Ludzie, których podziwiam i obserwuję, z uwagi na rzeczy jakie robią, jak to robią i jak konsekwentnie podążają obraną ścieżką aby osiągać zamierzone cele, często i gęsto mówią o tzw. przeglądach tygodniowych, miesięcznych, kwartalnych i rocznych. Wspominają także o prowadzeniu dziennika, podsumowaniach i zapisywaniu swoich przemyśleń czy obserwacji.

przegląd tygodnia

Jedną z takich osób jest Karol Pasierb, który zupełnie przez przypadek pojawił się w moim życiu. Jesteśmy znajomymi z Facebooka, a konkretniej z grupy o Zarządzaniu czasem prowadzonej przez pracowników Nozbe – aplikacji do zarządzania czasem i projektami, których używamy.

Karol co jakiś czas sprawia, że wręcz szczęki mi opadają ze zdziwienia i podziwu ile on robi i jak jest w tym konsekwentny. Obserwując go mam wrażenie, że skrywa gdzieś tam u siebie mój wymarzony “czasowstrzymywacz”, bo inaczej to nie wiem o co chodzi.

Postanowiłam z nim o tym porozmawiać. Jestem pewna, że jego sposoby, doświadczenie i wskazówki pomogą nam, czyli Tobie i mi, nie tylko w życiu zawodowym, ale i osobistym. Warto wiedzieć jak działać skutecznie, jak osiągać swoje cele i jak w tym wszystkim znaleźć jeszcze czas na odpoczynek i dla rodziny 🙂

Przeczytaj transkrypcję odcinka naszej rozmowy “Life hacki i przegląd tygodnia – jak usprawnić życie?” >>

 

 

Z naszej rozmowy “Life hacki i przegląd tygodnia – jak usprawnić życie?” dowiesz się m.in.:

  • dlaczego tak świetnie ustalamy swoje cele, a z ich realizacją już jest gorzej?
  • dlaczego należy zapisywać swoje cele?
  • o co chodzi z tym wyrabianiem nawyków?
  • czym jest przegląd tygodniowy i po co go robić?
  • jak zrobić przegląd emocjonalny?
  • jak wykonać przegląd roczny?
  • skąd wziąć czas na planowanie i przegląd minionego tygodnia lub roku?
  • o co chodzi z tą spontanicznością w życiu?
  • jak wdrażać nawyki do życia?
  • dlaczego oboje lubimy aplikację do zarządzania zadaniami Nozbe?
  • dlaczego tak ważne jest by codziennie zaglądać do naszej listy zadań czy priorytetów?
  • dlaczego nie warto planować w oparciu o czas?
  • na czym polega zasada Parkinsona?

 

Rozmawiamy też o takich trikach czy też hackach ułatwiających wdrażanie dobrych nawyków, o aplikacjach do zarządzania czasem (u nas Nozbe) i o tym, że dążenie do osiągania celów również może uzależniać.

Poruszyliśmy też bardzo ważny temat jakim jest dopasowanie rad, wskazówek i metod do siebie, do własnego życia. Inaczej będzie działać dwudziestolatek bez rodziny i z dużą ilością wolnego czasu, inaczej mąż, ojciec i kochanek, a inaczej przedsiębiorca ogarniający 2 firmy. Nie słuchajmy ślepo wszystkiego, jeśli wstawanie o 5 nie jest dla ciebie to olej to! Te metody zarządzania czasem i sobą w czasie mają ci ułatwiać życie, a nie je uprzykrzać.

Książki, o których wspominamy podczas rozmowy:

Linki do stron, blogów i narzędzi wspomnianych w podcaście:

Szablony Nozbe stworzone przez Karola

Karol Pasierb w sieci:

A Ty jak ogarniasz swoje życie? Lecisz na spontanie czy może masz jasno określone cele, które są nie tylko zapisane, ale i krok po kroku osiągane?

Myślę, że jak we wszystkim tak i tu nie należy przesadzić. Ważne też by znaleźć swoją metodę, swój sposób na tzw. osiąganie. I co ważne, to osiąganie może mieć różną definicje dla każdego z nas. Dla jednego będzie to systematyczne pisanie bloga, nauka nowego języka i wieczory tylko z rodziną. Dla drugiego z kolei zdobywanie szczytów górskich, wystąpienie na konferencji TED i wczasy na Bali.

W Karolu bardzo lubię to, że wie czego chce i w swoim tempie do tego dąży. No i nie boi się przyznać do tego, że coś mu się nie udało, albo gdzieś przesadził z planami. Tu bardzo dużo dają przeglądy tygodnia, które sama polecam. Jakiś czas temu miałam małe zawirowania tu i ówdzie i przerwałam swoje podsumowania – tak nazywam przeglądy tygodnia i powiem Wam, że więcej nie chcę takich przerw. Bałagan się zrobił ogromny. Znaczy wiecie, ja żadnym tam tytanem pracy nie jestem, celów wielkich też nie mam, ale jak u każdego, tak i u mnie trochę rzeczy do zrobienia każdego dnia jest – zwłaszcza jak się ma podcast, blogi, działalność i …. kota 😉

Co mi dają takie przeglądy tygodnia cz też podsumowania? Pomagają szacować czas – a raczej uczą rozsądnie podchodzić do wrzucania sobie zadań. Nie robię ich, bo inni tak robią i mówią, że tak trzeba. Ja dzięki temu wiem ile jestem w stanie zrobić w danym tygodniu i nie frustruję się już tak jak kiedyś. Choć czasem też zdarza mi się przesadzić w tym moim planowaniu 😉

Jak nagrywam ten podcast jest końcówka roku. Zaraz zamierzam usiąść wygodnie, odpalić Nozbe i wykorzystać szablony Karola do podsumowania roku 2018 i zaplanowania 2019. Jednak jeśli słuchasz tego odcinka nie w grudniu czy w styczniu lub też nie używasz Nozbe to nic nie stoi na przeszkodzie by skorzystać z tych szablonów – linki w notatkach. Nawet w środku roku możesz zrobić sobie podsumowanie czy też reorganizację celów i planów.

Chętnie poznam też Twoje sposoby na skuteczne działanie, planowanie i osiąganie. Nowych sposobów nigdy za wiele – zawsze coś ciekawego można dla siebie wyciągnąć 🙂

 

 

Skąd możesz pobrać podcast Firma On-line?
Podcast dostępny jest :

Zapisz się także na mój newsletter by być na bieżąco, a przy okazji otrzymać fajne prezenty.

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Oceń podcast Firma On-line >>

  • użytkownicy systemu IOS – iPhone, iPad i komputery Mac – wejdź do iTunes i kliknij w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Windows – zainstaluj na swoim urządzeniu aplikację iTunes, kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!
  • użytkownicy systemu Android – wejdź do Google Play, pobierz aplikację Apple Music i kliknij w niej w sklep, tam wyszukaj FiRMA ON-LINE. Możesz ocenić dodając gwiazdki, a także zostawiając komentarz. Dziękuje!

 

Trzymaj się ciepło i do usłyszenia niebawem 🙂

Transkrypcja odcinka Life hacki i przegląd tygodnia – jak usprawnić życie?

AC: Cześć! Poznaliśmy się na grupie Nozbe. Tam zrobiłeś na mnie ogromne wrażenie tym, ile robisz, jak robisz. Zwłaszcza, że ostatnio podzieliłeś się swoją historią o tym jak zaczynałeś i jak własnym zaangażowaniem i ustalaniem priorytetów doszedłem do tego, gdzie teraz jesteś. Zawsze robisz przeglądy tygodniowe, o których jeszcze powiemy, więc nie będę się w to zagłębiała.

Proszę powiedz trochę – jak to u Ciebie jest? Jak to się stało? Może w skrócie opowiedz swoją historię, że faktycznie jesteś zorganizowaną osobą. Przynajmniej ja Ciebie tak odbieram.

KP: Dziękuję za zaproszenie do podcastu. Bardzo to doceniam. Poznaliśmy się na grupie Nozbe. My to tak nazywamy, a tak naprawdę jest to grupa Zarządzanie czasem, którą prowadzi zespół Nozbe. Każdy może tam dołączyć. Zapraszamy! Mamy wtorki, gdzie dzielimy się sukcesem lub porażką, tym co stworzyliśmy. Niedawno podzieliłem się czymś osobistym, ponieważ jak przeglądałem swoje notatki, to zobaczyłem, że jednym z powodów do dumy, który sobie zaznaczyłem było to, że 6 lat temu zdecydowałem się odejść z pracy na etacie, którą miałem. To była praca na zmywaku. Nic bardzo ambitnego. To pociągnęło za sobą lawinę zmian, które potem mniej lub bardziej świadomie sam prowadziłem i sterowałem nimi. One doprowadziły mnie do tego, tu gdzie jestem teraz. Kończę 4 rok studiów programistycznych na Uniwersytecie Napiera w Edynburgu i mam już drugą pracę jako programista. W międzyczasie zrobiłem mnóstwo interesujących rzeczy – zacząłem biegać, więcej jeździć na rowerze, brać udział w jakiś zawodach.

To nie jest tak, że 6 lat temu byłem super zorganizowany i produktywny. Prawda jest taka, że ja wtedy nic nie planowałem. Bardziej to było stwierdzenie, że mam jakąś misję i stwierdziłem, że odchodzę z etatu i to jest następna rzecz, którą chcę zrobić. To jest dla mnie bardzo ważne. To kosztowało mnie mnóstwo wyrzeczeń. To była ciężka droga, bardzo ciężka momentami. Był taki moment, gdzie zająłem się sprawą związaną z finansami, czyli długi, które miałem lub sytuacja, która nie była zbyt dobra.

Dzięki tej systematyczności, którą zdobyłem poprzez dbanie o spisywanie wydatków i planowanie budżetów, to było coś, co przerzuciło się na inne aspekty mojego życia. Wtedy de facto zacząłem więcej czytać, zobaczyłem, że jest coś takiego jak szeroko pojęta organizacja, produktywność, rozwój osobisty. To jest temat bardzo na topie w tej chwili. To też mi się nie podobało, bo nie lubię robić wszystkiego tak, jak robią wszyscy. Stwierdziłem, że jest to super. Widzę, że ma to sens. Zacząłem to bardziej drążyć i jakoś to poleciało dalej.

