsze warto te informacje umieścić, umożliwić wyłączenie przede wszystkim tych cookies. Znowu zaczynają się pojawiać spory w tym zakresie czy można założyć, że ktoś umie wyłączyć w przeglądarce, czy trzeba mu to umożliwić jeśli chodzi o cookies i polityki.

Tutaj warto śledzić temat, który nazywa się Rozporządzenie ePrivacy, ono miało pierwotnie wejść razem z RODO, ale jeszcze Parlament Europejski i cała tamta unijna ekipa poczekała z tym, a w ePrivacy temat cookies ma być dopracowany i między innymi jest tam taki pomysł, żeby w momencie wchodzenia na stronę można było sobie wybrać jaki rodzaj cookiesów są dla nas ok, a jakie nie, czyli na przykład jeśli nie przeszkadza mi, że masz cookies statystyczne, ale już bardziej przeszkadza mi, że masz takie, które potem będą do mnie wracać takie z reklamą. To jeśli chodzi o cookies.

Polityka cookies jako odrębny plik, zakładka nie jest potrzebna, ale na pewno trzeba to gdzieś poruszyć. Może to być umieszczone w polityce prywatności i analogicznie polityka prywatności też jako odrębny dokument z żadnego przypisu nie wynika, natomiast ja jako twój klient mam prawo się dowiedzieć kto jest administratorem danych, czyli kto ten mój adres będzie trzymał, co z tym zrobi, jak długo będzie go trzymał, po co, komu innemu da. Te informacje muszą się pojawić, ale może się to pojawić w regulaminie, jeśli ktoś tak woli. Praktyka weszła taka do robienia odrębnych dokumentów polityki prywatności, bo to jest po prostu obszerny dość fragment regulaminu i może tak jest przejrzyściej, to po pierwsze, a po drugie ludzie, których to obchodzi zaczynają szukać tej zakładki, a nie chce im się w samym regulaminie grzebać.

Podobnie wyodrębniony jest dokument odnośnie polityki cookies, ale to jest tym mniej konieczne to wyodrębnianie, jak wyodrębnianie polityki prywatności. Padło jeszcze w twoich pytaniach słowo „polityka bezpieczeństwa”. To jest raczej dokument wewnętrzny, czyli procedury, wyśmiewane przeze mnie liczba zamków i segregatorów, to są właśnie te dokumenty, więc nie ma obowiązku posiadania dokumentów o takiej nazwie, ale znów warto mieć to gdzieś rozpisane, że np. do serwerowni ma dostęp tylko ten pan, który się na tym zna i nikt inny, bo by nabroił, albo są określone dostępy poziomów do CRM, jedni mają większe, inni mają mniejsze, jedni mają dostęp tylko do danych marketingowych, albo napisać sobie gdzieś, że do MailChimpa, FreshMaila ma dostęp tylko ten ktoś, kto rozsyła newsletter itd., określić też jak długo i w jakich warunkach zostanie to usunięte, czyli że taka osoba ukryta za mailem musi o to poprosić i w jakich warunkach to się odbywa itd.

Mówiąc o tym kto ma dostęp, do kiedy będzie miał ten dostęp to w RODO jest coś takiego, że nie możemy przetrzymywać danych, jeżeli już z nich nie korzystamy, jeśli nie są nam już do niczego potrzebne, czyli gdy np. nie potrzebujemy już daty urodzenia, to nie musimy już o nią prosić. Jeżeli już nie wykorzystujemy, to powinniśmy te dane usunąć. Co w sytuacji, jeśli ja załóżmy na pół roku decyduję, że wstrzymują wysyłkę newslettera i po tym czasie ja zastanowię się czy do tego wracam, czy nie? Mam wtedy obowiązek usunąć te dane i później od nowa zbierać?

Okienka o cookies nie były nigdy potrzebne

Nie, według mnie nie. To jest co prawda do doprecyzowania jeszcze, może gdzieś to trzeba doprecyzować, ale na tę chwilę jak pytasz to według mnie nie masz obowiązku tego natychmiast usuwać, jeżeli tylko przyjdzie ci do głowy taki pomysł. Chociażby z tego powodu, że znam takich zawodników, którzy rozsyłają newsletter raz na pół roku.