Widzę, że planowanie ma sens – dlatego to robię

AC: W jaki sposób te cele, zamiary ustaliłeś sobie i byłeś konsekwentny? Ustalić cele i powiedzieć sobie, że chce się coś robić, to chyba każdy umie. Przynajmniej ja bardzo dobrze to robię, tylko z realizacją jest trudniej. Zwłaszcza, że zbliża się nowy rok, to podejrzewam, że wiele osób usiądzie i zaplanuje, że będzie biegać (to jest najbardziej popularne) czy dbać o zdrowie. Później, gdzieś po 3 miesiącach, jak dobrze pójdzie, okazuje się, że codzienne obowiązki przykryły ten cel. Tutaj podziwiam Cię za konsekwencję.

Jak to zrobić? Jak się zorganizować i jak faktycznie osiągać lepsze lub gorsze rezultaty? Jak starać się przez cały czas, aż nam się uda?

KP: Wydaje mi się, że jest jedna absolutnie najważniejsza rzecz – ludzie najczęściej nie zaglądają do tego wszystkiego albo nie zapisują. To jest absolutna porażka. Większość postanowień noworocznych absolutnie niczego nie wnosi do życia. Nic ludzie nie robią z tym. Może jedynie przez pierwszy tydzień czy dwa. W Ameryce podobno już ostatniego tygodnia stycznia siłownie są puste, kiedy w pierwszy tydzień są absolutnie oblegane. To jest problem taki, że większość ludzi nie dość, że sobie nie zapisuje, co chce zrobić, to nawet jeśli zapisze, to tam nie zagląda. To był jeden z wielu problemów, które ja sam miałem. Nawet żartowałem w szkole średniej, że zapiszę sobie do kalendarza to, co mam zrobić, a zapomniałem tam zaglądać. To było nawet przysłowiowe.

Nie zawsze byłem super zorganizowany, ale wydaje mi się, że zawsze była u mnie konsekwencja. Jak się za coś zabierałem, to wkładałem w to całe serce i cisnąłem twardo, grubo. Tak samo było ze zmianą pracy. Był moment, kiedy poczułem się na tym zmywaku tak, że idę donikąd. Nigdzie nie idę. Nie poruszam się. Jezu, marnuję życie! Nic się nie dzieje! Owszem, mam fajną pracę, wracasz do domu, robisz co chcesz, ale zero poczucia spełnienia. Jeżeli chodzi o planowanie celów, to wcale nie muszą być postanowienia noworoczne. Nawet lepiej, jeśli to nie będą postanowienia noworoczne. Owszem, na koniec roku łatwiej zrobić, bo wszyscy planują i jest trochę spokoju na święta czy trochę po świętach. Ktoś zawsze znajdzie czas. Większość osób ma wolne.

Pierwsze co, to warto sobie to wszystko zapisać przede wszystkim. Jeżeli te rzeczy nie są zapisane, to są to marzenia, a nie cele. Marzenia mogą się spełnić, a cele możemy spełniać poprzez wykonywanie, dowożenie naszych celów i postanowień. Powiedzieliśmy, że ludzie do tego nie zaglądają. Tu jest absolutnie podstawowa rzecz, którą trzeba sobie wyrobić, to nawyk do codziennego zaglądania do codziennych zapisów. Może nawet nie codziennego. Może na początek raz na tydzień albo raz miesiąc. Zacząć absurdalnie wolno, minimalistycznie byle co. To lepiej, niż to co robiliśmy wcześniej. Zakładając, że nic nie robiliśmy. Jakikolwiek postęp wprowadzić, aby dbać o to. Można użyć aplikacji do śledzenia nawyków czy dać sobie przypomnienie w kalendarzu na każdy dzień, na konkretną godzinę i zrobić to jako świętość. Tą jedną jedyną rzecz. Jeżeli będziemy tam zaglądać, to już mamy większość świadomość tego, co chcemy zrobić, zaplanować. Wtedy będzie nam łatwiej. Będziemy pamiętać o tym i może łatwiej będzie nam to wykonywać. Oczywiście, wykonywanie tych celów wymaga wprowadzenia zmian w życiu. Ludzie się tego obawiają, ale są to konieczne zmiany, jeżeli chcemy coś zrobić.

Zastanówmy się na początku dlaczego chcemy dać sobie jakieś cele, postanowienia noworoczne. Tylko dlatego, że wszyscy wokół robią? Czy może dlatego, że naprawde chcemy coś zmienić w swoim życiu. Warto byłoby się konkretnie zastanowić – co by to miało być? Musimy liczyć się z tym, że będzie nas to coś kosztować. Przede wszystkim czas, ale również jakieś poświęcenia, jakieś wyrzeczenia, wprowadzenie zmian. W momencie, kiedy ja zacząłem wprowadzać różną systematyczność i organizację poprzez spisywanie tych wydatków, to był moment, kiedy miałem problemy ze zdrowiem, źle się czułem. Miałem też problemy finansowe. Kolega polecił mi blog Michała Szafrańskiego. Mówił, że dzięki niemu rozwiązał problem z długami. Myślałem: “Nie no, jak ten gość to zrobił, to na tym blogu musi być coś fajnego”. Tak zacząłem czytać i faktycznie dzięki blogowi zdecydowanie zmieniłem finanse.

My naprawdę musimy bardzo chcieć. Musimy systematycznie o to dbać, musimy to coś zapisać, musimy absolutnie bardzo chcieć coś zmienić – 3 bardzo ważne rzeczy. To się tyczy absolutnie każdej zmiany, każdego celu czy każdego nawyku. Jest ważne, aby mieć jeden jakiejkolwiek organizacji, jakiegokolwiek planowania. Byle czego. Nie musimy od razu mieć milio super zajebistych aplikacji. Wystarczy kartka papieru i kalendarz. Nawet zwykła kartka papieru na lodówce. Cokolwiek. Nawyk przypominający nam o tym, abyśmy do tego wracali. Ta wielka chęć tej zmiany. Możemy osiągnąć dno finansowe lub czuć się absolutnie niezadowoleni w swojej pracy czy w życiu prywatnym – cokolwiek. Ważne, aby ta chęć zmiany nas popchnęła do czynów. Tak się zaczeło u mnie, kiedy zacząłem wprowadzać konkretny system, z którego dziś korzystam i on działa.

Marzenia można spełniać, a cele można spełniać poprzez dowożenie naszych postanowień

AC: Z tymi nawykami jest tak, że ja wypisałam sobie rzeczy, które chciałabym robić rano. Coś na zasadzie Miracle Morning, może nie tak jak tam, ale u mnie to są faktycznie dwie małe rzeczy. Wiem, że jak wrzucę sobie więcej, to tego nie zrobię. Naprawdę mam radość jak to robię, ale zapominam o tym. Załóżmy, dzisiaj wyskoczyłam z łóżka i po jakimś czasie myślę: “Kurczę, czy mam to na głowie przyklejać, aby o tym pamiętać”.

Czy masz jakąś radę lub wskazówkę jak te nawyki i to wracanie do tego wyrobić? Jak to wprowadzić w życie?

KP: Przede wszystkim najważniejsze jest, aby strasznie chcieć. Jest dużo rzeczy, które nam przeszkadza w robieniu tego. Najważniejszą rzeczą, która nam przeszkadza jest samokrytycyzm. Jeśli kilka dni zrobimy i nagle przestajemy, to już się biczujemy i katujemy o to. Absolutnie to do niczego dobrego nie prowadzi. Będą potknięcia na naszej drodze. Będą sytuacje, kiedy nie damy rady, nie dowieziemy tego, co sobie obiecywaliśmy.

Systematyczność to coś, co uważam, że jest absolutnie kluczowe. Moja żona w tej chwili stara się rozwijać swoje nawyki. Pierwsze co zrobiliśmy, to to, że codziennie razem siadamy do tego Nozbe, do jej Nozbe, do jej planów i celów i codziennie robimy jakiś krótki przegląd tego, co ona ma. Po to, abyśmy razem siedli. Dzięki temu ja ją wspieram. Ja jej przypominam o tym. Jestem osobistym coachem. Jest to ważne, aby mieć taką osobę, której możemy się podzielić czy taka która może nas wesprzeć. To jest bardzo ważne. To jest polecane, jeśli chodzi o jakieś cele związane z ćwiczeniami, aby mieć jakiegoś partnera treningowego, osobę, z którą możemy podzielić się rezultatami czy razem stanąć na wadze. To są ważne rzeczy, które pomagają nam w utrzymaniu skrupulatności. Jest milion hacków, aby się zachęcić do takiego działania, aby się zakodować na coś takiego. Można przygotować rzeczy wieczorem, jeżeli chcemy robić coś rano. Wspomniana wcześniej książka Miracle Morning też była dla mnie początkiem pewnych zmian, którą przeczytałem niedługo później po tym, jak zacząłem czytać bloga Michała. Książka tam chyba też była wspomniana, jeśli się nie mylę albo w jakimś podcaście, które zacząłem wtedy słuchać. Było powiedziane tam, że jeżeli zaczniemy wstawać godzinę wcześniej przed tym niż musimy i zaczniemy wprowadzać jakieś małe rzeczy, to one zaczną rosnąć nam do większych. To jest też to, co Ty wspomniałaś niedawno. Jest bardzo ważne, abyśmy nie narzucali sobie za dużo, bo wtedy nie dowieziemy. Jeżeli zaczniemy malutkimi kroczkami, absolutnie malutkimi, to będzie coś, dzięki czemu łatwiej będzie nam zachęcić siebie i zmusić. Co też może być konieczne do tego, abyśmy zrobili to, na czym nam zależy. Mi się wydaje, że jeżeli po jakimś czasie będziemy w miarę skrupulatnie działać, warto, aby doceniać nasze małe postępy.

Pierwszy, najważniejszy nawyk do wprowadzenia to jest sam fakt jakiegoś śledzenia, że my coś planujemy. Potem może rozmyślanie nad tym jakby to rozbudować, co by tu dodać. Dopiero wtedy, kiedy czujemy się naprawdę komfortowo z tym, co już robimy. Jak tylko powinie nam się noga, to absolutnie nie przestawać tylko robić od nowa i robić to dalej.

AC: Wspomniałeś na początku i teraz o Nozbe. Tam są takie szablony. Ja przed naszą rozmową widziałam, że udostępniłeś kilka szablonów Nozbe, które można sobie przekopiować do swojego narzędzia i z nich korzystać. Masz przegląd tygodniowy. Na grupie Nozbe robimy sobie przeglądy tygodniowe. Sprawdzamy.

Czy mógłbyś powiedzieć jak to u Ciebie wygląda? Po co robisz przegląd tygodniowy? Czy to faktycznie jest takie istotne? Czy to wymysł? Wiadomo, wszystko ma swój cel, ale po co robi się te przeglądy tygodniowe?

KP: To była rzecz poruszona przed rozmową, którą rozwiniemy. Powiedzieliśmy przed chwilą, że bardzo ważne jest, aby wracać do swoich nawyków, aby mieć skrupulatność i systematyczność. Ten przegląd tygodniowy jest po to, abyśmy to utrzymali. Jeżeli sobie coś zaplanujemy i zaczynamy zaglądać faktycznie do tego codziennie. Mamy pierwszy prosty plan, że w ogóle będziemy się organizować. Codziennie siadamy i zastanawiamy się nad organizacją. Nagle jednego dnia nie siedliśmy, bo coś się stało. Drugiego dnia tak samo. I tak w kółko. Nagle 3-4 dni mijają i my już wracamy do punktu zerowego. Tak może być z każdym nawykiem, z każdym celem czy gigantycznym projektem, czy czymś absolutnie małym. Te przeglądy tygodniowe są właśnie po to: “O cholera, tydzień mija!”. Już sam fakt, że tydzień mija jest podsumowaniem samym w sobie. To jest dla nas wskazówka, że mieliśmy zrobić przegląd tygodniowy, czyli zrobić czy idziemy w dobrym kierunku, w którym chcieliśmy iść, czy nadal wykonujemy swoje cele, czy jak nam się powinęła noga, to aby do nich wrócić. Te przeglądy tygodniowe są absolutnie kluczowe. Niektórzy ludzie robią je rzadziej. Ja sam zawiodłem w robieniu tych przeglądów ze dwa razy w październiku czy listopadzie. Czułem się z tym bardzo źle. Sam fakt, że my na grupie na Facebooku odznaczamy, udzielamy się jak zrobiliśmy przegląd i napiszemy głupi komentarz: “Zrobiłem to!”, to bardzo wzmacnia, podnosi na duchu, że jest porządek, że dbamy o to. Jeżeli nie mamy porządku, jeżeli jesteśmy totalnie chaotyczni we wszystkim co robimy, brak nam tej organizacji, to ciężko będzie nam cokolwiek wykonać. Ustalenie tego jednego, prostego nawyku, tej skrupulatnej systematyczności, zaglądania do swoich spraw plus te przeglądy tygodniowe dają podstawową organizację, dzięki której jesteśmy w stanie coś wykonać. Niekoniecznie musi to być związane z celami, ale wyobraźmy sobie dzień w pracy. Nie ważne jaką mamy pracę, ale powiedzmy o pracy na recepcji. Ktoś codziennie przychodzi do pracy, ale codziennie rano sprawdzamy jakieś notatki, które ktoś nam zostawił, czy coś specyficznego jest na ten dzień, kto przyjeżdża do hotelu. Różne tego typu rzeczy. To można powiedzieć, że jest to nawyk dbania o swoje sprawy codziennie – zaglądania do nich. Jak przychodzi koniec tygodnia, to kierownik/kierowniczka czy my sami sprawdzamy co się dzieje w następnym tygodniu. Jesteśmy zainteresowani, zaangażowani czy ktoś w biurze robi spotkania na następny tydzień. Te rzeczy są wszechobecne. My robimy je w domu czy w pracy. W domu tak samo z jakimiś zakupami czy planowaniem imprez, czy coś w tym stylu, to warto mieć ten porządek, bo dzięki niemu jesteśmy w stanie startować stąd do większych projektów, aspiracji i mieć większe szanse na dowiezienie tego.

Warto mieć porządek – dzięki niemu mogę startować do większej ilości projektów, aspiracji

AC: Oprócz przeglądów tygodniowych widziałam u Ciebie i słyszałam podsumowania kwartalne, podsumowania roczne. Ty masz dwa lub trzy szablony właśnie związanych z tym. Ty dwa takie projekty wykonujesz? Jak to u Ciebie wygląda? Robisz przeglądy kwartalne, miesięczne, a potem roczne?

KP: To jest skomplikowana sytuacja, którą non stop zmieniam i rozwijam. Ostatecznie jest tak, że 3 lata temu był chyba pierwszy raz, kiedy z grubsza planowałem rok. Napisałem coś na kartce, ale w sumie nie wiem czy zgubiłem tę kartkę, czy ją olałem. Tak jak większość. Nic z tego nie wyszło. Na dobrą sprawę dopiero w zeszłym roku, porządnie siadłem. A, nie! Przepraszam! To będzie 3 raz, kiedy planuję rok. 4 lata – 4 grudzień temu to właśnie spaliło na panewce. 3 grudnie temu był pierwszy raz, kiedy śledziłem blogi. Coś zacząłem planować. Wyszło tak sobie. Rok temu był pierwszy raz kiedy siadłem i w Nozbe stworzyłem te wszystkie szablony. Zacząłem planować cały rok i zrobić rewizję. Mam łącznie 6 albo 7 szablonów. One są mocno połączone. To taka kolekcja. Mi zajęło sporo czasu zrobienie tego wszystkiego – przynajmniej 10 godzin. Też wykonywałem po drodze te rzeczy.

Wspomnijmy czym są te szablony Nozbe. To są takie rzeczy, które zrobimy raz, zapiszemy je i możemy ich używać częściej. Ile razy chcemy tak naprawdę. Ktokolwiek słucha i myśli: “Nie wiem co to jest Nozbe. Nie używam tego”. Nie musicie! Możecie korzystać z tych szablonów nie mając w ogóle Nozbe. Po drugie – możecie te szablony przerobić sobie i przepisać na swoje aplikacje czy korzystać na kartce papieru i też możecie wprowadzić to w życie. Będę to w tym roku rozwijał. W zeszłym roku zrobiłem coś takiego i większość tych szablonów jest czyjaś. Ja je albo uporządkowałem, albo zebrałem w całość, albo dopisałem swoje rzeczy. Pierwszy szablon to przegląd tygodniowy. Jest to wzięte od Michała Śliwińskiego, założyciela Nozbe i trochę przerobione, aby pasowało do mnie. Był też tam przegląd PIT STOP – zjazd do boksu Andrzeja Tucholskiego, który jest arkuszem, aby zajrzeć w głąb siebie, zastanowić się co się dzieje, jak ja się czuję, jak wyglądają moje relacje z bliskimi. Dlaczego taki przegląd emocjonalny jest dosyć ważny? Jeżeli nie czujemy się dobrze sami ze sobą, czy fizycznie, czy psychicznie, czy coś nam doskwiera, za dużo problemów, to nie będziemy w stanie skupić się na tym, co mamy robić. Ten przegląd zastanowienia się chwilę nad tym, co się w nas dzieje jest bardzo ważny, aby sobie poukładać sprawy. Jest też przegląd Zmierz się ze swoimi strachami i obawami – pomysł zaczerpnięty z bloga Tima Ferrisa. Był tam jeden wpis na taki temat. On też miał na TedX krótką prezentację na ten temat. To też jest wzięte od stoików tak naprawdę, żeby zadać sobie kilka pytań na temat tego, co nas ogranicza. Boimy się to zrobić, a boimy się dlatego, że to jest wyjście ze strefy komfortu. To jest zbyt duża, trudna zmiana i ciężko nam to jakoś na raz wprowadzić, więc te strachy nas ograniczają. Tak naprawdę to jest wszystko w naszej głowie, więc to my sami siebie ograniczamy, więc warto w sobie zrobić też taki przegląd zanim zaczniemy jakieś większe planowanie. Bez sensu inaczej. Tak mi się wydaje.

Też jest tam szablon, żeby zmierzyć się ze swoimi przekonaniami. To jest wzięte z książki Obudź w sobie olbrzyma, Tony’ego Robbinsa – też polecam. Te przekonania to jest generalnie coś takiego, że ktoś sobie może myśleć: “o Jezu, jaki ja jestem niezdara” albo “Ja nie potrafię planować”. Jakieś takie samokrytyczne oceny. Jeżeli myślimy tak o sobie, to będzie nam trudniej wystartować do jakichś większych celów, aspiracji, czegokolwiek, bo będziemy sami siebie ograniczać takim myśleniem. To jest zawarte w mojej rewizji roku. Tak naprawdę to tam są takie trzy – jest jeden taki projekt, który zawiera w sobie te wszystkie mniejsze. One są pogrupowane w odpowiedniej kolejności. Czyli najpierw wypadałoby zaplanować w ogóle czas na coś takiego, bo to jest dosyć duże przedsięwzięcie. To bym powiedział, jakieś 6 godzin, jak nie więcej na przestrzeni dwóch, trzech dni, przydałoby się. Tak minimum.