Mam takie podejście, że a nóż przestanę w ogóle rozsyłać. Oczywiście teraz tutaj szukam zaczepnych punktów, ale to też może być. Co jeśli ja już z tego nie korzystam, ale być może zacznę?

To trzeba sobie w sercu dać jakiś deadline, że w tą, albo drugą stronę to zrobię. Najczęściej w politykach prywatności czy dokumentacji wewnętrznej pojawia się zapis odnośnie newslettera, że ten adres mailowy będzie przetwarzany tak długo, aż ta osoba sama się nie wypisze, albo tak długo aż newsletter nie przestanie być rozsyłany, więc to jest kwestia żeby samemu sobie ustalić co zdecyduję za te pół roku.

Jasne. Jeszcze mam takie jedno pytanie odnośnie tego ePrivacy, o którym mówiłeś. Kiedy to w ogóle wejdzie? Pamiętam, że miało wejść i zatrzymało się, coś wiadomo na ten temat?

Chyba nie. Te prace zostały przyćmione przez inne, np. przez słynne Akta 2, pojawił się ten temat w międzyczasie, więc o ile się nie mylę to nie jest określony konkretny deadline, że to się pojawi, a chociażby z tego powodu, że jeszcze nie jest ustalony ostateczny kształt i te wszystkie rzeczy, np. to co mówiłem o tych cookies wciąż raczej opowiadam na zasadzie projektu, pomysłu, idei.

A czy RODO w jakiś sposób jest teraz modyfikowane? Zazwyczaj coś wdrażamy, ma postać pierwotną, działa sobie i zwykle w takim idealnym świecie, albo takim jaki powinien być my to optymalizujemy, dostosowujemy, sprawdzamy, testujemy. Czy tutaj też się tak dzieje? Czy po prostu jest?

Tak, to znaczy wdrożenie RODO to nie jest jednorazowa czynność. RODO wdraża się cały czas i z tego też powodu jakieś rachunki sumienia, wewnętrzne czy zewnętrzne audyty się przeprowadza. Teraz jestem na etapie audytowania firm, w których już RODO robiłem, ale teraz patrzymy co po tym roku się wydarzyło, czy coś nie jest warte zmienienia itd.

Bycie dopasowanym do RODO to jest działanie nieustanne. Z tego też powodu ja zniechęcam, aby to było na papierze, bo to są papiery, potem są zamknięte u prezesa na klucz i gdyby przyszła kontrola to się wyjmie, ale to nie o to tutaj chodzi, ale o to, żeby cały czas, nieustannie doprowadzać do modyfikacji na lepsze tej dokumentacji.

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest coś czym tylko przedsiębiorcy żyją, żeby tak sobie mówić: „o dzisiaj sobie znowu dopasujemy RODO”, ale chodzi o to, że jeśli zdecydowaliśmy, że przenosimy się z naszym newsletterem do innej firmy, to żeby się zastanowić co w związku z tym, albo jeśli na przykład zdecydowaliśmy się, że będziemy rozdzielać naszą działalność na dwa produkty i te produkty będą sprzedawane pod różnymi domenami, inaczej będą się ludzie rejestrować, być może znów coś z tego wynika, albo na przykład zmieniliśmy siedzibę fizyczną i tam w tej poprzedniej były drzwi antywłamaniowe i był ochroniarz, a tutaj nie ma, więc być może też warto było się zastanowić co i jak.

Może właśnie takie warto sobie czasem zadać pytania, jeżeli jest okoliczność, a jeśli tej okoliczności nie ma to ustalić sobie, że raz na jakiś czas ktoś z zewnątrz przychodzi i zawraca głowę i zadaje pytania, których nikt nie zadał, bo to przecież było dla nas oczywiste. To jestem często ja, osoba która przychodzi z zewnątrz i zadaje pytania, które często tylko teoretycznie są głupie.

A samo RODO też coś się zmieniło? Czy zostało wdrożone i już takie jest, i nie musimy śledzić ewentualnych zmian?