Jeżeli chodzi o te przeglądy tygodniowe najlepiej robić je co tydzień. Jeżeli chodzi o ten zjazd do boksu Andrzeja, to jest coś, co ja robię może raz na miesiąc. Chociaż już długo nie robiłem, przyznaję, ale to jest coś, co można zrobić zawsze. To jest coś, co może trwać od 5 minut do nawet godziny. Zależy jak dużo czasu chcemy na to poświęcić. Ja na przykład sobie też to dodałem do przeglądów tygodniowych, żeby zastanowić się, czy ja tego nie potrzebuję. Mam takie zadanie, żeby zrobić rewizję celów i osiągnięć. Nie zawsze ją robię na tym przeglądzie tygodniowym. To zadanie jest tam po to, żebym ja się zastanowił, czy ja czasem tego nie potrzebuję, bo jeśli potrzebuję, to może lepiej zrobić. Potem zaczyna się rewizja poprzedniego roku, więc jeżeli nie robiliśmy tego wcześniej, nie mamy żadnych notatek ani nic, to może warto sobie usiąść i spisać na kartce. Pomyśleć chwilę, zastanowić się, co my takiego zrobiliśmy w zeszłym roku, z czego bylibyśmy dumni, co było jakieś istotne, ważne, ciekawe. Dopiero potem przychodzi planowanie kolejnego roku, czyli to jest tak wszystko rozbite. Jest tego dosyć dużo. To jest dosyć skomplikowany proces.

Na dobrą sprawę to wcale nie jest aż tak skomplikowane, jak się może wydawać. Owszem, potrzeba na to wszystko czasu, ale jeżeli naprawdę zależy nam na zmianach w naszym życiu, żeby rozwinąć siebie, wprowadzić coś, na czym nam bardzo zależy, czy to zdrowie, czy praca, czy cokolwiek, to warto znaleźć i zainwestować czas. Zaraz tutaj rodzą się głosy: “Przecież nie mam czasu na coś takiego, to jest nierealnie.” Tutaj już powiedzieliśmy, że czas jest inwestycją w przyszłość. Ten czas, który poświęcimy na planowanie nam się zwróci później. Tak naprawdę czasu wszyscy mamy tyle samo. Jest taki pan na naszej grupie i on prowadził taką prezentację – Maciej Aniserowicz z Devstyle.pl miał z nim podcast też dla programistów, ale nie tylko. Polecam też posłuchać, znajdziemy. Ten pan miał taką fajną prezentację, gdzie tłumaczy, że wszyscy mamy jedną i tą samą walutę i w takiej samej ilości codziennie. To jest nasz czas, to jest 80 coś tysięcy sekund na każdy dzień i to tylko od nas zależy, jak wydajemy te pieniądze. Tak samo, jak ktoś jest w stanie iść na weekend i całą wypłatę przehulać gdzieś w barze, na imprezy i wszystkim stawiać kolejki, tak inny wrzuci całe te pieniądze na konto oszczędnościowe. Tak samo dokładnie jest z czasem. Nawet niedawno jeden pan też na grupie Nozbe pochwalił się, że miał prezentację, że czas to nie pieniądz. To było jego wystąpienie na lokalnym TEDX. Też bardzo fajne i ciekawe, mówiące o tym, że czas jest znacznie ważniejszą walutą właśnie, niż pieniądz.

Skoro mówię, że czas jest taki ważny, to ktoś może pomyśleć: “Gdzie ja będę go na planowanie wydawał, jak ja nie mam?”, ale to jest tak samo jak z inwestycjami. Jeśli mamy tysiąc złotych i chcemy, żeby nam się o 10 tysięcy pomnożył, to warto tak samo zrobić z czasem. Poświęcimy te 10 godzin, że nam się rozmnoży do setek godzin naprawdę wspaniałych osiągnięć, które dają nam powody do dumy, które wynoszą nas na piedestał, czy dają nam podwyżkę w pracy, czy nawet awans, czy lepsze zdrowie. Cokolwiek by to nie było. Zostałem tutaj zaproszony – te wszystkie zmiany w moim życiu może zaczęły się 6 lat temu, ale ostatnie 2 lata nabrały tak niesamowitego rozpędu, tylko właśnie dzięki temu, że zacząłem się mocniej organizować i poświęcać czas na planowanie.

Jak to jest świetnie powiedziane w książce Zjedz tę żabę Brian’a Tracy, że każde 10 minut poświęcone na planowanie oszczędza nawet do 2 godzin bezproduktywnego działania później. Tak to jest z czasem i planowaniem.

AC: To jest prawda odnośnie czasu, że to jest waluta, że to jest bardziej wartościowe niż pieniądze. Ja znalazłam bardzo fajny cytat w książce, nie pamiętam w jakiej. Tam było napisane, że spóźnianie się jest najgorszą formą kradzieży, bo wszystko inne możemy zwrócić, a czasu, który komuś ukradliśmy właśnie przez spóźnienie się już nie zwrócimy. Ja się nie spóźniam, ale zawsze mnie irytowało to, że ludzie się spóźniają i to, jak ktoś się spóźnia, to mu tak w żarcie i troszeczkę wbijając szpilę podsyłam ten cytat, bo to jest prawda najprawdziwsza. Znalezienie czasu – to tak wygląda, jakby człowiek się skupiał tylko właśnie na planowaniu produktywności. Często się spotykam z takim stwierdzeniem, że tutaj nie ma czasu na spontaniczność.

Skąd Ty w ogóle znajdujesz czas na robienie tego wszystkiego, co robisz? Masz obowiązki domowe, masz żonę, masz studia, masz pracę. Nasza doba jest taka sama. Jak Ty to wszystko ogarniasz?

KP: Właśnie to jest proces, który trwał, który nadal trwa i który non stop się zmienia. Ten system cały czas ewoluuje. Po prostu właśnie wypracowałem sobie ten jakiś system produktywności wzięty po części z różnych książek, blogów, konferencji, czegokolwiek oglądałem, czytałem i słuchałem. Tego było bardzo dużo. Zaangażowałem się w to na całego, dlatego, że zauważyłem, jak wielkie rezultaty i korzyści to przynosi i daje. Jak wiele to zmienia. Jeżeli chodzi o tę spontaniczność, to ja powiem tak – miałem takie właśnie spontaniczne życie, że spontanicznie wracałem sobie z tej pracy na zmywaku i tak spontanicznie włączyłem sobie jakąś grę, pograłem do wieczora i spontanicznie szedłem spać, wpadłem na baru gdzieś na weekend, czy poszedłem gdzieś do parku, czy może z kimś gdzieś tam się kiedyś umówiłem i coś porobiłem. Ta spontaniczność, ta wolność, o której wszyscy mówią, to jest taki najczęstszy zarzut przeciwko organizowaniu się, produktywności – to zabija kreatywność. To jest absolutna nieprawda. To jest takie kłamstwo, które jest rozgadywane non stop na prawo i lewo przez tych wszystkich, którzy są na tyle leniwi, żeby zmienić coś w swoim życiu, a non stop siedzą i narzekają jakie to życie jest złem. Ja to wiem, bo ja tam byłem. Robiłem dokładnie to samo i właśnie wtedy gdzieś tam mi zaświtała ta myśl, że tak dłużej nie może być, bo ja się marnuję, bo stać mnie naprawdę na więcej.

W wielu książkach już to znalazłem. Przede wszystkim u Stevena Coveya było napisane, że każdy człowiek ma gdzieś głęboko zakorzenione poczucie misji. Każdy z nas ma jakichś cel w życiu. Jeżeli my tego celu sobie nie znajdziemy, to on się sam nie znajdzie i nasze życie będzie nudne, nijakie, wypłowiałe i będziemy po prostu nieszczęśliwi i niezadowoleni. Także każdy z nas potrzebuje sobie znaleźć misję. Nieważne co by to było. Nie mówię, że tu konkretnie chodzi o karierę, tylko o to jak byśmy chcieli zostać zapamiętani, co zostawimy po sobie i właśnie ta spontaniczność, takie planowanie i organizacja pozwala na to, żeby znacznie lepiej wykorzystać czas na to, co chcemy. Ktoś może powiedzieć, że to może wyglądać tak, że ja tylko od rana do wieczora wykonuję jakieś zadania, planuję, organizuję, a gdzie tu czas przyjemności czy relaks. Jeżeli dobrze to wszystko zrobimy, to ten czas na to będzie.

Przyznaję, tak jak powiedziałaś, mam dosyć dużo rzeczy na głowie. Ja sobie z reguły zbyt ambitnie biorę te rzeczy na klatę, ale też robię to po coś. Owszem, teraz kosztuje mnie to bardzo dużo wyrzeczeń – mniej czasu na relaks i przyjemności, bo poświęcam ten czas na szkołę, pracę i te wszystkie inne rzeczy, które robię i obowiązki domowe, i sport. Ale jak skończę szkołę, to mam szansę na znacznie lepszą karierę, znacznie lepsze zarobki i znacznie lepszą przyszłość, Wtedy już nie będę musiał tak pędzić jak szalony, jak to robię teraz, więc coś za coś, ale tak jest zawsze. To było tutaj w nawiązaniu do tych zarzutów przeciwko organizacji i produktywności.

Teraz, jak ja to wszystko robię? Tak naprawdę był proces, który trwał i trwa, który się zmieniał i na pewno będzie jeszcze ewoluował. Zaczęło się od tej skrupulatności. Stąd też zaczęło się organizowanie swojego dnia w specyficzny sposób. Przede wszystkim po przeczytaniu Miracle Mornings zmieniłem sposób wstawania rano i swoich poranków. Zacząłem wstawać głównie o 5. To się potem rozjeżdżało, zmieniało. Teraz na szczęście moja żona też zaczęła wstawać o 5, więc łatwiej jest mi to dowozić, gdy mi nie pójdzie. Czasami też, rzecz jasna, potrzebujemy dłużej pospać, bo ciało nas o to prosi. Nie ma w tym nic złego. Jednakże wstawanie tak wcześnie rano daje kilka naprawdę ciekawych rzeczy. Przede wszystkim to, że przed pracą mamy czas na zrobienie czegoś dla siebie, czegoś super, czy ćwiczeń, bo powiedzmy, ktoś chce ćwiczyć, czy mieć jakikolwiek ruch fizyczny, bo na przykład ma pracę biurową, a to jest bardzo wskazane, żeby mieć jakichś ruch fizyczny. Jak wraca z tej pracy, to Jezus, olaboga, nie chce mu się iść na siłkę, robi wymówki. Dlaczego nie zrobić tego rano? Chociażby głupie 10 minut, jakieś pompeczki, podciąganie się, jakieś brzuszki. Cokolwiek, ale jest. Ja tak właśnie zacząłem hackować swój dzień w ten sposób, że zacząłem od wprowadzania takich małych rzeczy.

Cała nauka organizacji to proces, który nie trwa jeden dzień czy jeden miesiąc

Kolejny przykład – czytanie książek. Ktoś powiedzmy czyta trzy książki w roku albo nawet jeszcze mniej, bo niestety podobno z czytelnictwem jest bardzo źle, czy czytamy tylko jakieś newsy w necie, a nie jakieś konkretne treści. Teraz jest tak, że jeżeli będziemy wstawać i codziennie rano poświęcać 10 minut na czytanie, to w miesiąc może przeczytamy jakąś książkę. To już jest 12 w roku, to już jest znacznie więcej. Jeszcze, jeżeli do tego dodamy słuchanie audiobooków w trakcie biegania, spacerów, w drodze do pracy, w autobusie, w sklepie, na zakupach, w trakcie mycia garów, sprzątania domu, to możemy znacznie więcej książek przeczytać, z których możemy się bardzo dużo nauczyć.

Ja tak właśnie zacząłem robić, że jak najwięcej tego czytania – gdziekolwiek tam wstawiałem na przerwach w pracy, żeby jak najwięcej informacji wydobyć i też korzystać z tych rzeczy zawartych w tych książkach. Zrobiłem też taką rzecz, że zacząłem czytać więcej poradników niż prozy, żeby zdobywać te informacje, które pomogą mi w wielu rzeczach. W lepszym zrozumieniu siebie, w lepszym zaplanowaniu dnia, w lepszym osiąganiu tych rzeczy, na których mi zależy i też hackowanie swojego wieczoru. To jest bardzo dobra rzecz, którą polecam. Przygotować jakieś rzeczy na rano, żeby te ranki nie były chaotyczne, żeby nie szukać ubrań, żeby mieć spakowany plecak do pracy, czy do szkoły, jakichś identyfikator, czy jedzenie, jakieś kanapki w lodówce, czy naklejka na drzwiach, żeby zabrać te kanapki, bo nie raz mi się zdarzyło zapomnieć. Sprawdzić pogodę, tak jak w Szkocji bardzo często pada, tu, gdzie przebywam, także parasolka to jest absolutnie konieczna rzecz. Aby pamiętać, żeby ta parasolka gdzieś leżała na widoku, żeby ją zabrać ze sobą, albo od razu była w plecaku.

Jest dużo takich małych rzeczy, które możemy sobie po drodze wprowadzać, które nam potem pomogą utrzymać to całościowo. Chodzi o to, żeby wycisnąć dzień trochę tak, jak cytrynkę, żeby każdą minutę wolnego zużyć na coś ciekawego – czy w autobusie na laptopie, czy tablecie, można porobić coś do pracy, czy do szkoły, czy do domu, czy zrobić listę zakupów, czy w notesiku nawet jakimś, czy przerwę w pracy wykorzystać, czy nawet na kibelku w toalecie przeglądnąć Twittera.

Na pewno wiele osób tak robi i to też jest dobre wykorzystanie czasu. Ktoś też mógłby pomyśleć: “Jezus, ale to znaczy, że każda sekunda ma być czymś wypełniona?” Nie. Zależy na czym nam zależy. Jeżeli dopiero wprowadzamy taki system, to warto naprawdę czasami trochę się przyprzeć do muru i naprawdę dużo rzeczy zacząć robić, trochę się zmuszać. Potem, jak już nam to wejdzie w nawyk, to można, rzecz jasna, zluzować. Ja, przyznaję, jestem zawsze zbyt ambitny i u mnie często mało czasu zostaje na te przyjemności. Cierpię z tego powodu. Cały czas sobie mówię, żeby tych błędów nie popełniać. Rzecz jasna obwiniam za to szkołę, za dużo stresu mi narzuca, ale prawda jest taka, że nie, to nie musi być wcale taki szaleńczy tryb życia. Jeżeli to dobrze zorganizujemy, jeżeli naprawdę po którychś tam iteracjach zmian tego naszego systemu jesteśmy pewni, że w miarę nam to odpowiada, to zaczniemy zauważać, jak wiele naprawdę da się zrobić, bo nie doceniamy tego.

Zaraz my myślimy w kategoriach, żeby zrobić całą rzecz, a tu słonia się je po kawałku. Trzeba rozłożyć jakąś dużą rzecz na małe części. Ja też na przykład robiłem takie rzeczy, że z pracy zamiast autobusem to biegłem do domu, żeby nie “tracić” czasu na przejazd do domu i jeszcze iść pobiegać. To wolałem przybiec z domu, albo po prostu jeżdżę do pracy na rowerze, czy do szkoły, żeby mieć ruch. Można dużo takich rzeczy wymienić, które robimy na co dzień. To tak naprawdę zmieni całe nasze życie, sposób naszego życia, ale ja muszę powiedzieć, że w ciągu ostatnich dwóch lat te wszystkie zmiany, to są tylko w kierunku dobrego, lepszego życia, lepszego zdrowia.

Owszem, to kosztuje mnie na pewno sporo stresu, bo narzucam sobie dużo, ale warto. Nie musimy tego ciągnąć przez całe życie. Jeżeli poświęcimy jakieś dwa, trzy ciężkie lata, to się nam tak strasznie zwróci i ja już czerpię z tego korzyści mając drugą pracę, jako programista, na czwartym roku studiów. Tylko dlatego, bo sobie narzuciłem trochę większe tempo i trochę więcej od siebie wymagałem. Jeszcze 6 lat temu byłem na zmywaku, więc to jest wspaniałe osiągnięcie i jest być z czego dumnym i każdy jest w stanie coś takiego zrobić. Nawet największy leniuch.

AC: To jest pocieszające bardzo. Często używasz słowa „hackowanie” i nie każdy musi wiedzieć, co to oznacza. Jakbyś mógł wytłumaczyć.

KP: Hackowanie to ze środowiska komputerowego, informatycznego, czyli po prostu włamać się gdzieś na przykład. To jest takie najpopularniejsze określenie, ale niekoniecznie, ponieważ jest też taka technika programowania, żeby zamiast planować coś, zamiast organizować, po prostu siąść i zrobić. To też jest dobra technika i czasami ja też w taki sposób działam. Jak mam jakichś pomysł, jakąś rzecz do zrobienia, to czasami zamiast w ogóle planować po prostu zaczynam to robić. Bez żadnego odkładania na później, bez przemyślenia, czy to mi sie opłaca, czy nie. Po prostu iść za ciosem. Czyli jest miejsce na tą spontaniczność.

W hackowaniu chodzi o to, żeby przeprogramować siebie. Może inaczej. Pomyślmy sobie, że my jesteśmy biologicznymi maszynami, biologicznymi robotami, działamy w jakiś określony sposób, nasze ciało mówi nam jakieś rzeczy. Na przykład, jak wstajemy i jest zimno, gdy odkryjemy się, wyjdziemy spod kołdry, to nasze ciało i umysł, nam mówi: “Nie, wracaj pod kołdrę, tam jest cieplutko, musisz iść spać, nie możesz wstać”. Tutaj jest właśnie taki hack, żeby ustawić ogrzewanie tak, żeby się włączało godzinę przed naszym wstaniem, żeby już się nagrzało w domu, gdy my wstajemy. Wtedy będziemy mniej skłonni do tego, żeby wrócić do łóżka, bo będzie ciepło w pokoju. To jest jeden z takich powodów. Albo drugi taki mini hack, żeby sobie położyć telefon jak najdalej od siebie, że jak on będzie dzwonił i będzie nas irytował, że trzeba wstać, to zanim dojdziemy do niego i go podniesiemy, to już wyszliśmy z łóżka. Jesteśmy mniej skłonni, żeby tam wrócić.

To, co mówię o tym, hackowanie, to właśnie chodzi o to, żeby szukać takich małych rzeczy, które pomogą przestawić się na nową rutynę, na nowy tryb działania, zmienić sposób tej maszyny. Dla przykładu, mycie zębów to jest nawyk, wiemy, że jak wstajemy, idziemy do toalety, myjemy twarz, to zaraz bierzemy szczoteczkę i myjemy zęby. Co powoduje, że myjemy zęby? Bo jesteśmy w toalecie i myjemy twarz. To jest nasz tak zwany trigger, czyli zapalnik tego naszego nawyku. Teraz – jeżeli chcemy wprowadzić jakichś inny nawyk lub utrwalić ten, co mamy, czy go zmienić, to właśnie te wszystkie hacki to jest szukanie tych rzeczy, które powodują robienie innych rzeczy i zmienianie na to, co nam bardziej pasuje, to, co my byśmy chcieli.

Czasami jest trudno znaleźć to, co chcemy zrobić, czasami jest trudno siebie samego zhackować. Aby nie zapominać kanapek z domu do pracy, to żeby sobie na drzwiach wyjściowych z domu przykleić żółtą karteczkę, żeby wziąć kanapki. Proste, ale bardzo przydatne i działa. To są te wszystkie hacki. Często też się spotyka, jak się czyta te blogi, czy książki, też jest to podobnie jakoś nazwane.

Czasami wystarczy parę rzeczy zhakować – wprowadzić inny, mniejszy nawyk, który pomoże nam utrwalić ten większy

AC: Używasz Nozbe – dlaczego ta aplikacja, a nie inna?

KP: Może zacznijmy od tego, że Nozbe to jest polski produkt. Pozdrawiamy ekipę Nozbe. To jest aplikacja do zarządzania zadaniami i ona jest oparta o metodologię planowania GTD, getting things done, czyli po prostu zrobić rzeczy. To może się wydawać skomplikowane, ale tak naprawdę nie jest. Pochodzi to z książki Davida Allena pod tym samym tytułem. Książki do końca nie polecam, trochę nudna jest, ale pierwsze 50 stron jest naprawdę bardzo dobre – skrupulatne, konsekwentne, samo sedno. Potem zaczyna się właśnie rozdrabnianie na mniejsze części i opisywanie tego wszystkiego po kolei. Znacznie bardziej polecałbym obejrzeć jakąś prezentację Davida Allena, gdzie on o tym wszystkim opowiada. Znacznie łatwiej jest to skonsumować i przyswoić. Właśnie Michał Śliwiński, który stworzył tę aplikację, on był wielkim fanem tej książki i stwierdził, że wprowadzi te zasady planowania według tej metodologii do swojej aplikacji.