Dosłowny dokument jakim jest RODO prawdopodobnie nie będzie zbyt mocno się zmieniał i raczej się to nie stało i nie stanie, ponieważ to jest dokument dość ogólny. To jest tak jak np. konstytucja, która siłą rzeczy nie jest zmieniana co drugi dzień, bo ma stanowić taką bazę.

Natomiast na przykład w międzyczasie w Polsce pojawiły się pewne zmiany, bo pojawiła się w maju tego roku ustawa, która parę rzeczy precyzowała. Zmieniono kodeks pracy, więc te wszystkie aspekty, które dotyczyły przetwarzania danych pracowników zaczęły się trochę zmieniać, przy czym to nie były zmiany, ale nazwałbym to doprecyzowaniem. Tak samo pojawiły się wytyczne w zakresie monitoringu, czy poszczególnych branż. Po prostu to RODO zaczęło w poszczególne aspekty być wkładane i czasem powodowało to konieczność zmiany.

Teraz kiedy audytuję firmy, w których wdrażałem RODO wcześniej i mam okazję do spotkania z działem kadr, HR to pytam czy państwo wiedzą, że była tutaj zmiana w maju. To jedno z pierwszych pytań jakie zadaję, bo jeśli nie wiedzą to jest już praktycznie pewne, że będzie trzeba trochę zaingerować, a jeśli wiedzą to pytam co z tym zrobili i wtedy się okazuje czy trzeba ingerować, czy nie. W paru jeszcze takich innych aspektach, jednym z nich, jak w końcu wejdzie jest też ePivacy, dla działów marketingu i tego typu i to co z jego pojawienia się wyniknie na rynku przepisów lokalnych.

Mamy się na to szybko szykować, czy to raczej jeszcze można odetchnąć i dopieszczać RODO?

Wiesz co, to się nie wyklucza, ja bym to RODO dopieszczał, a to kiedy wejdzie nie jest jednoznacznie określone, bo po drodze wystąpił czynnik, który namieszał, czyli wybory do Europarlamentu. Europarlamentarzyści teraz trochę okrzepli, mieli wakacje, a typowa regularna praca dopiero się zacznie i zobaczymy na ile będzie sprawnie szła.

Dziękuję Ci bardzo za mnóstwo wiedzy. Powiedz jeszcze skąd czerpać wiedzę, oprócz oczywiście Twojego bloga, który ja oczywiście podlinkuję i do tej całej serii RODO jak rodeo i do jeszcze innych miejsc w sieci. Gdybyś jeszcze tak miał powiedzieć czy są jakieś takie miejsca jak podcasty, youtube, czy książki, gdzie faktycznie osoby, które chcą to zrozumieć mogły szukać informacji.

Masz na myśli aspekty te RODO, czy szerzej prawne?

RODO.

Fajne wpisy o RODO są na blogu Wojtka Wawrzaka – to też jest radca prawny, blog nazywa się praKreacja. Fajnie też te aspekty RODO od strony bardziej technicznej porusza nie tylko Niebezpiecznik, ale też Sekurak czy Zaufana Trzecia Strona. Z podcastów to polecam Małą Wielka Firma, tam jest mnóstwo ciekawej wiedzy nie tylko z tego aspektu, aczkolwiek jeśli chodzi o RODO i Mała Wielka Firma to tam było spotkanie ze mną, więc wracamy do punktu wyjścia [śmiech], ale tam też chyba była jeszcze rozmowa z kimś innym.

Jeśli natomiast chodzi konkretnie o E-commerce to zaprosił mnie kiedyś Rahim Blak z edrone, żeby też o tym porozmawiać, więc jest z tego live. Myślę co jeszcze, ale najtrudniej jest mi odpowiedzieć na ten aspekt, który spytałaś – o YouTube, bo ja sam na YouTube w roli naukowej nie bywam, bo niekoniecznie oglądam obraz, albo czytam, albo słucham robiąc coś innego, na przykład zmywając naczynia, więc YouTube u mnie najrzadziej występuje w roli źródła konkretnej wiedzy i tak naprawdę w kontekście RODO nie wiem czy są jacyś youtuberzy, którzy mogliby się tutaj przydać.