Takich aplikacji jest dzisiaj znacznie więcej, także niekoniecznie ktoś musi chcieć korzystać z Nozbe. Aczkolwiek wspieramy wtedy lokalne, nasze krajowe biznesy i aplikacja jest po prostu prosta. Z jednej strony jest prosta, z drugiej jest trudna, bo to też jest taki misz masz. Natomiast na sam początek nie rzucam nam się w twarz duża ilość rzeczy, która tam jest możliwa. Nie jesteśmy przytłoczeni jakimś kombajnem możliwości. Mamy po prostu dosyć prosty interfejs i łatwo się w nim odnaleźć. Nozbe oferuje też różne ciekawe filmiki instruktażowe, także łatwo się nauczyć, ale jak już odkryjemy, co tam można robić, to wtedy zaczyna mieć całkowicie inne znaczenie. Tak naprawdę ile ludzi, tyle różnych sposobów używania Nozbe, co też jest wspaniałe. Narzędzie jest bardzo elastyczne. Co mnie też zainspirowało do tego, żeby zostać z tym narzędziem.

Wcześniej używałem Wunderlista, który nie jest zbyt dobry. Był dobry na początek, miał takie fajne tink i to tink daje nam taki mały zastrzyk dopaminy, czyli hormonu uzależnienia, przyjemności, że to jest taka fizyczna rzecz, która się dzieje w naszym mózgu. Jeżeli odznaczymy zadanie, to jesteśmy nie tylko zadowoleni, usatysfakcjonowani, ale fizycznie faktycznie w naszym mózgu wydzielił się hormon przyjemności. Ten sam, który pojawia się, gdy się zażywa narkotyki na przykład. To też może uzależniać, rzecz jasna. Właśnie takie ślepe parcie na cele, co też mi nie raz zarzucano, gdy znajomi się pytali: “A kiedy ty odpoczywasz?”. A ja: “Ha, no właśnie.” Zdarza mi się za często nie dbać o to tak dobrze, ale też jestem świadomy tego. Jestem świadomy nawet czasami dlaczego dokonuję takich wyborów.

Wracając do Nozbe. Tam brakuje tego tink, ale też tak fajnie działamy, że odznaczamy sobie zadania, możemy grupować te zadania w projekty. Jest to znacznie lepsze niż korzystanie ze zwykłego kalendarza, gdzie trzeba po prostu rzeczy przepisywać. Co też mi się podoba, w ogóle w całym Nozbe jest właśnie społeczność. To, że mamy tą grupę na Facebooku, gdzie może każdy należeć, nie tylko użytkownicy programu, gdzie dzielimy się różnymi sugestiami jak się lepiej organizować, co z tym wszystkim robić. Nozbe wydawało przez długi czas Productive Magazine w kilku językach, bardzo polecam. Dosyć dużo informacji naprawdę super ciekawych, o tym, jak różne rzeczy robić, jak podchodzić do sprawy. Bardzo wiele różnych opcji, możliwości, technik, planowania, organizacji, kontroli. Naprawdę super sprawa. Plus to, że jest wbudowany system newsów, taki, że w aplikacji nam się pojawia, gdy Nozbe opublikuje jakichś nowy post na blogu, jakichś instruktaż, jakieś odpowiedzi na pytania. Ja mam wrażenie, że non stop klient naprawdę dostaje wartość, że oni dbają o to, żeby ci użytkownicy cały czas otrzymywali coś. Jak się kupuje Nozbe, to można kupić na dwie osoby i w sumie płaci się raz, a dwie osoby używają, czyli tak, jak ja kupiłem, to od razu moja żona ma i działamy w jednej drużynie. Nozbe generalnie można mieć darmowo.

Jest dużo darmowych aplikacji. Niekoniecznie trzeba płacić. Ja byłem dumny z tego, że mogłem zacząć opłacać to świetne narzędzie, bo to jest wspaniała inwestycja w przyszłość. Płacę te pieniądze po to, bo jak zapłacę za to, to bardziej doceniam to, co mam i z czego korzystam. Ciężej mi się z tego wycofać. Jeżeli płacę za to, to cenię tą wartość i wtedy nie olewam korzystania z tego narzędzia. Mówiliśmy na samym początku o tym, jak bardzo ważne jest to, żeby codziennie zaglądać do swoich spraw i też wspominałem, że z żoną zaglądamy codziennie do jej Nozbe, do tego, co ona ma robić, żeby utrwalać w niej te nawyki. Za jakiś czas, podejrzewam, za miesiąc, już nie będę potrzebował jej o tym przypominać, ani ona sobie sama, bo będzie to dla niej po prostu naturalne, właśnie tak, jak mycie zębów. Tak jak u mnie jest absolutnie naturalne wstać i od razu robić ćwiczenie, bo taki mam już bardzo mocno utrwalony nawyk.

Także oprócz Nozbe można sprawdzić sobie Asana, To Do List, Trello. Jest tego naprawdę bardzo dużo. Każdy z nich jest w inny sposób zrobiony. Ja próbowałem kilku, żadne tak naprawdę mi się tak dobrze nie spodobało i teraz nie chciałbym niczego zmieniać. To jest kwestia osobista. W każdym razie, nie sugerowałbym też tak, jak ja to lubię robić, że ściągnąć 20 aplikacji i nagle bawić się we wszystkich, tylko weźmy jedną, pobawmy się, potem zmieńmy jak coś. Przecież nic nie szkodzi, nawet większość tych aplikacji oferuje możliwość przeniesienia zadań, całych tych list z jednej do drugiej. Jeszcze jedna ważna rzecz, którą chciałem wspomnieć – na przykład tacy standardowi managerowie, pracownicy biur, mogą być przyzwyczajeni do planowania czasowego w oparciu o jakieś gantt charty i tak dalej. To jest tak naprawdę bzdura, bo nigdy nie wiemy, ile co nam czasu zajmie, zawsze są poślizgi, zawsze są potknięcia. To nigdy nie zadziała tak, jak trzeba.

Nozbe i ta cała metodologia GTD jest oparta o planowanie zadań, czy całych projektów, tego, co chcemy zrobić, a nie kiedy. To jest znacznie lepsze, bo może być tak, że jednego dnia mamy kupę czasu i robota idzie nam jak z płatka, i wykonamy 10 zadań, a na przykład mogliśmy chcieć je zaplanować na miesiąc, a nagle się okazuje, że w jeden dzień zrobiliśmy, a potem się okaże, że mamy jedno zadanie, co zaplanowaliśmy na 10 minut, a zajęło nam pół dnia, bo coś się posypało i czegoś nie przewidzieliśmy. Planowanie zadań jest lepsze. To też ma ten minus, że możemy wpaść w pułapkę przeciągania swoich projektów strasznie mocno, dlatego warto sobie czasami ramy czasowe dorzucić – to też bardzo dobrze działa na psychikę, że jeżeli mamy ograniczony czas, to raczej zrobimy to w tym czasie. Jednak planowanie zadań jest znacznie lepsze, bo wtedy skupiamy się na tym, co chcemy zrobić, a nie kiedy.

Planowanie zadań jest lepsze od planowania czasowego

AC: Tak, ale jeżeli nie szacujemy czasu, to możemy sobie za dużo wrzucić na dany dzień. Przynajmniej ja tak zawsze miałam. Później jest takie niezadowolenie z siebie, że się nie zrobiło. Z drugiej strony jest ta niby zasada Parkinsona, że jeżeli tylko jedną rzecz sobie zaplanujemy załóżmy na 3 godziny, to rozciągamy to do tych 3 godzin, a być może by to nam zajęło godzinę. Ty to testowałeś i dlatego właśnie sobie nie planujesz czasu. Jak sobie z tym radzisz?

KP: Ja wiem, jak to jest. To dokładnie jest tak, jak powiedziałaś, zgadza się. Ja zawsze zbyt dużo rzeczy sobie biorę na klatę i myślę, że to wszystko udźwignę, bo jestem zbyt ambitny. W momencie, gdy się decyduję na to, podobnie, jak ludzie piszący postanowienia noworoczne, ja absolutnie w to wszystko święcie wierzę. Jak mieliśmy tu wyzwanie Nozbe fitness challenge, w maju czy czerwcu na tej naszej grupie, ja sobie dałem 10 rzeczy do zrobienia, bo miałem wolne od szkoły i od pracy, i jestem super hiper aktywny, i zrobię to. Dowiozłem sześć. Teraz ktoś mógłby powiedzieć ALE PORAŻKA!. Też tak sobie wyrzucałem: “Ale bieda, nie zrobiłem wszystkiego”, ale z drugiej strony ktoś mógł sobie założyć dwie rzeczy i zrobić jedną albo zrobić obydwie, albo nie zrobić żadnej. Ja zrobiłem sześć, czyli to i tak jest naprawdę dobry wynik, to jest 60 procent. Ludzie mają taką tendencję wyrzucania sobie, jeżeli czegoś nie zrobią, zapominając o tym, co zrobili de facto. Te sześć rzeczy jest lepsze niż w ogóle.

U mnie z tym czasem, to jest tak, że ja nie do końca planuję zadania na konkretny czas. Planuję często na konkretny dzień. W czwartki mam wolne od pracy i to jest dzień, który poświęcam na naukę do szkoły. Wstaję rano, zrobię swoją rutynę poranną i o tej 8, 9 siadam do roboty i o 16 kończę. Wiem, że mam te kilka godzin na to, żeby zająć się szkołą i zastanawiam się, to i to zajmie mi tyle i tyle, albo po prostu biorę jeden projekt i robię ile mogę. Ja bardziej na takim czasowym planowaniu się skupiam, żeby starać się wycisnąć jak najwięcej z danego bloku czasowego, niż sugerować, że zadanie mi się w tym bloku zmieści, bo nic nie gwarantuje, że to zadanie się tam zmieści. Właśnie to jest też siła GTD, że nie koniecznie musimy coś na konkretny dzień planować, ale mamy coś, co się nazywa next action i w Nozbe to są takie gwiazdki. Jeżeli mamy jakiś projekt, mamy zadanie, to sobie oznaczymy to tą gwiazdką, czyli to jest rzecz, którą najszybciej chcielibyśmy zrobić. Nie ważne, ile ona zajmie, nie ważne, kiedy ją zrobimy, ona jest po prostu na piedestale, jest naszym właśnie priorytetem, który jak tylko będziemy mieli dostępny czas, to siadamy i to robimy. Bardziej skupiam się na czymś takim.

Jeżeli mam już wyrobione coś takiego, że wiem, które zadanie, ile zajmuje czasu, to wtedy owszem, ustalam tak sobie, jakoś planuję dzień, żeby to zadanie w danym czasie zmieścić. Jak czegoś nie wiem, to nie próbuję wymyślać, po prostu idę na żywioł. Często nie działa, nie wychodzi, ale mi się wydaje, że lepiej tak, niż tak, jak powiedziałaś, zaplanować sobie za mało i potem rozciągać to i szukać powodów, żeby nie robić albo “Ja już nie zaczynam dzisiaj nowego zadania, bo przecież za pół godziny kończę, to co się będę starać”. To jest bez sensu, to jest droga donikąd.

AC: Ale nie masz czegoś takiego, że po pracy wracasz i jesteś zmęczony i już nie masz na nic ochoty?

KP: Oczywiście. Moje życie w tej chwili jest w dosyć szaleńczym pędzie, co trzy miesiące się wszystko zmienia, kiedy się kończy semestr. Do tego doszła właśnie praca na trzy czwarte etatu, moja żona jest na studiach. Ja mogę wyglądać, jak taka maszyna, która dowozi rzeczy, a mi się wydaje, że tego nie jest aż tak dużo. To jest tylko dlatego, że ja osobiście daję sobie bardzo dużo rzeczy do zrobienia, bo lepiej jest przekalkulować to, co jesteśmy w stanie zrobić. Lepiej założyć więcej i zrobić mniej niż założyć mniej i nie zrobić nic albo zrobić za mało, niż byśmy naprawdę chcieli. Oczywiście jesteśmy takimi zwierzętami, które bardzo lubią, jak się je docenia, klepie po ramieniu i wszystko, więc każdy z nas lubi się chwalić tym wszystkim, co my robimy i to z zewnątrz może właśnie wyglądać tak pięknie, a po wykonaniu czasami jest to właśnie pokryte przez kurz, pot i łzy.

Te ostatnie 6 lat, zwłaszcza dwa lata, to było bardzo dużo wyrzeczeń, parcia do przodu, coś, co mi się dopiero opłaci za rok, czy za dwa lata i już zdecydowanie przynosi rezultaty. To była ciężka droga, ale było bardzo warto. Jestem niesamowicie dumny i zadowolony. Jeszcze chciałem powiedzieć, że to chwalenie się, to tak głupio brzmi. Niektórzy mogą tak na nas patrzeć: “On się tylko chwali, jaki on jest zajebisty, ile super rzeczy zrobił”. Prawda jest taka, że tu nie o to chodzi. Jeżeli ktoś będzie tak to widział, to będzie tak to widział. My nie mamy na to wpływu.

Lepsza, ważniejsza rzecz jest taka, że tu chodzi o dzielenie się. Na przykład Barbara Dziubak z naszej grupy, bardzo pozdrawiam serdecznie, podobnie jak Ty zresztą bardzo mnie chwaliła za to, co robię i była bardzo pod wrażeniem tego. Ja to ogromnie, rzecz jasna, doceniam. Podzieliłem tymi szablonami Nozbe do planowania i ona z tego skorzystała. Jednego ranka się obudziłem i ona w nocy mi wysłała wiadomość, że nie mogła spać, bo czytała jakieś rzeczy, które ja zrobiłem, którymi się dzieliłem, przeglądała te moje szablony i zaczęła sobie planować wszystko. To taki miało wielki wpływ na nią. Normalnie serce rośnie, to jest tak wspaniałe doświadczenie.

To nie chodzi o to, że ja się tymi rzeczami chwalę, ja się właśnie dzielę po to, żeby ktoś skorzystał, żeby ktoś się tym natchnął i żeby ktoś, może,nie aż z taką wielką chęcią na to się rzucił, ale robił i dowoził. Ja po prostu jestem taki, że dla mnie ta cała produktywność i organizacja, rozwój, to jest taki mój konik, ja to uwielbiam. Zresztą słychać, jak ja o tym opowiadam. Mam nadzieję, że słychać. 🙂 Jestem w pełni zaangażowany, bo mi tak ogromnie zależy i to mi sprawia wielką dumę, radość i przyjemność, przede wszystkim dzielenie się tym.

AC: Prowadzisz jakieś social media, kanał na Youtube?

KP: Nie. Na obecną chwilę mam kilku podopiecznych, że tak powiem. Mamy taką małą grupę na WhatsApp – pozdrawiam wszystkich, pewnie będą słuchać. Moja żona, moich kilku znajomych, też ostatnio dwóch kumpli zacząłem zachęcać do tego mówiąc; “Słuchajcie, do końca roku możecie zmienić jedną rzecz. Macie wystarczająco dużo czasu, żeby jeden nawyk wprowadzić, więc może zastanówcie się teraz, macie zadanie domowe na ten tydzień, co to jest”. Tydzień później mówię; “Dobra, czy wiecie, co to jest, to teraz musicie zacząć powolutku”. Wytłumaczyłem na przykład jak z takiego mini rozpędu daną rzecz zacząć, czy to chodzenie na siłownię, czy dbanie o zdrowie, czy wstawanie wcześnie rano i dlaczego to by było takie ważne. Co tydzień daję tym kumplom jakieś takie zadania, bo generalnie albo jesteśmy w stałym kontakcie, albo mamy umówione rozmowy cotygodniowe, co też poprawia kontakt z naszymi bliskimi, przyjaciółmi. To też jest super rzecz. Mam tę małą grupę, gdzie dzielimy się takim czymś. Ja tam czasami jakieś artykuły wysyłam, zdajemy sobie też czasami takie raporty wieczorne. Dzielimy się, co tam w zasadzie osiągnęliśmy tego danego dnia, dlaczego ten dzień był taki super, czy jak się jakichś awans dostało, czy się pracę zmieniło, coś w tym stylu i ci ludzie mają już jakieś ciekawe niektóre osiągnięcia. Niektórzy z nich, to w ogóle mieli osiągnięcia, zanim zaczęliśmy rozmawiać. Każdy z nas coś tam wnosi.

Myślałem o tym kilka razy, żeby mieć taki blog. Podcast prędzej właśnie. Oni sami zresztą cały czas o tym mówią, że powinienem. Jeden znajomy też mi mówi cały czas, że mam taki radiowy głos, pracowałem w radiu sam też. Mam tę zdolność, mi się wydaje, przekazywania tego, uczenia, tłumaczenia i to zaangażowanie. To jest taka rzecz, która mnie strasznie irytuje na studiach. Jak widzę takiego nauczyciela, który tak mamrocze i mówi, on nie jest jakoś zbyt zadowolony, że on ma tą pracę, o Jezu, jakie życie jest ciężkie. To jak ja jestem na takich zajęciach, to rzecz jasna, nie jestem zbytnio zadowolony, że ja się tego uczę. Natomiast gdy są tacy nauczyciele, którzy mówią podobnie o danym przedmiocie, jak ja mówię o produktywności, wkładają w to całe serce, są zaangażowani, wiedzą doskonale, o czym mówią, bo ich to pasjonuje, to aż chce się żyć. Myślałem o tym, żeby coś takiego zacząć.

Jest tego dużo w internecie, nie ukrywam, jest tego bardzo dużo, bo sam tych ludzi, których ja śledzę. To kilka osób, które mogą słuchać tego podcastu mogą sobie myśleć, ja o nich nigdy nie słyszałem, a uważam się za osobę bardzo produktywną i zorganizowaną, po prostu czytali inne książki. Jest tego bardzo dużo, ale to wcale nie znaczy, że nie ma miejsca na coś nowego, bo jednym też z powodów, dla których zostałem zaproszony tutaj jest to, że ja ten swój system wyprodukowałem w oparciu o te wszystkie inne rzeczy. On jest unikalny i może to będzie do kogoś bardziej przemawiało w jakiś sposób, niż jakiś mega super znany autor.

Dla przykładu, książka Zjedz tę żabę, moim zdaniem bardzo dobra, ale ma jedną taką skazę, która mi się nie podoba. Tam jest dużo czegoś takiego w stylu: DO ROBOTY! To jest to, jak ja siebie traktuję, aczkolwiek to nie jest zdrowe dla kogoś, kto zaczyna przygodę z produktywnością i organizacją. Jeżeli ten ktoś od początku nauczy się, że ma być taki straszny rygor, to to nie różni się niczym innym od niespisywania celów i obiecywania sobie, że będę 5 razy w tygodniu na siłkę chodził przez cały rok. To jest niemożliwe do wykonania, więc nie ma też sobie co zarzucać na sam początek. W tej chwili można mnie chyba tak naprawdę znaleźć na Twitterze i LinkedIn, gdzie są linki do rzeczy, które stworzyłem. Za bardzo tego w internecie nie ma. Wcześniej robiłem tylko muzykę, w tej chwili pracuję też nad pracą dyplomową i prowadzę bloga na potrzeby projektu szkolnego, którym się będę dzielił, jak skończę. To już typowo programistyczne, ale tak myślę o tym, żeby coś takiego uruchomić. W tej chwili szkoła, praca i te wszystkie rzeczy nie pozwalają mi na to. Czas może bym znalazł, jeszcze by może udało się go gdzieś tu wcisnąć, ale nie byłoby w tym przyjemności i radości. Byłoby za dużo zmartwień, że nie mam czasu tego rozpędzić, jakbym to chciał wszystko.