Z dużym wyjątkiem w postaci osoby, która była odpowiedzialna w Polsce za wdrożenie RODO czyli pana Macieja Kaweckiego, który pracował w Ministerstwie Edukacji i dokładnie teraz przestał być za to odpowiedzialny, a został dziekanem WSB powstającego w Warszawie. On po prostu z pozycji osoby, która musi przełożyć RODO na Polskę miewał live, wywiady, też na stronie urzędu są transmisje, wiec to jest osoba, która bezapelacyjnie na temacie się zna, a jednocześnie co jest ważne, nie była to osoba, która miałaby jakikolwiek interes w tym, że miałaby kogoś nastraszyć itd. To nie był ten typ osoby, o którym mówiłem na początku, bo to po prostu był urzędnik, więc też warto się zapoznawać z jego livei i tego rodzaju rzeczami.

Właśnie, jeszcze bardzo dobrym źródłem informacji i wyjątkiem wśród polskich urzędów jest po prostu strona Urzędu Ochrony Danych Osobowych, gdzie są wytyczne o monitoringu wspomniane przeze mnie, gdzie są podpowiedzi dla rekruterów, gdzie te dokumenty są napisane przejrzyście, gdzie są transmisje, właśnie jakiś konferencji itd., sam z tego czerpię wiedzę i warto tutaj korzystać.

Pan Kawecki zrobił dobrą robotę. Właśnie czytałam, że zmienia swoją ścieżkę kariery, ale faktycznie on to rozszerzył świadomość tego w społeczeństwie, również te wszystkie absurdy próbował wyjaśniać, wytłumaczyć.

Dokładnie, on właśnie robił tę robotę, że irytowało go jak niektóre rzeczy były bezsensownie interpretowane i on po pierwsze uspokajał przed tą paniką, a po drugie jak już pojawiała się panika i absurdy to uspokajał i mówił jak to wygląda w rzeczywistości. Przypomniało mi się jeszcze, że jest strona GDPR.pl, bo RODO to po angielsku właśnie GDPR i na tej stronie jest stosunkowo proste rozwiązanie, bo najpierw jest treść RODO, a później jest wytłumaczone o co chodzi w każdym przepisie, więc taki jakby komentarz do każdego przepisu, to się też może przydać.

Super, na pewno podlinkuję, spiszę w notatkach. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i życzę dalszych sukcesów we wdrażaniu RODO i innych prawnych aspektach.

Dziękuję Ci bardzo. Do zobaczenia.

Dzięki. Cześć.

29
Lip
CONTENT MARKETING W E-COMMERCE przykład

Content marketing w e-commerce na przykładzie Ties.com

Content marketing w e-commerce to jedno z kluczowych działań wspierających sprzedaż. Dobrej jakości treści mają wpływ nie tylko na SEO, ale pomagają klientom podjąć decyzję zakupową. Ponadto content możemy wykorzystywać także w Social media i e-mail marketingu. Z roku na rok obserwuję wzrost wydatków przeznaczanych na marketing treści, i to nie tylko w e-commerce, ale także w usługach i po …

Czytaj więcej0
20
Lip
jak zachęcić do zakupów w ecommerce

Jak zachęcić do zakupu w sklepie internetowym?

W tym wpisie chcę pokazać sposoby na zwiększenie sprzedaży w sklepie internetowym i ułatwienie podjęcia decyzji zakupowej jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe. Zrobię to na przykładzie sklepu internetowego NYX Cosmetics. Marka ta urzekła mnie swoją pomysłowością, wdrożonymi rozwiązaniami i sposobem na to jak zastąpić fizyczny kontakt z produktem w sklepie internetowym. Dlaczego chcę pokazać jak zachęcić do zakupu w sklepie …

Czytaj więcej0

KONTAKT

 

Wysyłając do mnie wiadomość powierzasz mi swoje dane osobowe. Będę dbać o ich bezpieczeństwo i wykorzystam je jedynie do korespondencji z Tobą. Więcej możesz przeczytać w polityce prywatności.