Myślę, że dopiero najwcześniej w połowie roku 2019 mogę zacząć o tym myśleć i jeśli bym zrobił, to na pewno będę się dzielił jakimiś szablonami Nozbe, jakimiś wskazówkami. Możliwe, że na Twitterze zacznę trochę częściej jakimiś rzeczami się dzielić, więc jeżeli ktoś chce już dzisiaj, jeżeli podoba się to, co próbuję tutaj przekazać, ktoś może mnie zacząć śledzić i na pewno w przyszłości będzie tam tego trochę więcej.

AC: Co do tej książki Zjedz tę żabę – dla mnie Brian Tracy jest bardzo mądrym człowiekiem i bardzo fajne wskazówki daje, ale faktycznie też zauważyłam, że on bardzo często tak naciska, że tylko robota. Nie wspomina o rodzinie, przynajmniej ja nie trafiłam. To też trzeba dla siebie troszeczkę wypośrodkować i też dostosować do własnego życia. Fajnie śledzić jakieś osoby i się inspirować, ale dopasować do swojego życia, do swoich możliwości, a także jakichś celów, wartości.

Gdybyś tak miał powiedzieć, jakie książki, blogi, miejsca w sieci polecasz, póki Ty nic jeszcze nie masz? Oczywiście do Ciebie podlinkuję, do grupy Nozbe, do LinkedIna, Twittera, ale tak jakbyś miał teraz osobom powiedzieć, co czytać, co śledzić, tak podsumować to?

Wszystkie rady z książek trzeba zastosować i zmienić pod siebie – każdy z nas ma inne obowiązki, inne wymagania i inne życie

KP: Zacznę może od tego, że generalnie właśnie cokolwiek byśmy czytali, słuchali, przerabiali i tak dalej, to możemy odnieść wrażenie, że ktoś nam każe, że mamy wstawać o 5, przez dwie godziny zrobić to i to, potem tamto.. Nie, właśnie tak nie jest. Też z kilkoma osobami, którym ja próbowałem jakoś zasugerować działanie w ten sposób, te osoby odnosiły wrażenie, że ja próbuję im powiedzieć, żeby robiły wszystko tak, jak ja robię. Nie.

Te wszystkie rzeczy, które otrzymamy z tych książek, podcastów, blogów, cokolwiek, to są sugestie o tym, jak taki system mógłby wyglądać i w tych lepszych znajdziemy też informacje o tym, że to jest kwestia do dostosowania samemu. Każdy z nas jest inny, tryb działania każdego z nas, plan każdego dnia jest dla każdego inny, każdy ma inną pracę i inne obowiązki i wszystko. To niestety trzeba dostosować Mówienie: “Ja nie mogę tego zrobić, bo ja mam dzieci, bo ja mam to, bo ja mam tamto”, to jest też absolutna nieprawda – to są wymówki. To brzmi tak trochę właśnie jak Brian Tracy, ale tak naprawdę to są wymówki. To jest po prostu szukanie czegoś, czego ja nie mogę zrobić zanim jeszcze zacząłem cokolwiek robić. Warto zacząć, zobaczyć, co z tego będzie i powoli, powolutku ruszać dalej.

Także przechodząc do tego, co ja bym polecał zacznijmy tak, Brian Tracy, Zjedz tę żabę, to bardziej dla takich osób, które już coś robiły i chciałyby po prostu tak w samo sedno odświeżyć sobie trochę, zmotywować się, bo treść jest bardzo dobra, tylko dla kogoś, kto już wie, co robi i jest bardzo świadomy swojego działania i swojego systemu.

Na początek polecałbym coś w tym stylu jak, Obudź w sobie olbrzyma, Tony’ego Robbinsa, bardzo fajna książka. Trochę się rozwleka pod koniec, jednakże bardzo dużo informacji. Jest w zasadzie trochę przeciwieństwem Zjedz tę żabę, bo w detalach opisuje te wszystkie rzeczy, gdzie tam jest po prostu samo sedno.

Esencjalista – Greg McKeown, to jest książka, która bardzo fajnie, też bardzo prosto, mówi o kilku ważnych rzeczach, jak porzućmy jakieś takie rzeczy, które nas nie interesują. Jeżeli coś nie jest absolutnie na tak, to jest na nie, czyli nauczyć się pooddawać kilka opcji. Jak na przykład jakiś cel już więcej nam nie podoba się, nie jest adekwatny do nas, to po prostu nie robić tego, bo nie ma sensu. Książka jest bardzo interesująca, bardzo wartościowa. Jedna z najlepszych w tym temacie.

7 nawyków skutecznego działania Stevena Coveya, to jest bardzo popularna książka. To jest w zasadzie jedna z takich numer jeden w temacie, pięknie opisująca kilka rzeczy, które każdy z nas powinien tak naprawdę znać. Każdy powinien przeczytać tę książkę.

Z blogów polecam Michała Szafrańskiego, Jak oszczędzać pieniądze i jego książkę – Finansowy Ninja. Coś, co absolutnie właśnie było początkiem mojej historii. To dzięki Michałowi tak naprawdę to wszystko zrobiłem, zacząłem tak z grubsza się zmieniać i nawet śmialiśmy się z żoną, że powinienem też wbiec na metę maratonu z banerem, że dziękuję Michałowi Szafrańskiemu, jak on to zrobił w swojej historii, którą opowiada. Polecam też sprawdzić, bo to wspaniała historia. Bardzo motywująca, absolutnie bardzo motywująca. Także finanse są bardzo ważne, żeby o nie zadbać, bo inaczej to bieda z całą resztą. Za dużo stresu i wszystkiego. Finanse też pomagają w skrupulatności i systematyczności.

Leo Babauta, jego książka 52 zmiany – bardzo ważna taka malutka książeczka, która potrafi wiele zmiany. 52 proste, czasami infantylne, trywialne i błahe rzeczy, które ktoś może patrzeć na to i tak, ale przecież to jest śmieszne, ale tak naprawdę te wszystkie rzeczy, które są tam w tej książce, nie musimy wszystkich zmian wprowadzać. Fakt jest taki, że są bardzo, ale to bardzo przydatne, konkretne i naprawdę wnoszące bardzo wiele do życia. Jego blog Zen Habits, to jest taka kopalnia wiedzy o wszystkim tak naprawdę. O celach, o podejściu do życia, o filozofii życia. To by były takie najważniejsze.

Wspomniałem jeszcze Deep Work, to jest też jak się uczyć, to jest bardzo fajna książka. Polska książka Radka Kotarskiego – Włam się do mózgu, na temat technik uczenia się, też przydatna. Zwłaszcza dla tych, którzy się uczą.

Jeszcze chciałem powiedzieć o dwóch ważnych rzeczach, mianowicie podejście do uczuć, emocji, stresu i wszystkiego. Polecam gorąco aplikację HeadSpace i medytację w ogóle samą w sobie. Andy Puddicombe, który stworzył tę aplikację był mnichem Zen, więc doskonale wie, o czym mówi. Korzystam z tej aplikacji nieprzerwanie od pół roku codziennie. Jest to absolutnie niesamowita, wspaniała rzecz. I książka, która mnie zachęciła generalnie do medytacji, która otworzyła mi oczy na to, co to jest i w ogóle przełamała wszelkie jakieś stereotypy na ten temat, to jest książka Thich Nhat Hanh, to jest buddyjski mistrz zen z Wietnamu, który napisał wiele książek, ale Cud Uważności jest jednym z najlepiej wydanych 20, 30 złotych w moim życiu. Bardzo krótka książeczka, ale jakże treściwa. Absolutnie mądra, wspaniała mądrość życiowa.

Kończąc już naprawdę, coś, co daje codziennie wartość, to jest w zasadzie podobna myśl, jak zen, tylko że trochę bardziej nam współczesna, mianowicie tylko sprzed 2 tysięcy lat, to jest – Stoicyzm i 365 medytacji na każdy dzień roku Ryana Holiday’a. To jest książka, którą czytam codziennie, codziennie rano, jeden wpis na każdy dzień, jak to jest rozplanowane pięknie, żeby zmienić trochę naszą filozofię życia, sposób myślenia. Podobnie, trzydzieści parę złotych,a naprawdę absolutnie niesamowita rzecz.

Także Finansowy Ninja, Cud Uważności i Stoicyzm na każdy dzień roku, to są trzy książki, które bym kupił w pierwszej kolejności, które całkowicie zmienią całą resztę i wtedy już sami sobie odkryjemy dalej. Uważam, że to jest świetny start, którakolwiek z tych książek.

AC: Dziękuję Ci ślicznie za podzielenie się swoimi wskazówkami, doświadczeniami i w ogóle wszystkim. Życzę sukcesów dalszych i spełnienia tutaj swoich celów, planów w następnym roku i dzięki. Cześć.

KP: Ja dziękuję jeszcze raz za zaproszenie do podcastu i za super rozmowę. Tak, jak wspomniałem, będę się dzielił tym wszystkim, także zainteresowane osoby mogą śledzić jakie będą moje cele na następny rok. Możemy to robić razem. Dziękuję, do widzenia.

 

19
Sty
eletroniczny bullet journal

Planowanie i realizacja celów z Trello – elektroniczny Bullet Journal

Nowy Rok, nowe możliwości. Magiczna data 1 stycznia to dzień, w którym po wyleczeniu kaca wiele osób wprowadza w swoje życie nowe postanowienia i zaczyna realizować nowe cele. Ja w sumie nie należę do tych osób, bo swoje cele, plany i marzenia weryfikuję i modyfikuję kilka razy w roku. Rzadko jest to początek nowego roku, jednak wykorzystując ten czas, postanowiłam …

Czytaj więcej8

KONTAKT

 

Wysyłając do mnie wiadomość powierzasz mi swoje dane osobowe. Będę dbać o ich bezpieczeństwo i wykorzystam je jedynie do korespondencji z Tobą. Więcej możesz przeczytać w polityce prywatności.